„Frankowa wiosna”

Dyskusja ta była niewątpliwie potrzebna, zwłaszcza, że jej przebieg niestety nie pozostawia wątpliwości, że znajomość regulacji prawa europejskiego dotyczących ochrony konsumenta (nie wspominając nawet o orzecznictwie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej) nie jest powszechna – zwłaszcza wśród ekonomistów. Pewnie dlatego dyskusja ta w znaczącej części dotyczyła kwestii, które w orzecznictwie nie tylko TSUE, ale również sądów polskich, są już rozstrzygnięte.

Wspomniana uchwała SN w sprawie III CZP 11/21 nie jest jedynym oczekiwanym orzeczeniem dotyczącym kredytów powiązanych z kursem waluty obcej, choć może najbardziej znanym. 7.05.2021 r. ogłoszona została treść uchwały w sprawie III CZP 6/21. Niedawno – 16.02.21 r. – zapadła, związana z tematyką tego rodzaju kredytów uchwała III CZP 11/20, a także wyroki TSUE z 22.04.21 r. (C-485/19 Profi Credit Slovakia) oraz z 29.04.2019 (C-19/20 Bank BPH). Można więc mówić o „frankowej wiośnie”. Warto jednak pamiętać, że to nie pierwsza wiosna tej dyskusji, która toczy się przed sądami od dawna i dawno już minęła swój półmetek.

Reklama

Zarówno uchwała III CZP 11/21, jak i III CZP 6/21, dotyczą konsekwencji prawnych stwierdzenia nieuczciwego charakteru postanowień dotyczących przeliczeń walutowych w umowach o kredyt powiązany z kursem waluty obcej. Podobnie konsekwencjom stwierdzenia abuzywnego charakteru postanowienia umowy zawartej z konsumentem poświęcone są kwietniowe wyroki TSUE we wspomnianych wyżej sprawach C-485/19 i C-19/20 oraz podjęta przez SN w lutym tego roku uchwała III CZP 11/20. Żadne z tych orzeczeń nie dotyczyło tego, jakie wymogi muszą spełniać stosowane przez banki w umowach o kredyt powiązany z kursem waluty obcej postanowienia dotyczące przeliczeń walutowych, żeby nie być uznane za nieuczciwe.

Ta kwestia rozstrzygnięta jest w orzecznictwie od dawna i wyjątkowo już rzadko budzi wątpliwości sądów. W świetle orzecznictwa SN nie budzi już wątpliwości, że zamieszczone w zwartych z konsumentami umowach o kredyt indeksowany i denominowany postanowienia dotyczące przeliczeń walutowych w umowach, aby nie być uznane za abuzywne, muszą przedstawiać przejrzystą i obiektywną metodę ustalania kurs waluty obcej na potrzeby określania wysokości świadczeń, a ponadto – co szczególnie istotne – konsument musi zostać w zrozumiały sposób poinformowany, że z zawarciem umowy tego rodzaju wiąże się ryzyko, które może być dla niego trudne do udźwignięcia.

Reklama

Można zauważyć, że powyższe wymogi nie uniemożliwiają zasadniczo zawierania umów o kredyt indeksowany lub denominowany, z tym że banki musiałyby zrezygnować z konstruowania tzw. klauzul przeliczeniowych w sposób umożliwiający im manipulowanie kursem waluty na potrzeby ustalania wysokości świadczeń, a także uprzedzić konsumentów, że ryzyko związane z takim kredytami może mieć dla nich dotkliwe konsekwencje. Zastanawiać się można, czy właściwie poinformowani konsumenci zdecydowaliby się na zawieranie umów tego rodzaju.

Jak podsumował tez sytuację SN w wyroku z 29.10.21 r. (IV CSK 309/18), gdyby rzeczywiście zostało należycie wyjaśnione znaczenie zmiany kursu waluty i ponoszonego ryzyka, to racjonalny kredytobiorca nie decydowałby się na kredyt powiązany z kursem waluty obcej. Gdyby kredytujący bank zamierzał wystarczająco poinformować kredytobiorcę (nie tylko będącego konsumentem) o niebezpieczeństwach wynikających z kredytu powiązanego z kursem waluty obcej, to nie proponowałby w ogóle zawierania takich umów kredytowych, zdając sobie sprawę jako profesjonalista, że umowa taka może zostać łatwo oceniona jako nieuczciwa.

