Reklama
Co się dzieje z projektem ustawy o uprawnieniach artysty zawodowego, na którą czekają twórcy? Konsultacje zakończyły się na początku czerwca i od tego czasu zapadła cisza. Tymczasem inicjatywie tej otwarcie sprzeciwia się m.in. resort rozwoju. Wiceminister Marek Niedużak podczas debaty portalu 300gospodarka argumentował, że opłata reprograficzna „podetnie skrzydła” polskim przedsiębiorcom.
Uzgodnienia i konsultacje wciąż trwają, a okres urlopowy nam nie sprzyja. Dopiero w ostatnich dniach otrzymaliśmy opinię Rządowego Centrum Legislacji i Rady Legislacyjnej. Musimy się do nich ustosunkować, więc zajmie to chwilę. To skomplikowana, systemowa, duża ustawa. Jej źródłem był nasz wieloletni dialog ze środowiskiem artystycznym w postaci ogólnopolskich konferencji kultury.
Czy już wiadomo, jakie zmiany nastąpią w projekcie wskutek konsultacji i uwag?
Ustawa jest dobrze przygotowana i przemyślana. Została poprzedzona pogłębionymi, wszechstronnymi analizami. Nie spodziewam się zatem znaczących zmian w tym projekcie. Mogłyby one bowiem wypaczyć filozofię tej regulacji. Jej istotą jest połączenie kwestii ubezpieczeń społecznych dla dużej części artystów, którzy pozostają poza tym systemem, z kwestią solidarności środowiskowej.
Część opłaty reprograficznej trafi na fundusz, który będzie dofinansowywał ubezpieczenia nieubezpieczonych dotąd artystów. Opłata reprograficzna jest uczciwą, stosowaną w wielu krajach rekompensatą dla twórców za dozwolony użytek publiczny, czyli za to, że za darmo coś odtwarzamy czy słuchamy muzyki w urządzeniach elektronicznych. W Polsce od lat artyści jej nie dostają, choć we wszystkich cywilizowanych krajach twórcy ją otrzymują. Reprezentanci artystów, czyli organizacje zbiorowego zarządu prawami autorskimi, podczas konsultacji zgodzili się podzielić tymi pieniędzmi z grupą najuboższych artystów. Zdecydowana większość polskich artystów dysponuje bowiem bardzo ograniczonymi środkami do życia. Nie każdy jest celebrytą – chodzi m.in. o członków orkiestr, chórzystów, poetów, wielu muzyków, aktorów itp. Sytuacja ta wymaga zatem systemowej regulacji i my to wreszcie – po latach – chcemy zrobić.
Przypomnę, że lata temu podobne protesty – powodowane m.in. źle pojętym liberalizmem – budziła ustawa o Polskim Instytucje Sztuki Filmowej, która przyniosła zdecydowanie dobre owoce. Warto pamiętać, że wtedy głosowało za nią Prawo i Sprawiedliwość, a przeciwna była Platforma!
Czy dziś takim „źle pojętym liberalizmem” kieruje się resort rozwoju? Będziecie z nim rozmawiać?
Jak wiemy, również politycznie resort rozwoju jest enfant terrible naszego rządu (śmiech). Ale rozmawiałem już w tej kwestii z wicepremierem Jarosławem Gowinem. Myślę, że się porozumiemy. Ta ustawa cywilizuje naszą rzeczywistość. Nie może być tak, że część bardzo ważnej społecznie grupy obywateli naszego państwa funkcjonuje w świecie śmieciówek, niestabilnego zatrudnienia i braku ubezpieczeń społecznych. Rozumiem, że radykalni liberałowie uważają, iż każdy powinien się troszczyć tylko o siebie. Jestem jednak przekonany, że po dwóch tygodniach funkcjonowania w warunkach darwinizmu społecznego, w których przeżywa tylko najsilniejszy czy najsprytniejszy, ci radykalni doktrynerzy pierwsi mieliby dosyć. Kultura i artyści muszą być wspierani przez całą wspólnotę.
Czy bierzecie jednak pod uwagę ewentualnie inne źródło sfinansowania ubezpieczeń dla artystów niż opłata reprograficzna?
Nie. Obstajemy przy zaproponowanym modelu, bo jest on optymalny i zawiera bardzo istotny element solidarnościowy. Pamiętajmy, że bez artystów nie ma kultury, a bez kultury nie ma społeczeństwa i tożsamości.
A czy smartfony – których w obecnym projekcie rozporządzenia do ustawy nie ma na liście urządzeń – zostaną objęte opłatą reprograficzną?
Umówiliśmy się, że w tym rozporządzeniu smartfonów nie będzie i dotrzymamy tego ustalenia.