statystyki

Współpraca OZZ. Jak to łatwo powiedzieć

autor: Jan Błeszyński27.09.2016, 08:34; Aktualizacja: 27.09.2016, 08:43
copyright, prawo autorskie

Pojęcie organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi lub pokrewnymi do lat 90. ubiegłego wieku nie było znane ustawie. Same OZZ na rynku autorskim funkcjonują jednak od dawna.źródło: ShutterStock

Nie może być tak, że w starej maszynie wymienia się silnik na nowoczesny, pozostawiając bez zmian zespoły z nim współpracujące w całości urządzenia. W związku z implementacją dyrektywy o zbiorowym zarządzaniu inne ustawy też będą wymagały nowelizacji.

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Pojęcie organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi lub pokrewnymi do lat 90. ubiegłego wieku nie było znane ustawie. Same OZZ na rynku autorskim funkcjonują jednak od dawna. Ich tradycja sięga stu lat, a prototypem były podmioty zarządzające prawami do wystawień utworów scenicznych, wydań drukiem oraz wykonań publicznych, a następnie, po wynalezieniu radia i fonogramu, także do reprodukcji nagrań oraz nadań. Uregulowanie w polskim prawie statusu OZZ, w tym nadanie im wielu istotnych kompetencji, takich jak m.in. prawo do dochodzenia tantiem na rzecz współautorów utworów audiowizualnych, pośrednictwo w umowach o nadania czy reemisję bądź roszczenie o udostępnienie informacji lub dokumentów niezbędnych do dochodzenia należnych wynagrodzeń, świadczy o wykonywaniu przez nie niezwykle ważnej roli społecznej. Uregulowania te nie stanowią przywileju OZZ. Ułatwiają ochronę, przynajmniej w minimalnym stopniu, praw twórców. Jednocześnie umożliwiają użytkownikom uzyskanie łatwego dostępu do ogromnej liczby utworów i artystycznych wykonań na racjonalnych warunkach. Z drugiej strony OZZ poddano szczególnemu nadzorowi ministra kultury i dziedzictwa narodowego oraz nałożono na nie liczne obowiązki.

Wejście w życie ustawy o prawie autorskim z 1994 r. zawierającej przepisy o OZZ spowodowało naciski na nadanie tego statusu także rozmaitym stowarzyszeniom, które w rzeczywistości nie dysponowały odpowiednim zapleczem. Niestety, polityka resortu w udzielaniu zezwoleń była bardzo liberalna. Podstawowym błędem było, że decyzji nie uzależniano od wykazania przez dany podmiot, iż daje on rękojmię należytego wykonywania zbiorowego zarządzania (co zresztą ustawa stawiała jako podstawowy wymóg i więcej, przewidywała cofnięcie zezwolenia, w wypadku uporczywego naruszania tej zasady). Jednocześnie, co stanowi o demokratyzmie ujęcia systemu zbiorowego zarządzania, ustawa przewiduje pluralizm OZZ, tzn. dopuszcza możliwość udzielania zezwoleń więcej niż jednej organizacji w odniesieniu do danej kategorii praw i pól eksploatacji. Jest to zasada ważna, pozostawiającą uprawnionym wybór, komu zechcą powierzyć swoje prawa. Stwarza jednak i zagrożenie polegające na konfliktach kompetencyjnych pomiędzy OZZ, nie wspominając o tym, że pluralizm powoduje osłabienie poszczególnych organizacji, ich atomizację, co przekładać się może na zmniejszenie ich efektywności i podnosić koszty ich działania.

Przykładowo koszty kontroli rynku, dochodzenia ochrony, prowadzenia rozliczeń wynagrodzeń, są tym jednostkowo mniejsze, im większa jest liczba reprezentowanych podmiotów, które je ostatecznie ponoszą w formie potrąceń od należnych im, pobranych przez daną OZZ, wynagrodzeń.

W czasie, kiedy podejmowano decyzje o zezwoleniach na zbiorowe zarządzanie, pytałem jednego z ówczesnych decydentów, dlaczego nie uzależnia się ich od wykazania przez dany podmiot możliwości podołania zadaniom. A także od sprawdzenia, jak OZZ zamierza współpracować z innymi organizacjami działającymi na tych samych polach eksploatacji. Odpowiedź dobrze świadczyła o rozumieniu uwarunkowań sprawowania urzędu. Brzmiała mniej więcej tak: „A mogę odmówić udzielenia zezwolenia wobec tego, kim jest wnioskodawca”? I rzeczywiście, byłoby to, najoględniej mówiąc, niepraktyczne. W świetle tej odpowiedzi można zrozumieć, dlaczego wydano zezwolenia także podmiotom, które dopiero miały powstać, zakresy zezwoleń nie tylko nie składały się na mającą szansę funkcjonować całość, ale nawet nie zadbano o synchronizację i jednoznaczność.

I tak w połowie lat 90. rozpoczęło „działalność” kilkanaście OZZ, w większości słabych, bez doświadczeń, technicznego zaplecza, wykwalifikowanego personelu, praktycznie niezdolnych do wykonywania swoich podstawowych zadań. Przyczyna była prosta: sprawne działanie wymaga inwestycji w odpowiednio wyspecjalizowany personel, sprzęt, a także w prowadzenie polityki podejmowania procesów sądowych o znaczeniu precedensowym, tzn. zmierzających do budowania świadomości konieczności respektowania prawa autorskiego. Jest to wyjątkowo delikatne zadanie, zważywszy że procesy są kosztowne i długo trwają (zwłaszcza w naszej ojczyźnie, gdzie sądy rychliwe zdecydowanie nie są). Skutki tamtej polityki odczuwamy do dziś. Cóż, był to czas, w którym pomysłodawcom wielu inicjatyw towarzyszyło przeświadczenie, że pieniądze leżą na ulicy i wystarczy się po nie schylić. Tyle że nie znano adresu tej ulicy, a w mniejszej wadze były kompetencja i solidna praca.


Pozostało jeszcze 73% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Galerie

Wyszukiwarka kancelarii

Szukaj

Polecane