Banki będąc profesjonalistami nie mogły nie mieć świadomości, że oferują nieuczciwe umowy, tyle że – jak ujęła to prof. Ewa Łętowska – zdecydowały się podjąć ryzyko prawne i postawić na słabość państwa polskiego we wdrażaniu standardów ochrony konsumenta wynikających z Dyrektywy 93/13 (Ewa Łętowska „Krajobraz po czy przed bitwą o franki?” RZ. 23.03.2021). Wygląda na to, że obstawiły źle i teraz do rozstrzygnięcia pozostała wyłącznie kwestia konsekwencji, jakie banki będą musiały ponieść.

Po zapadłym 29.04.21 wyroku TSUE (C-19/20 BPH Bank) pojawiły się wyrażające ulgę ze strony banków komentarze, że Trybunał, pozostawiając pewne kwestie do rozstrzygnięcia sądom krajowym, nie odebrał bankom nadziei. Wyrok ten spowodował również reakcję w postaci wzrostu akcji banków na giełdach (Maciej Rudke Trybunał nie odebrał bankom nadziei RZ 03.05.2021). Jest znamienne, że banki liczą na bardziej korzystne dla siebie rozstrzygnięcia ze strony sądów krajowych, niż ze strony stosującego standardy europejskie TSUE. Tym niemniej nie wywodziłbym zbyt daleko idących wniosków z tego, że TSUE pozostawił pewne kwestie rozstrzygnięciu sądów krajowych. Nie oznacza to, że sądy krajowe dysponują pełną swobodą. TSUE wielokrotnie wskazywał ramy, w których mieścić muszą się rozstrzygnięcia sądów krajowych odnoszące się do skutków uznania za abuzywne postanowień umowy.

Sankcją przewidzianą w Dyrektywie 93/13 jest bezskuteczność z mocy prawa abuzywnych postanowień. TSUE podkreślał nie raz w swym orzecznictwie, że sądy krajowe są zobowiązane z urzędu badać abuzywność postanowień umowy i uwzględniać ich bezskuteczność (C-40/08, Asturcom pkt 32; C‑453/10, Pereničová, pkt 30). Nie wolno im przy tym dokonywać, żadnych zmian w uznanych za abuzywne postanowieniach, ani zastępować ich innymi. Jak podkreślał TSUE, gdyby sądy krajowe uprawnione były do dokonywania takich zmian mogłoby, to osłabić tzw. efekt zniechęcający Dyrektywy 93/13, mający polegający na tym, że eliminacja z treści umowy nieuczciwego postanowienia przyniesie dotkliwe finansowo dla stosującego takie postanowienia przedsiębiorcy. Celem dyrektywy nie jest – jak czasem twierdzą banki – nadanie umowie takiej treści, jaką zaoferowałby konsumentowi uczciwy przedsiębiorca, lecz m.in. zniechęcenie przedsiębiorców do stosowania nieuczciwych postanowień, poprzez prostą eliminację z umowy nieuczciwych postanowień, czyniącym stosowanie ich procederem wysoce ryzykownym i nieopłacalnym. (C-618/10, Joaquín Calderón Camina pkt 65; C-488/11 Dirk Frederik Asbeek Brusse pkt 57). Wyjątkiem jest możliwość zastąpienia abuzywnego przepisem dyspozytywnym (o ile takowy istnieje, a w polskim prawie go brak), za zgodą konsumenta i jedynie w celu uchronienia go przed negatywnymi skutkami nieważności umowy (C-260/18, Dziubak pkt.48, 55).

