W czasie ferii zimowych planujemy rodzinny wyjazd na narty w Alpy. Zastanawiam się, czy w razie wypadku europejska karta ubezpieczenia zdrowotnego (EKUZ) wystarczy, by nie płacić za ewentualne leczenie, czy jednak powinienem dokupić polisę – pyta pan Michał.
Reklama
Wyjeżdżając za granicę, zawsze warto wziąć ze sobą EKUZ. Daje nam prawo do leczenia w takim zakresie, w jakim mają je obywatele państwa, w którym będziemy. Karta ta obowiązuje w krajach Unii Europejskiej, Islandii, Liechtensteinie, Norwegii i Szwajcarii. EKUZ wydawana jest osobom mającym ubezpieczenie zdrowotne w Polsce najczęściej na pół roku, a np. emerytom – na pięć lat. Kartę wydają oddziały Narodowego Funduszu Zdrowia. Wniosek o nią można wypełnić elektronicznie, ale trzeba go podpisać i wysłać (pocztą albo zeskanowany e-mailem) lub złożyć osobiście. Kartę odbiera się w oddziale funduszu lub otrzymuje pocztą. Lepiej nie czekać na ostatni moment przed feriami, bo choć dokumenty uprawniające do leczenia za granicą wydawane są od ręki, przed sezonem urlopowym zdarzają się kolejki.
Dodatkowe ubezpieczenie to dobry pomysł przy wyjeździe, zwłaszcza na narty lub snowboard. Sporty te dość często wiążą się z kontuzjami i wypadkami. Poza tym w sezonie zimowym częściej się przeziębiamy, zapadamy na grypę, zapalenie oskrzeli. EKUZ może nie wystarczyć do otrzymania bezpłatnej opieki.
Dodatkowe ubezpieczenia dają nam dostęp do szerszej sieci lekarzy i placówek, a nie tylko do publicznego systemu ochrony zdrowia. Jeśli mamy tylko EKUZ, a po wypadku pogotowie zawiezie nas do najbliższej kliniki, która nie ma umowy z miejscowa kasą chorych, zapłacimy za pomoc z własnej kieszeni. Posiadanie europejskiej karty nie zapewnia pokrycia niektórych kosztów, np. ratownictwa na stoku. Także jeśli zastosowana zostanie droga procedura ratunkowa, nikt nie każe nam w polskim szpitalu dopłacać. Za granicą bywa różnie. Zakres dostępnych powszechnie świadczeń często bywa ograniczony, dlatego większość obywateli np. we Francji dodatkowo się ubezpiecza.
Wyobraźnię narciarzy najlepiej poruszyć mogą przykłady. Gdy na alpejskim stoku złamiemy nogę albo rozbijemy głowę i potrzebne będą transport oraz hospitalizacja, koszty mogą sięgnąć dziesiątek tysięcy złotych. I tak np. w Austrii transport helikopterem może kosztować 12–15 tys. zł, nawet prosta pomoc na stoku – jak usztywnienie zwichniętej kończyny – kilkaset euro, opieka w szpitalu – nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych, jeśli trafimy do placówki poza publicznym systemem zdrowia. Transport sanitarny chorego do Polski ambulansem – kilka tysięcy złotych.
Koszty mogą być jeszcze wyższe, jeśli to my wyrządzimy komuś krzywdę i zostaniemy zobligowani do zapłacenia za zniszczony sprzęt narciarski, leczenie oraz do wypłaty odszkodowania poszkodowanemu.
To, ile zapłacimy za polisę, zależy od rodzaju ubezpieczenia i firmy. Ważne są: zakres ubezpieczenia (co obejmuje, a co wyłącza spod ochrony) i wysokość sumy ubezpieczenia (po jej przekroczeniu nadwyżkę płacimy sami). Polisa obejmuje zwykle koszty leczenia (najlepiej na kwotę 20 tys. euro i więcej), koszty transportu (do szpitala, między placówkami medycznymi, do kraju), poszukiwania np. w razie lawiny i ratownictwo górskie (najlepiej z kwotą nie niższą niż 5 tys. euro), OC. Przydatne może być też ubezpieczenie następstw nieszczęśliwych wypadków (NNW – z odszkodowaniem za uszczerbek na zdrowiu).
Polisa zwykle obejmuje też assistance, np. wsparcie tłumacza w kontakcie ze służbami ratunkowymi, lekarzami, a nawet organizację pomocy prawnej. Dostajemy numer całodobowego centrum alarmowego, na który dzwonimy w razie problemów. Dowiemy się też np., z którą z pobliskich placówek nasz ubezpieczyciel ma umowę, czyli będzie respektował jej rachunki. Pamiętajmy, że warunkiem uznania kosztów leczenia lub transportu przez ubezpieczyciela jest dokumentacja. Zachowajmy wyniki badań, kartę wypisową ze szpitala, rachunki za taksówkę do lekarza itp.
Czytając warunki umowy, zwróćmy też uwagę na wyłączenia, czyli sytuacje, gdy ubezpieczyciel może odmówić zapłaty za leczenie lub odszkodowania. Na przykład sporty ekstremalne, uprawianie zawodowe narciarstwa, udział w zawodach – mogą nie być objęte ochroną, zwłaszcza w tańszych polisach. Jeśli kupimy standardową ofertę, a wypadek zdarzy się w czasie zjazdu poza trasą, polisa może go nie objąć. Towarzystwo nie zapłaci za leczenie, jeżeli lekarz stwierdzi, że byliśmy pod wpływem alkoholu lub narkotyków i miało to wpływ na zdarzenie.
Podstawa prawna
Art. 51 ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych z 27 sierpnia 2004 r. (t.j. Dz.U. z 2015 r. poz. 581).

PORADA EKSPERTA

Marcin Tarczyński, analityk Polskiej Izby Ubezpieczeń

Bez względu na kierunek zagranicznego wyjazdu narciarskiego zawsze powinniśmy zabrać ze sobą ubezpieczenie turystyczne. Jak pokazują doświadczenia ubezpieczycieli, jeżeli zdarzy nam się wypadek lub choroba, najczęściej koszty leczenia wynoszą 10 tys. euro lub więcej.
Musimy pamiętać, że za granicą nie jesteśmy objęci publicznym ubezpieczeniem zdrowotnym w takim znaczeniu i zakresie, jak w Polsce. Nawet mając EKUZ.
Dzięki dobremu ubezpieczeniu turystycznemu natomiast mamy w granicach sumy ubezpieczenia zagwarantowaną organizację pomocy, transportu medycznego oraz sfinansowanie bądź zwrot kosztów poniesionych na ewentualne leczenie, bez względu na kształt publicznego systemu ochrony zdrowia kraju, w którym przebywamy.
Do najczęściej oferowanych i wybieranych dodatkowych opcji polis możemy zaliczyć rekompensatę finansową w przypadku utraty bagażu, odszkodowanie w przypadku zniszczenia lub kradzieży sprzętu narciarskiego czy ubezpieczenie odpowiedzialności cywilnej (OC).