Europejski Trybunał Praw Człowieka na kanwie sprawy Mandli i inni p. Węgrom (skarga nr 63164/16) miał okazję wypowiedzieć się co do zakazu wstępu do parlamentu dla dziennikarzy.
W trybunale na rozpoznanie czeka analogiczna sprawa z Polski, a samo strasburskie rozstrzygnięcie może być wytyczną dla sądów administracyjnych, przed którymi nadal zawisłe są sprawy dziennikarzy, którym odmówiono dostępu na posiedzenia Sejmu RP w 2018 r.
Węgierscy skarżący, reprezentujący różne media, chcieli się dostać w kwietniu 2016 r. na sesję plenarną parlamentu. Próbowali uzyskać od polityków komentarze w sprawie korupcji w węgierskim banku centralnym, w szczególności od marszałka oraz premiera. Zadawali politykom pytania w części budynku, w której nie można było nagrywać. Zostali za to upomnieni przez biuro prasowe premiera oraz pracowników parlamentu. Nazajutrz marszałek zawiesił ich akredytacje, wskazując m.in. na złamanie przez nich regulaminu i nagrywanie wywiadów w niewłaściwym miejscu. Dopiero we wrześniu 2016 r. decyzja o zawieszeniu akredytacji została cofnięta.
W skardze do ETPC skarżący powołali się na naruszenie swobody wypowiedzi. W wyroku z 26 maja 2020 r. strasburscy sędziowie musieli odpowiedzieć, czy wprowadzone ograniczenia były niezbędne w państwie demokratycznym. W pierwszej kolejności pochylili się nad zachowaniem dziennikarzy, wskazując, że przysługuje im ochrona, o ile zachowują się etycznie i zgodnie z zasadami zawodu. ETPC podkreślił z zadowoleniem, że wobec dziennikarzy, którzy złamali regulamin, a jednocześnie raportowali o sprawach politycznie ważnych, nie została wszczęta procedura karna. Trybunał nie zgodził się za to z tłumaczeniem rządu węgierskiego, że dziennikarze ci chcieli przedstawić parlamentarzystów w aurze sensacji, a za opracowaniem materiałów nie przemawiał interes publiczny. Wręcz przeciwnie, dziennikarze dołożyli starań, aby opinia publiczna otrzymała komentarz do sprawy o wadze państwowej, która była istotna dla obywateli. Ponadto przeprowadzając wywiady z parlamentarzystami, stworzyli przestrzeń dla wolnej politycznej debaty, która stanowi fundament demokratycznego społeczeństwa.
ETPC uznał również, iż parlament musi mieć możliwość regulowania sposobu funkcjonowania, w tym przestrzegania porządku, przez wyznaczanie specjalnych stref dla dziennikarzy. Decyzja marszałka, która została wysłana do redaktorów naczelnych, nie przewidywała jednak terminu końcowego zawieszenia, zaś procedura nie pozwoliła stronom na zabranie głosu. Kolejne próby uzyskania dostępu do parlamentu przez skarżących dziennikarzy spotykały się z brakiem reakcji ze strony marszałka. Tym samym w sprawie doszło do ingerencji w swobodę wypowiedzi, która nie była proporcjonalna do chronionego dobra, ponieważ nie istniały wystarczające proceduralne bezpieczniki. Tym samym ingerencja nie była niezbędna w demokratycznym państwie prawa. Trybunał nie przyznał skarżącym zadośćuczynienia. Uznał, że wystarczy stwierdzenie naruszenia konwencji. Warto dodać, że w lipcu 2017 r. marszałek węgierskiego parlamentu wydał zarządzenie, że należy wskazywać czas zawieszenia akredytacji, jak również podstawy do nałożenia tej kary oraz sposób, w jaki dziennikarze mogą taką decyzję oprotestować.