Kiedy kasjer przeciąga twoją kartę lojalnościową nad czytnikiem, po czym skanuje kupione przez ciebie rzeczy, wszystko już wiadomo: czym twoje dzieci myją zęby, ile masła zjada twoja rodzina tygodniowo i czym szorujecie wannę
Reklama
Jest 26 czerwca 1974 r. tuż po 8 rano. Miasteczko Troy w stanie Ohio w USA, supermarket Marsh. Do historii przechodzą Sharon Buchanan i Clyde Dawson. Ona była sprzedawczynią, która po raz pierwszy zeskanowała uniwersalny kod paskowy z kupowanego produktu. On był kupującym, a zarazem pracownikiem supermarketu odpowiedzialnym za wdrażanie nowych technologii. Produktem była paczuszka gumy do żucia firmy Wrigley. Ona również przeszła do historii i dziś można ją obejrzeć w waszyngtońskim Instytucie Smithsona.

Reklama
Czy 26 czerwca 1974 r. był pierwszym dniem działania największego udogodnienia w handlu od czasu wynalezienia pieniądza? Czy początkiem uzależnienia konsumentów od sieci handlowych?
Paski na piasku
Wynalazca kodu paskowego Joe Woodland utrzymywał, że pomysł przyszedł mu do głowy, kiedy w styczniu 1949 r. siedział na plaży w Miami (mieszkał u dziadka, bo nie było go stać na samodzielny czynsz). Woodland znał alfabet Morse’a, którego nauczył się w skautach, i któregoś dnia, podczas opalania, przyszło mu do głowy, żeby zastąpić kreski grubymi liniami, a kropki cienkimi. Zeskoczył z leżaka i narysował pierwszy kod paskowy palcami na piasku.
Woodland wiedział, do czego może się przydać ten wynalazek: do znakowania towarów i sczytywania informacji w sklepach, które pomogłyby optymalizować zamówienia, czyli do tego, do czego stosujemy go dzisiaj. Pomysł podsunął mu, za pośrednictwem pracownika Drexel Institute of Technology Bernarda Silvera, szef lokalnej sieci sklepów spożywczych. Woodland i Silver wystąpili z podaniem do biura patentowego, jednak nie na kod w formie, w jakiej znamy go dzisiaj: prostokąta wypełnionego czarnymi i białymi liniami, tylko w kształcie koła. Uznali, że w tej postaci łatwiej będzie go odczytać bez względu na położenie skanera.
Patent otrzymali w 1952 r. nie tylko na sam kod, ale na cały system sczytywania i przetwarzania danych. Podobno prototyp urządzenia, który powstał w domu Woodlanda, miał wielkość biurka. Brakowało w nim dwóch najważniejszych elementów: przenośnego komputera (w latach 50. komputery były o wiele większe od biurek) oraz urządzenia emitującego odpowiednio skupioną wiązkę światła do odczytywania informacji zawartych w czarnych i białych kreskach.
Promień śmierci
Pierwszy laser zaprezentowano publicznie w 1960 r. Firma Hughes Aircraft Company wydała oświadczenie, że jeden z jej naukowców, Theodore Maiman, stworzył „atomowe światło jaśniejsze niż jądro słońca”, a „Los Angeles Herald” opisał wynalazek w artykule z nagłówkiem: „Naukowiec z LA odkrył promień śmierci rodem ze science fiction”. Naukowcy i dziennikarze zastanawiali się, do czego może być wykorzystany ten niezwykły promień: wymieniano komunikację, przemysł ciężki, medycynę. Po latach sam Maiman przyznał, że nie pomyślał o warzywniakach.
Zaledwie sześć lat później zastosowanie lasera w warzywniakach było o krok. Sieć sklepów Kroger Company weszła we współpracę z firmą Radio Corporation of America (RCA). RCA poszukiwała przyszłościowych projektów i właśnie odrzuciła pomysł stworzenia bankomatu – uznała, że czegoś takiego klienci nigdy nie zaakceptują. RCA wydobyła z urzędu patentowego wynalazek Woodlanda i Silvera, który w praktyce okazał się trudny do zastosowania, bo każdy błąd maszyny drukarskiej powodował, że kod był nieczytelny. Mimo tych niedociągnięć kierownicy sieci Kroger byli zadowoleni z testów maszyny (w której wykorzystano jeden z pierwszych modeli lasera), które przeprowadzono w lipcu 1972 r., bo udało im się jednak zoptymalizować sprzedaż, składowanie i zamawianie towarów. Ta pierwsza kasa do odczytywania „kodów kołowych” również wystawiona jest w Instytucie Smithsona.
