Dziesiątki gotowych wyroków oczekujących już tylko na podpis referenta, setki rozpraw odwołanych w całym kraju, opóźnienia w rozpatrywaniu spraw - to efekty braku powołania na stanowiska sędziowskie asesorów, którym wygasło już wotum do orzekania.
- Takich osób w skali całego kraju jest kilkadziesiąt - mówi Konrad Wasik, sędzia Sądu Rejonowego w Przemyślu, przedstawiciel Stowarzyszenia Absolwentów i Aplikantów Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury „Votum”. Jak dodaje, problem dotyczy przede wszystkim sądów usytuowanych w dużych miastach, takich jak Kraków, Katowice czy Warszawa.
Jak udało nam się nieoficjalnie ustalić, w samych sądach warszawskich takich osób jest 28.
Reklama
- Jeśli przyjmiemy, że asesorów, którym wygasło votum orzecznicze, jest w kraju 40 i każdy ma w referacie średnio kilkaset spraw (od 500 do 800 w samej Warszawie), a w ciągu miesiąca jeden asesor rozstrzyga ok. 50 spraw, to łatwo obliczyć, że obecnie w sądach leży odłogiem kilkadziesiąt tysięcy spraw i ok. 2 tys. spraw nie jest załatwianych każdego miesiąca, które mogłyby się toczyć normalnym rytmem. A i tak są to bardzo ostrożne szacunki - zaznacza sędzia Wasik. Dodaje, że może się to skończyć kierowaniem przez strony skarg na przewlekłość postępowania.
- To przecież uderza w interesy osób, które przychodzą do sądów - konkluduje przedstawiciel stowarzyszenia Votum.

Reklama
Zwłoka prezydenta
Problem dotyczy części asesorów, którzy zostali mianowani na to stanowisko w 2017 r. Zgodnie z przepisami asesorzy są powoływani na czas nieokreślony, jednak obowiązki sędziego są im powierzane na okres czterech lat. Właśnie ten czteroletni okres upłynął. Zanim do tego doszło, asesorzy złożyli oczywiście, jak wymaga tego prawo o ustroju sądów powszechnych (t.j. Dz.U. z 2020 r. poz. 2072 ze zm.), wnioski do prezesów sądów o powołanie na urząd sędziego przeszło rok temu.
- Procedura jednak przeciągała się, a to głównie z powodu nadmiaru obowiązków, jakie spadły na sędziów wizytatorów, którzy muszą dokonać oceny kwalifikacji asesora starającego się o urząd sędziego. Zdarzało się, że na wydanie takiej opinii trzeba było czekać aż osiem miesięcy - tłumaczy Konrad Wasik.
Ostatecznie jednak wnioski, choć zapewne jeszcze nie wszystkie, trafiły do Kancelarii Prezydenta.
- Mój wniosek oczekuje od 28 października - mówi jedna z asesorów. Jak dodaje, zarówno ona, jak i inni jej koledzy będący w takiej samej sytuacji, próbowali na własną rękę interweniować w KP.
- Wielokrotnie dzwoniliśmy, chcieliśmy się dowiedzieć o ewentualny termin wręczenia nam nominacji sędziowskich i o powody zwłoki ze strony pana prezydenta. Nic to jednak nie dało, zazwyczaj słyszeliśmy jedynie, że jeszcze nic w tej sprawie nie wiadomo - mówi asesor. Jak dodaje, wszystkie formalne wymagania zostały spełnione, wszelkie procedury wypełnione.
- Niestety pan prezydent nie jest w stanie znaleźć dla nas kilku godzin w swoim napiętym harmonogramie i wręczyć nam nominacji, co pozwoliłoby nam wrócić do pracy i sprawnie rozpatrywać sprawy obywateli. Za to ma czas, żeby przygotowywać kolejne projekty dotyczące wymiaru sprawiedliwości, które prawdopodobnie niczego nie zmienią, a być może nawet pogorszą sytuację. To absurd - nie kryje oburzenia asesor.
DGP zapytał KP, z jakich powodów pan prezydent zwleka z wręczeniem nominacji takim osobom. Na odpowiedź nadal oczekujemy.
Niepewny moment
Od kiedy asesorzy nie mogą już orzekać? Okazuje się, że odpowiedź na tak postawione pytanie nie jest prosta. A to dlatego, że trwa spór co do tego, od jakiego momentu należy liczyć czteroletni okres, na jaki zostały im powierzone obowiązki sędziego. Otóż asesorzy z tego rocznika zostali w większości mianowani 21 września 2017 r. Jednak ówczesna Krajowa Rada Sądownictwa sprzeciwiła się temu, po czym sprzeciw ten uchyliła 17 listopada 2017 r. Powstało pytanie, czy w związku z tym votum orzecznicze wygasło we wrześniu, czy jednak w listopadzie tego roku.
- Niektórzy nie orzekają już od września, inni uznali, że nie będą wydawać orzeczeń od listopada. Jedno jest pewne - od 17 listopada nikt z nas nie powinien już podejmować czynności orzeczniczych - mówi asesor.
Część asesorów została powołana także 4 grudnia 2017 r. W ich przypadku jednak KRS nie zgłaszała sprzeciwu, więc jasne jest, że oni nie mogą orzekać od 4 grudnia br.
Odpowiedzialność przerzucona
Asesorzy są dodatkowo zbulwersowani tym, że ze swoim problemem zostali praktycznie sami.
- Nikt nie wydał żadnych zarządzeń, w których stwierdzono by, że od danego momentu nie mogą oni orzekać. To umycie rąk przez prezesów sądów i przerzucenie odpowiedzialności za brak odpowiedniego nadzoru na asesorów. Cały czas też do ich referatów wpływają sprawy, co powoduje nawarstwianie się zaległości - tłumaczy Konrad Wasik.
Oburzenia nie kryje Piotr Mgłosiek, sędzia Sądu Rejonowego dla Wrocławia-Krzyków we Wrocławiu.
- Ta sytuacja jak w soczewce skupia całą patologię, z jaką mamy dziś do czynienia w sądownictwie. Nikt nie chce wziąć odpowiedzialności na siebie, każdy umywa ręce, prezesi boją się interweniować, bo wiedzą, że mogą za chwilę zostać odwołani faksem - ocenia wrocławski sędzia. Tak samo krytycznie ocenia postawę prezydenta.
- To przecież nie pierwszy raz, kiedy to pan prezydent nie znajduje czasu na wykonywanie swoich podstawowych obowiązków dotyczących sądów - zauważa Mgłosiek.
W ten sposób nawiązuje do opisywanej na łamach DGP sytuacji aplikantów sądowych, którzy również nie mogli doprosić się, aby prezydent na czas mianował ich na stanowiska asesorów, przez co przez pewien czas pozostawali bez środków do życia.
Asesorzy obawiają się również tego, że ktoś może chcieć obciążyć ich odpowiedzialnością za zaistniałą sytuację.
- Kto mi zagwarantuje, że jakiś rzecznik dyscyplinarny nie wpadnie na pomysł wytoczenia mi dyscyplinarki za to, że bez decyzji prezesa zaprzestałam orzekania? - zastanawia się jedna z asesorów.
Jednak Piotr Mgłosiek uważa, że decyzje podjęte przez asesorów są ze wszech miar słuszne.
- W przeciwnym wypadku orzeczenia wydawane przez takie osoby musiałyby zostać uchylone przez sąd odwoławczy i to z urzędu. Branie udziału w orzekaniu przez osobę nieuprawnioną stanowi bowiem bezwzględną przyczynę odwoławczą - zauważa wrocławski sędzia.
Do momentu wręczenia im nominacji sędziowskich asesorzy pozostają więc w zawieszeniu. Obecnie zajmują się m.in. przygotowywaniem projektów rozstrzygnięć, podejmowaniem czynności, które nie wymagają posiadania votum orzeczniczego. W niektórych sądach są im także powierzane czynności referendarzy sądowych.
OPINIA

