Prywatne zachodnie przedsiębiorstwa również obierały stronę. Niektóre wychodziły z Rosji lub zamykały działalność. Inne wspierają Ukrainę, świadcząc na jej rzecz usługi ochrony przed cyberatakami czy obsługi danych w chmurze. My w Polsce wszystko to dobrze rozumiemy. Pojawiają się jednak tarcia. Co ciekawe, na podstawie naszego własnego rozumienia praw, praworządności, przedwojennych priorytetów, np. prawnej ochrony wartości intelektualnej. To nam pozwala zadać prowokacyjne pytanie, czy nasze prawa mogą być używane przeciwko nam i w jakich okolicznościach może tak się stać.
Przed 24 lutego Zachód niejako sam sprowadził na siebie problem dezinformacji. W imię wolności ekspresji dopuszczano zdecydowanie niezachodnie punkty widzenia, np. wychwalanie komunizmu, różnego rodzaju poglądów łączących sceptycyzm do szczepionek z niechęcią wobec telekomunikacyjnego standardu 5G, innego rodzaju treści do pewnego stopnia modulowane przez obce służby specjalne lub ośrodki medialne pod kontrolą państw spoza UE i NATO. Wystarczy wspomnieć o słynnej petersburskiej fabryce trolli i o kontrowersjach przy otwieraniu we Francji oddziału rosyjskiej telewizji RT, którą w lutym zamknięto, a jej apelacja do Trybunału Sprawiedliwości UE została odrzucona. Wraz z rosyjską zbrojną agresją sprawnie ucięto wiele kanałów medialnych, także tych będących informacyjną trucizną. Zakazano działania mediów rosyjskich, zablokowano dostęp do niektórych stron internetowych. Nagle okazało się, że Zachód może jednak stosunkowo łatwo rozwiązać problem dezinformacji i obcej propagandy.