Tyle że była to tylko jedna sieć. Jeśli kod paskowy naprawdę miał pomagać w optymalizacji zarządzania towarami, musieli stosować go wszyscy.
Jeden dla wszystkich
Towar przyjeżdża z dowolnej fabryki do dowolnego sklepu. Sklep ma kasę wyposażoną w czytnik. Czytnik sczytuje kod. Wprowadza dane do komputera. Specjalne oprogramowanie analizuje, co sprzedaje się szybciej, a co wolniej, i pomaga zoptymalizować dostawy. Innymi słowy zaoszczędzić pieniądze. Żeby do tego doszło, wszystkie kody znakujące towary muszą należeć do tego samego systemu. Muszą dać się skanować na każdej kasie i w każdym sklepie.
Ta idea była tak prosta i logiczna, że sprzeciwiali się jej właściwie wszyscy. Producenci puszek nie chcieli być zmuszeni do umieszczania kodu na dnach. Producenci wyrobów tekturowych byli przekonani, że kod zeszpeci ich produkty. Każda firma miała własny sposób optymalizacji zamówień, który uważała za najlepszy. Tylko niewielu chciało z tego rezygnować na rzecz uniwersalnego kodu.
Zawiązany przez tych, którzy chcieli zmiany, Ad Hoc Committee of the Universal Product Identification Code ogłosił konkurs na projekt kodu, który będą mogły stosować wszystkie sklepy i firmy produkujące towary na terenie USA. Ad Hoc Committee domagał się spełnienia następujących warunków: kod musiał być mały, aby można go było umieścić nawet na drobnych towarach, musiał być drukowany z użyciem już istniejących technologii i wykorzystywać tylko 10 cyfr. No i najważniejsze: musiało dać się odczytać kod przy każdej szybkości i przy każdym ułożeniu towaru (co warto sobie przypomnieć dzisiaj, czekając w kolejce przy kasie w supermarkecie, kiedy kasjerka walczy z niedającym się wczytać kodem). Ponadto dopuszczalna liczba pomyłek nie mogła przekraczać 1 na 20 tys. sczytań.
Cztery firmy zgłosiły swoje projekty, ale walka toczyła się właściwie między dwiema. RCA, która odniosła sukces w sieci Krogera, była przekonana, że wygraną ma w kieszeni. Ale zgarnęło ją jej sprzed nosa IBM i projektant firmy George Laurer, który nie oparł się na opatentowanym przez Woodlanda i Silvera systemie kodu kołowego, tylko stworzył w zasadzie od zera kod paskowy, jaki znamy dzisiaj, nieomal identyczny z projektem, który Woodland narysował na piasku. 30 marca 1973 r. komitet zebrał się w Nowym Jorku i podjął ostateczną decyzję. Wygrał kod paskowy.
UPC, czyli Universal Product Code, nie od razu odniósł sukces. Jego zastosowanie wymagało od właścicieli sklepów kupna kosztownych skanerów, a od producentów towarów – stosowania kodu na każdym produkcie. Nikt nie chciał wykonać pierwszego kroku i przez kilka lat trwał impas. Ostatecznie zaważyła decyzja wielkiej sieciowej firmy Kmart z filiami rozsianymi po całym kraju – kod paskowy był wprost stworzony dla niej. Potem poszło już z górki. W latach 80. kod paskowy stał się powszechny. Na początku XXI w. wprowadzono do użycia odmianę kodu paskowego zwaną kodem 2D, kwadraty wypełnione czarnymi i białymi pikselami, zawierające więcej informacji niż paski. Dzisiaj kody są tak dalece obecne we wszystkich dziedzinach życia, że stosuje się w nich cyfrowe oznaczenia krajów, jak w kierunkowych numerach telefonów.
Użycie i nadużycie
Listy i przesyłki kurierskie. Bagaż na lotnisku. Próbki krwi w laboratorium. Lekarstwa w szpitalu. Pacjenci w szpitalu. Nowo narodzone dzieci. Matki nowo narodzonych dzieci. Dzisiaj kod paskowy wykorzystuje się wszędzie tam, gdzie potrzebne są informacje o ruchomych obiektach. Od dawna jego zastosowanie nie ogranicza się do towarów w sklepie. Przy pomocy kodów paskowych próbuje się zapobiegać nielegalnej wycince drzew w lasach tropikalnych – w Liberii stworzono system oznaczania każdego legalnie wyciętego drzewa; koduje się m.in. miejsce pochodzenia pnia. Dostarczane do tartaków pnie bez kodów pochodzą z nielegalnej wycinki i muszą być zgłaszane policji.
