Ministerstwo Kultury chce ochronić artystów przed bezprawnym korzystaniem z ich prac do treningu AI.

Projekt nowej ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych na przełomie marca i kwietnia może trafić do Sejmu. Zapowiedział to minister kultury Bartłomiej Sienkiewicz. O regulacji jest głośno z powodu tantiem dla artystów od takich streamingów jak Netflix czy Spotify. Jest też ważna z innego powodu: może zablokować prace nad sztuczną inteligencją w Polsce.

Nowelizacja prawa autorskiego ma wprowadzić do polskiego porządku prawnego unijną dyrektywę o prawach autorskich (DSM). Z powodu opieszałości rządu Mateusza Morawieckiego Polska jest jedynym krajem UE, która jej nie implementowała. Nowe kierownictwo resortu kultury w połowie lutego przedstawiło projekt do konsultacji. Choć jest on niemal identyczny jak to, co przygotowano jeszcze za Piotra Glińskiego, znalazł się tam też zupełnie nowy przepis – zakazujący szkolenia modeli generatywnej sztucznej inteligencji na materiałach objętych prawem autorskim nawet przez instytucje kultury i jednostki naukowe.

Jak czytamy w uzasadnieniu projektu, urzędnicy chcieliby zadbać o interesy twórców, których prace są dziś wykorzystywane do szkolenia algorytmów mających możliwości generowania dźwięków, obrazów i tekstów o tak wysokiej jakości, że w związku z tym ludzka praca twórcza może stać się zbędna. Zdaniem urzędników resortu unijna dyrektywa jest już po prostu przestarzała – prace nad nią zaczęły się już w 2016 r., a została ona przyjęta w 2019 r., na długo zanim OpenAI udostępniła do ogólnego użytku ChatGPT czy generator obrazów Dall-E.

– Jeżeli działania generatywnej AI nie zostaną odpowiednio wzięte w ramy prawne, zagrażają niezakłóconemu istnieniu sektorów rynku opartych na ludzkiej twórczości – ocenia Stowarzyszenie Autorów i Wydawców Copyright Polska.

Na podobne ryzyko wskazuje Stowarzyszenie Dziennikarzy i Wydawców Repropol. – Należy wykluczyć maszynowe generowanie wytworów z zakresu eksploracji tekstów i danych, a przynajmniej ograniczyć zakres trenowania algorytmów AI do utworów z legalnych źródeł – uważają jego członkowie. Wskazują też, że uczenie modeli AI należałoby uzależnić od tego, czy twórcy dzieł, na których AI jest trenowana, otrzymają rekompensaty.

Zdaniem Ministerstwa Cyfryzacji resort kultury, przedstawiając nowy projekt, wyszedł jednak przed europejski szereg. W dyrektywie DSM nie ma bowiem mowy o takich ograniczeniach, a jej wdrożenie w ten sposób będzie wprowadzało zamieszanie w unijnym prawie, a nie jego harmonizację. W dodatku może doprowadzić do tego, że danych nie będą mogły zbierać polskie podmioty, gdy wobec zagranicznych to prawo będzie już nieskuteczne. Wiceminister cyfryzacji Dariusz Standerski ostrzega przed „ryzykiem dla pozycji polskich twórców generatywnych modeli sztucznej inteligencji w relacji do konkurencji z innych krajów, a także dla polskiej innowacyjności”.

Przeciwko zakazowi są też przedstawiciele korporacji, takich jak Meta czy Google, które same tworzą modele sztucznej inteligencji. Według przedstawicieli tej pierwszej firmy takie rozwiązanie sprawi, że do Polski będzie można jedynie sprowadzić już przeszkolone modele. To może mieć poważne konsekwencje, jeśli chodzi o ich dokładność. Zagraniczne dane mogą być bowiem nieadekwatne, jeśli chodzi o polskich użytkowników.

– Wykluczenie danych lokalnych w generatywnych modelach sztucznej inteligencji może prowadzić do zniekształceń, pomijając np. unikalne normy i wyrażenia, które definiują kulturę danego regionu. Nie tylko ogranicza to zdolność sztucznej inteligencji do tworzenia treści istotnych kulturowo, lecz także grozi utrwalaniem stereotypów i ignorowaniem różnorodności kulturowej – wyjaśniają w opinii dla MKiDN przedstawiciele Związku Cyfrowa Polska.

– Najbardziej zaskakuje to, że rząd proponuje nie wprowadzać dozwolonego użytku także w zakresie prac badawczych i niekomercyjnych prowadzonych przez polskie instytuty badawcze i instytucje kultury – uważa Alek Tarkowski z fundacji Open Future. Oznacza to, że nasi naukowcy, którzy chcą trenować modele AI na niekomercyjny użytek, nie będą mogli tego robić.

Według przedstawicieli fundacji należy wprowadzić opłatę od przychodów dostawców generatywnych modeli sztucznej inteligencji szkolonych na publicznie dostępnych danych. Taki mechanizm finansowy gwarantowałby, że podmioty korzystające ze wspólnych i publicznie dostępnych zasobów wniosą wkład w ich utrzymanie oraz w tworzenie nowych zasobów. ©℗

Proces powstawania modelu generatywnej sztucznej inteligencji / Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe