Choć i jedne, i drugie są spółdzielniami, to SKOK-i obsługują tylko swoich członków.
Reklama
Chociaż kondycja banków spółdzielczych ulega osłabieniu, to daleko jej do tego, co dzieje się w spółdzielczych kasach oszczędnościowo-kredytowych – innych instytucjach o charakterze spółdzielczym. W SKOK-ach zdecydowana większość podmiotów realizuje (albo powinna to robić) programy naprawcze, a niedobór funduszy własnych w stosunku do ustawowych wymogów wynosił według stanu na koniec czerwca około miliarda złotych.
Kapitały banków spółdzielczych wynosiły w tym czasie 10,9 mld zł, a przeciętny współczynnik wypłacalności miał wartość blisko 16 proc., czyli był zdecydowanie powyżej minimalnych wymogów nadzoru. Jak informuje KNF, w czerwcu trzy banki spółdzielcze nie spełniały warunku kapitału założycielskiego o wartości minimum miliona euro (skala strat w SK Banku jeszcze wtedy była nieznana). Dwa z nich zostały przejęte, trzeciemu pozwolono na zaliczenie bieżącego wyniku finansowego do funduszy własnych.
Banki spółdzielcze i SKOK-i różnią się także, jeśli chodzi o sposób funkcjonowania. Najbardziej istotny jest fakt, że w przypadku SKOK-ów klient jest równocześnie członkiem kasy – wnosi odpowiednie niewielkie opłaty, które zasilają kapitały SKOK-u. Członkowie SKOK-u powinni być połączeni więzią, m.in. podnoszącą poziom bezpieczeństwa kasy – chodzi np. o zatrudnienie w jednym zakładzie pracy, wspólnotę parafialną albo przynależność do wspólnego stowarzyszenia. Banki spółdzielcze nie ograniczają usług wyłącznie do swoich udziałowców.
Sposobem na ograniczenie ryzyka jest w tym wypadku zamknięcie działalności na określonym obszarze (większe banki spółdzielcze mają jednak zezwolenie nadzoru na prowadzenie biznesu na terenie całego kraju). Upadły SK Bank z Wołomina wyróżniał się m.in. tym, że zacierał granice między bankiem spółdzielczym a SKOK-iem. Dotyczy to nie tylko nazwy, ale też tego, że podmioty, które chciały skorzystać tam z kredytu, stawały się – podobnie jak dzieje się w kasach kredytowych – udziałowcami. Ich wpłaty nie były jednak symboliczne, a wynosiły 6–12 proc. wartości zaciąganego kredytu.
Zdaniem Pawła Pawłowskiego, zarządcy komisarycznego SK Banku, jego poprzedni zarząd popełnił trzy błędy: oderwał działalność biznesową od środowiska lokalnego (kredyty dla obecnego w nazwie rolnictwa wynosiły 300 – 400 tys. zł, co – jak stwierdził Pawłowski – wystarczyłoby na zakup nowoczesnego kombajnu), pozwolił sobie na zbyt dynamiczny wzrost, a chociaż formalnie należał do jednego ze zrzeszeń, to faktycznie prowadził działalność samodzielnie.