W sklepach kody nie służą już tylko katalogowaniu towarów. Specjalne aplikacje na smartfony po zeskanowaniu kodu podają informacje na temat produktu, czasem też miejsce w konsumenckich rankingach. Niektóre aplikacje potrafią nawet wyliczyć ślad węglowy danego towaru, czym może nie pobudzają konsumentów do bardziej ekologicznych zachowań, ale wywołują u nich przynajmniej gigantyczne wyrzuty sumienia. Dzięki kodom paskowym inna konsumencka inicjatywa pozwala zarobić na recyklingu: biorące w programie rodziny otrzymują pojemniki na śmieci z kodem. Śmieciarka sczytuje ten kod i w systemie pojawia się informacja, ile rodzina zarobiła. Należną sumę można odebrać w postaci kuponów na zakupy w sklepach uczestniczących w systemie.
Wymyślono też specjalny skaner dla konsumentów. Za jedyne 400 dol. można nabyć urządzenie, którym skanuje się w domu kody z pustych opakowań przed wyrzuceniem ich do śmieci. Skaner tworzy listę zakupów i sam ją wysyła do wybranego sklepu.
Kody paskowe ułatwiają życie. W idealnym świecie. Na naszej planecie są też zaproszeniem do nadużyć. Policja w Provo w stanie Utah schwytała dwóch mężczyzn z samochodem wypełnionym po dach kodami paskowymi gotowymi do naklejenia na towary. Mężczyźni naklejali kody z niższa ceną w sklepach sieci Home Depot, po dokonaniu zakupu odklejali fałszywy kod i zwracali produkty z wyższą ceną. Policjanci szacowali, że przestępcy zarobili na tym co najmniej 120 tys. dolarów.
Znacznie lepszy wynik osiągnęły dwie pary, które oszukały kilkaset sklepów na łączną sumę 1,5 mln dol. Oszuści kupowali w danym sklepie towar po niskiej cenie, skanowali kod, drukowali go, a następnie naklejali na towar o znacznie wyższej cenie. Oni również po zakupie odklejali fałszywy kod i zwracali towar po regularnej cenie. Potrzebne do uzyskania zwrotu rachunki wyszukiwali wśród tysięcy wyrzuconych przez innych klientów zaraz po zakupie. W jednym przypadku zamienili cenę poduszki na cenę całego zestawu wypoczynkowego – aż dziwne, że kasjer tego nie zauważył.
Z kolei niejaki Tommy Joe Tidwell sprzedawał kupione z fałszywym kodem paskowym towary na portalu aukcyjnym eBay. Zarobił w ten sposób w ciągu roku ponad milion dolarów. Wpadł wyłącznie dlatego, że raz zapomniał odkleić od wysyłanego klientowi produktu oryginalny kod paskowy.
Z drugiej strony nie każdy oszust robi majątek na fałszywych kodach paskowych. Niejaki Ashok Kumar Patel ze Stoke-on-Trent w Anglii, zanim zgarnęła go policja, zaoszczędził zaledwie 10 funtów na podmianie kodów na czterech butelkach płynu do płukania ust.
Kraty z pasków
Nawet jeśli leżąc w szpitalu z opaską z kodem paskowym na nadgarstku, czujesz się jak puszka fasolki na półce w supermarkecie, pocieszająca jest myśl, że dzięki zakodowanej informacji pielęgniarka nie pomyli lekarstw, a chirurg nie utnie ci niewłaściwej nogi. A do tego te wszystkie promocje w sklepach. Większość kart lojalnościowych ma kod paskowy.
Tylko że w chwili, kiedy kasjer przeciąga twoją kartę nad czytnikiem, po czym skanuje kupione przez ciebie rzeczy, wszystko już wiadomo: czym twoje dzieci myją zęby, ile masła zjada twoja rodzina tygodniowo i czym (oraz jak często) szorujecie wannę. Obrońcy prywatności w internecie ostrzegają przed udostępnianiem danych, które stają się przedmiotem obrotu handlowego między firmami i umożliwiają personalizowanie reklam irytująco wyskakujących podczas przeglądania wiadomości. Ale kody paskowe umożliwiają to samo. Czasem warto się zatrzymać z ręką w kieszeni i zastanowić, czy warto wyciągać kartę podczas kupowania prezerwatyw w aptece, w której twoja żona zaopatruje się w pigułki antykoncepcyjne (też przy użyciu karty lojalnościowej). I podczas kupowania w drogerii męskiej wody kolońskiej, zupełnie innej niż ta, której używa (i kupuje w tej samej drogerii) twój mąż. Nigdy nie wiadomo, jaką reklamę firma przyśle potem na twój adres i kto pierwszy otworzy pocztę.