statystyki

Ramotowski: Kto powinien mieć prawo do lekkomyślności? Na pewno klienci, ale przedstawiciele państwa już niekoniecznie

autor: Jacek Ramotowski27.01.2015, 07:32; Aktualizacja: 27.01.2015, 08:38

Kredytobiorcy podejmowali nadmierne ryzyko? Oczywiście. Banki wodziły ich na pokuszenie? To prawda. Ale nie tylko banki i kredytobiorcy są winni temu, że teraz, po silnym wzroście kursu szwajcarskiej waluty, ze spłatą kredytów we frankach i jedni, i drudzy mają nie lada problemy. Pokusie nadużycia wielokrotnie ulegali politycy różnej maści. Wypowiadali słowa nieodpowiedzialne, a nawet żenujące.

Gdy w 2006 roku wówczas jeszcze Komisja Nadzoru Bankowego przy NBP stwierdziła, że wzrost zadłużenia hipotecznego we frankach staje się coraz bardziej masowy i coraz bardziej ryzykowny, a wkrótce potem przyjęła Rekomendację S zalecającą bankom informowanie klientów o pełnym ryzyku związanym z takim zadłużeniem, wśród polityków odezwały się głosy oburzenia.

Klub parlamentarny rządzącego wówczas Prawa i Sprawiedliwości ogłosił, że „z niepokojem przyjmuje” zalecenia KNB wprowadzające ograniczenia w dostępności do kredytów walutowych, „których głównym skutkiem będzie zmniejszenie możliwości nabywania przez obywateli (szczególnie przez młode osoby) własnych mieszkań”. – Moim zdaniem obywatele są dorośli i mają prawo do pewnej dozy lekkomyślności w podejmowaniu decyzji – dodawała cytowana przez PAP profesor Zyta Gilowska, minister finansów w rządzie Jarosława Kaczyńskiego.

Nie było to wcale oryginalne podejście. Politycy na całym świecie mniej lub bardziej otwarcie liczyli na lekkomyślność kredytobiorców, wręcz do niej zachęcali. Chodziło o to, żeby rosnąca grupa, której nie stać na realizację potrzeb, zaspokajała je, posiłkując się kredytem. Politycy rządzą krótko, a kredyty są spłacane długo. Na tym polegał moralny hazard. Efektem tej polityki – i ideologii – był właśnie kryzys zadłużenia. Skutek stanowiska naszych rządzących i krytyki Rekomendacji S był zaś taki, że banki nie dostosowały się do wszystkich jej zaleceń, zignorowały ryzyko, podobnie jak obywatele, którzy również ostrzeżeń KNB nie wzięli sobie do serca. Dopiero w ostatnim kwartale 2008 roku to się zmieniło. Ale wtedy było już za późno.


Pozostało jeszcze 72% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie

Polecane