O dacie śmierci znanego pisarza rozstrzygnie wyrok sądowy. Decyzja będzie miała wpływ na to, jak długo dzieła Korczaka będą chronione prawem autorskim.
Do Sądu Rejonowego w Lublinie wpłynął wniosek o ustalenie dokładnej daty zgonu Henryka Goldszmita, używającego pseudonimu literackiego Janusz Korczak.
Skierowała go Fundacja Nowoczesna Polska. Prowadzi ona akcję „Wolne lektury”, w ramach której bezpłatnie zamieszczane są w sieci dzieła, co do których minął okres ochrony praw autorskich.
Wynosi on 70 lat i jest liczony od końca roku śmierci autora. Czyli po siedmiu dekadach dzieła trafiają do domeny publicznej i można je swobodnie rozpowszechniać.
W przypadku dzieł Korczaka pojawił się jednak problem. Bo choć za datę śmierci przyjmuje się moment, kiedy Korczak został zabrany z dziećmi z domu dziecka do obozu w Treblince, tj. 6 sierpnia 1942 r., to oficjalnego potwierdzenia jego śmierci brak.
Obowiązuje za to postanowienie sądu z 1954 r., który w związku z brakiem dokumentacji potwierdzającej datę śmierci pisarza za oficjalną uznał 9 maja 1945 r. – czyli datę przyjmowaną w przypadku wszystkich ofiar II wojny światowej, w stosunku do których także brakuje potwierdzenia czasu zgonu.
Decyzja ta wpłynęła na okres ochrony praw autorskich dzieł Korczaka. Sąd przyjął, że okres ochronny zaczyna się w 1946 r., a że wszyscy spadkobiercy autora zginęli w Holokauście, prawa do książek przejęło państwo i ma je mieć aż do końca 2016 r.
Według Fundacji Nowoczesna Polska ten okres ochronny jest sztucznie wydłużony. W tym roku, w związku z 70. rocznicą śmierci pisarza, obchodzony jest – ustanowiony uchwałą Sejmu – Rok Janusza Korczaka.
A jego dzieła nie mogą być swobodnie wydawane. Stąd wniosek o zweryfikowanie daty zgonu autora.
Podobne problemy z ustalaniem dat śmierci autorów pojawiają się regularnie w krajach UE.
To jeden z powodów, dla których w Komisji Europejskiej trwają prace nad znowelizowaniem przepisów dotyczących domeny publicznej.
Jedną z rozważanych propozycji jest skrócenie okresu ochronnego do 30 lat od śmierci autora, który nie zostawił spadkobierców.
– Kontrowersji związanych z ochroną praw autorskich i udostępnianiem klasycznych dzieł jest coraz więcej.
Szczególnie że w dobie internetu jest dużo więcej możliwości dotarcia do utworów.
Dlatego właśnie także taką opcję bierzemy pod uwagę w naszych pracach – mówi nam Kerstin Jorna, szefowa departamentu własności przemysłowej w KE.