Dyrektywa nie reguluje dalszych następstw prawnych bezskuteczności nieuczciwych postanowień, poza tym, że wymaga aby były traktowane jak niebyłe, bez możliwości uzupełniania pozostałych po nich „luk” w umowie wbrew woli konsumenta. Umowa powinna co do zasady wiązać dalej, chyba że w świetle prawa krajowego, „luki” po abuzywnych postanowieniach obiektywnie uniemożliwiają jej obowiązywanie (C-19/20 BPH SA pkt 84; C-260/18, Dziubak pkt. 40; C‑453/10, Pereničová, pkt 32). Można zatem zgodzić się, ze stwierdzeniem Związku Banków Polskich (ZBP o wyroku TSUE: unieważnienie umowy kredytu to ostateczność, PAP 29.04.21), że „unieważnienie umowy to ostateczność”. Istotnie sąd w pierwszej kolejności bada obiektywną możliwość obowiązywania umowy bez abuzywnych postanowień i dopiero, gdy uzna, że umowa bez nich nie spełnia prawnych wymogów ważności, stwierdza jej nieważność. Sąd nie jest jednak, bez wyraźnej zgody konsumenta, uprawiony do dokonywania zmian w umowie (modyfikacji lub zastąpienia nieuczciwych postanowień) aby utrzymać jej obowiązywanie. „Ostateczność” jaką jest nieważność umowy, jest wówczas zarazem koniecznością, której sąd bez dobrowolnej i świadomej zgody konsumenta nie może zaradzić.

Działając w wyznaczonych orzecznictwem TSUE ramach, SN uchwałą III CZP 11/21 raczej nie doprowadzi do rewolucyjnych zmian w w obecnych relacjach pomiędzy „frankowiczami” a bankami stosującymi nieuczciwe postanowienia. Odpowiedzi, których udzieli Sąd Najwyższy, muszą mieścić się w ramach wytyczonych przez orzecznictwo TSUE i mogą podlegać weryfikacji w drodze dalszych pytań kierowanych do Trybunatu. Wyznaczone przez Dyrektywę 93/13 i orzecznictwo TSUE ramy, w których mieścić powinny się wynikające z prawa krajowego skutki bezskuteczności nieuczciwych postanowień, sprowadzają się w skrócie do tego, że z jednej strony nie powinny obciążać konsumentów w stopniu mogącym zniechęcić ich do korzystania z uprawnień, jakie przyznaje im dyrektywa, a z drugiej strony nie mogą łagodzić, „efektu zniechęcającego dyrektywy” rozumianego jako negatywne konsekwencje, jakie ponieść powinien nieuczciwy przedsiębiorca w wyniku jej stosowania.

W ramach tych mieści się obowiązek zwrotu kwot otrzymanych przez konsumenta w wykonaniu nieważnej umowy kredytu, z zastrzeżeniem oczywiście przepisów o przedawnieniu. Nie mieści się już jakakolwiek forma wynagrodzenia za bezumowne korzystanie z kapitału. Nie mieściło by się również uzupełnienie bez zgody konsumenta „luki” w umowie po nieuczciwym postanowieniu przy pomocy przepisu dyspozytywnego czy zwyczajów, gdyż kwestia została już jednoznacznie rozstrzygnięta przez TSUE w wyroku z 3.10.19 r. (C-260/18 Dziubak) i co jest zgodne ze stanowiskiem SN, wynikającym z wyroków z 11.12.19 r. (V CSK 382/18) i z 29.10.19 r. (IV CSK 309/18).

W przypadku stwierdzenia nieważności umów kredytu ze względu na zamieszczone w nich nieuczciwe postanowienia banki mogą zatem, w świetle Dyrektywy 93/13 i orzecznictwa TSUE, liczyć na zwrot kwot wypłaconych konsumentom wykonaniu tych umów kwot (pomniejszonych o wszelkie pobrane już w związku z daną umową raty spłaty, opłaty i składki na powiązane z umową ubezpieczenia), o ile ich roszczenia nie są przedawnione. Może też liczyć na odsetki ustawowe za opóźnienie, jeżeli konsument po otrzymania wezwania do zwrotu kapitału opóźnia się z dokonaniem jego zwrotu. Nie powinna jednak przysługiwać bankom żadna, forma mającego rekompensować przychody utracone na skutek nieważności umowy „wynagrodzenia za bezumowne korzystane z kapitału”, za okres poprzedzający wezwanie do zwrotu, nie tylko dlatego, że uprawnienie do takiego wynagrodzenia jest co najmniej wątpliwe na gruncie prawa polskiego, lecz przede wszystkim dlatego, że przyznanie bankom takiej rekompensaty pozostawałoby w rażącej sprzeczności z celami Dyrektywy 93/13.