Sprawy asesorów traktujemy priorytetowo

Paweł Styrna, przewodniczący Krajowej Rady Sądownictwa
Według moich informacji prezydent sprawy powołań asesorów na stanowiska sędziowskie traktuje priorytetowo, są one stawiane na pierwszym miejscu w prezydenckim terminarzu. Również w Krajowej Radzie Sądownictwa opiniowanie tych kandydatur ma pierwszeństwo, bo mamy świadomość upływających terminów. Wiadomo bowiem, że jeśli one upłyną, to taki asesor nie może orzekać. W każdym przypadku, kiedy wpłynie do nas kandydatura asesora na stanowisko sędziego, to jego sprawa jest wyznaczana na najbliższe możliwe posiedzenie. Nawet jeśli dokumenty do rady wpłyną w trakcie posiedzenia, to również taka sprawa jest włączana do porządku obrad.
Obecnie na etapie KRS jest sześć wniosków dotyczących asesorów. Na ostatnim czwartkowym posiedzeniu podjęto pięć uchwał o przedstawieniu wniosku prezydentowi (w jednym przypadku decyzja rady była negatywna), które w tym tygodniu zostaną sporządzone i po świętach przekazane głowie państwa. Jest grupa spraw, dotycząca dosłownie kilku osób, w których wystąpiła konieczność zasięgnięcia dodatkowej opinii wizytatora.
Tak czy inaczej akta, które wpływają do rady, nie leżą u nas dłużej niż 1-1,5 miesiąca, a w przypadku asesorów od momentu wpływu do podjęcia decyzji okres ten wynosi tydzień, maksymalnie dwa.
Na stanowisko asesora może być powołany ten, kto: / Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe