Reklama
– W naszej kancelarii również jest chillout room. Nie ma w nim co prawda kapsuł do spania, jak w innych firmach, ale można w nim spokojnie wypocząć – mówi Michał Synowiec, radca prawny z kancelarii DLA Piper Wiater.
Podkreśla, że w tego typu pomieszczeniach podwładni mogą spędzać np. 15-minutową przerwę, która przysługuje wszystkim zatrudnionym wykonującym swoje obowiązki co najmniej 6 godzin na dobę. Możliwe jest także wprowadzenie dodatkowego czasu na relaks, ale pracodawca nie ma w tym zakresie całkowitej swobody. Wiele zależy od tego, czy firma chce, aby był on wliczany do czasu pracy (a więc przysługiwało za niego wynagrodzenie), czy też nie.
– W tym pierwszym przypadku pracodawca ma pełną dowolność. Możliwość odpoczynku w czasie pracy będzie bowiem rodzajem bonusu dla zatrudnionego – tłumaczy Izabela Zawacka, radca prawny z kancelarii Wojewódka i Wspólnicy.
Wskazuje, że w takim przypadku firma może określić zasady korzystania z odpoczynku np. w regulaminie pracy.
– Moim zdaniem można je ustalić także w zwykłym zarządzeniu wydawanym przez pracodawcę – dodaje.
Firma może jednak także zadbać o to, aby za czas dodatkowego relaksu nie przysługiwało wynagrodzenie.
– Pracodawca ma prawo wprowadzić jedną przerwę niewliczaną do czasu pracy w wymiarze nieprzekraczającym 60 minut, która jest przeznaczona na spożycie posiłku lub załatwienie spraw osobistych – wyjaśnia Michał Synowiec.
Takie rozwiązanie można jednak wprowadzić tylko w układzie zbiorowym, regulaminie lub w umowie o pracę (jeśli firma nie jest objęta układem lub nie musi tworzyć regulaminu). Może więc wymagać zgody związków zawodowych, jeśli funkcjonują w zakładzie. Co istotne, pracodawca nie może zmusić zatrudnionych, aby czas wolny spędzali w pomieszczeniu zarezerwowanym na wypoczynek.