Oczywistym jest, ze przyjęcie takiego rozwiązania powoduje, że banki tracą co najmniej to, co stanowić miało ich przychód, który uzyskałyby, gdyby uznane za nieważne umowy kredytu zostały wykonane w całości. Są to niewątpliwie niemałe kwoty. Tym niemniej trudno nie zauważyć, ze pełna odpowiedzialność za taki stan rzeczy spoczywa wyłącznie na bankach, które zadecydowały się oferować konsumentom umowy zawierające nieuczciwe postanowienia, a co więcej pomimo wyraźnych znaków, ze proceder ten nie może skończyć się dla nich dobrze, przez wiele lat uporczywie ignorowały problem, bowiem – parafrazując często pojawiające się niegdyś w stosunku do „frankowiczów” określenie – „widziały gały, co oferowały”.

KNF już w 2006 r. w Rekomendacji S zalecał bankom, aby w umowach o kredyt indeksowany i denominowany w walucie obcej wskazywały sposoby i terminy ustalania kursu wymiany walut, na podstawie którego wyliczana jest wartość rat kapitałowo-odsetkowych. Zalecenie to zostało powtórzone w Rekomendacji S (II) z 2008r. Zalecenie to zostało jednak przez bani zlekceważone. W maju 2008 r. opublikowany został Raport UOKiK z kontroli wzorców umownych kredytów hipotecznych, w którym wskazano na stosowanie przez banki niedozwolonych postanowień umownych dotyczących przeliczeń walutowych. Również ten raport UOKiK nie wpłynął na postępowanie banków. W 2010 r. zapadły pierwsze wyroki Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów stwierdzające niedozwolony charakter zamieszczonych w umowach kredytowych postanowień dotyczących przeliczeń walutowych – w dniu 14.12.10 r. ogłoszono wyrok dotyczący Banku Millenium (XVII AmC 426/09), a chwilę później, 27.12.10 r. dotyczący mBanku (XVII AmC 1531/09). Jakkolwiek wyroki te odnosiły się do umów stosowanych przez dwa banki, to przyczyny dla których zamieszczone w nich postanowienia dotyczące przeliczeń walutowych uznane zostały za nieuczciwe były wspólne w zasadzie dla wszystkich umów o kredyt denominowany i indeksowany oferowanych konsumentom. Już wtedy należało się spodziewać, że problem z czasem będzie jedynie narastał, a pomimo to banki nie podejmowały żadnych prób znalezienia rozwiązania. Gdyby banki zaoferowały konsumentom w 2011 r. czy 2012 r. ugody respektujące uprawnienia przyznane konsumentom na mocy Dyrektywy 93/13 do dziś problem wadliwych umów kredytowych byłby pewnie rozwiązany i to dużo niższym kosztem, niż grożący bankom obecnie.

Przepisy kodeksu cywilnego, implementujące do polskiego prawa cywilnego regulacje wynikające z Dyrektywy 93/13, weszły w życie w roku 2000 r. Od wejścia do Unii Europejskiej w orzecznictwo TSUE wiąże polskie sądy. Banki, będąc instytucjami dysponującymi profesjonalnymi działami prawnymi, nie mogły nie być świadome wadliwości oferowanych konsumentom umów i grożących im z tego powodu konsekwencji. Dotyczy to zwłaszcza banków mających swe centrale w krajach będących dłużej niż Polska członkami UE i których zarządy nie mogły nie być świadome obowiązujących tam standardów ochrony konsumentów. Pomimo tego banki te zdecydowały się oferować konsumentom obarczone nieuczciwymi klauzulami umowy, stawiając – jak ujęła to prof. Łętowska – na słabość państwa polskiego we wdrażaniu standardów wynikających z prawa europejskiego. Uporczywie broniąc od ponad 10 lat nieuczciwych umów – banki podbijały stawkę zakładu „czy Polska jest państwem prawa”.

Dziś wygląda na to, że ten zakład (wreszcie) przegrały, a od oczekiwanej przez wszystkich uchwały SN III CZP 11/21 zależeć będzie, czy zobowiązane będą zapłacić całą stawkę. Nawet jeśli nie zapewni tego powyższa uchwała, lecz niezbędne będą dalsze wyroki TSUE, nie sądzę aby ostatecznie konsumenci nie otrzymali takiej ochrony, z jakiej korzystają obywatele innych krajów UE.

Adw. Marcin Szymański; Drzewiecki, Tomaszek i Wspólnicy Sp.j.