Prof. Elzbieta Mączyńska ze Szkoły Głównej Handlowej, honorowa prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego w rozmowie z Karoliną Cygonek z SGH przypomniana, że pięciodniowy tydzień pracy zapoczątkował w 1926 r. w USA przedsiębiorca Henry Ford. W Polsce ten model całościowo przyjął się dopiero po transformacji ustrojowej. Czy jest potencjał do dalszego skrócenia tygodnia pracy?

- To jest proces. Nie można tego zadekretować jedną ustawą, tylko gospodarka musi być do tego przygotowana – uważa ekspertka. - Potencjał jest ogromy, czasy się zmieniły, świat przyspiesza, mamy do czynienia z robotyzacją, sztuczną inteligencją, cywilizacją wiedzy – czyli obrabiarki mamy w głowach, głowy nasze wymagają karmienia, a karmienie to czytanie i uczenie się. Jeżeli człowiek nie ma wolnego czasu, pracuje ciężko, to kreatywność spada. Kreatywność wymaga czasu wolnego, a nie ma wzrostu produktywności bez kreatywności.

Reklama

Prof. Mączyńska odniosła się też do eksperymentów z krótszym wymiarem czasu pracy.

- Eksperyment islandzki pokazał, że pracownicy-mężczyźni zaczęli bardziej interesować się dziećmi, domem. Moim zdaniem najciekawszy eksperyment był przed lat w Goeteborgu, kiedy w sektorze publicznym skrócono tygodniowy wymiar czasu pracy. Okazało się, że wszystko co było do zrobienia było zrobione doskonale, a nawet lepiej. Okazało się też, że zwiększyły się obroty księgarń i kawiarni, to znaczy, że ludzie mili więcej czasu, aby czytać.

Eksperta przestrzega, że model czasu pracy może być inny w różnych branżach i nie da się wprowadzić szybko uniwersalnych rozwiązań.

- Oczywiście, to musi być dostosowane sektorowo. W niektórych zawodach można pracować zdalnie, w elastycznym systemie, ale np. kierowca autobusu musi przyjść do pracy i pracować. Co wcale nie oznacza, że on musi pracować przez pięć dni w tygodniu -mówi.

Jej zdaniem skrócenie tygodnia pracy jest możliwe przy dokładnym zbadaniu warunków funkcjonowania danego przedsiębiorstwa.

- Nie może to być robione na łapu-capu, to wymaga badań, analiz, ale trend jest nieuchronny. Historia to pokazuje. To jest taka dywidenda technologiczna, którą ludzie otrzymują z powodu postępu technicznego. Jest wydajność pracy, jest robotyzacja, ludziom się coś z tego tytułu należy, bo to na ich barkach ten postęp wyrósł.