Adresy e-mail pracowników akademickich są jawne, więc zdarza się, że piszą do nas ludzie oburzeni naszymi wypowiedziami albo badaniami. Czasem piszą zaś ludzie, którzy doświadczyli na sobie tego, co opisujemy w badaniach. Takim właśnie przykładem jest e-mail od pana Jarogniewa. Ale zacznijmy od początku.



W Polsce nie działa publiczny system pośrednictwa pracy. Nie działa, bo nie może – powiatowe urzędy pracy mają tyle roboty papierkowej z zarejestrowaniem i wyrejestrowaniem w każdym miesiącu osób bezrobotnych, rozpisaniem przetargów itp. – że na utrzymywanie relacji z pracodawcami rzadko kiedy starcza im czasu i energii. A nawet gdyby im go starczało, muszą się trzymać tak kuriozalnego rozporządzenia, że konia z rzędem temu, kto zrozumiałby jego cel. Ofertę można przyjąć od pracodawcy tylko na pełen etat (na część już nie), pracodawca musi podać dokładny kod zawodu, w którym ma wakat – kod z wiecznie zmieniającej się, ale nieprzeszukiwalnej tekstowo klasyfikacji zawodów i specjalności. No i musi podać w ogłoszeniu, ile będzie płacił kandydatowi.