Autopromocja

TSUE zweryfikował frankowe mity [OPINIA]

frank
frankShutterStock
4 maja 2021

Z wielkiej chmury mały deszcz”, „rozczarowanie”, „remis bez zwycięzcy” – to wybrane nagłówki z czwartkowych komunikatów medialnych. Zaskoczenie? Bynajmniej.

Śledząc od dawna linię orzeczniczą w Polsce oraz kolejne orzeczenia Trybunału Sprawiedliwości UE na temat bankowych kredytów indeksowanych/denominowanych, widzimy rozdźwięk pomiędzy sądową i normatywną rzeczywistością a życzeniowym myśleniem, które dominuje w publicystyce medialnej. Jak w żadnej innej sprawie, w tym przypadku ciągle słyszymy o rzekomo kolejnym nadchodzącym przełomie, rewolucji lub radykalnym zwrocie. Dlatego z tym większym zainteresowaniem przystąpiliśmy do lektury uzasadnienia wydanego w miniony czwartek wyroku Trybunału Sprawiedliwości UE w sprawie C-19/20.

TSUE obalił mity

Trybunał nie tylko powtórzył wiele tez, sformułowanych we wcześniejszym orzecznictwie, ale zweryfikował niektóre mity i półprawdy utrwalane konsekwentnie w narracji na skutek nadinterpretacji orzeczenia w sprawie C-260/18 (sprawa Dziubak przeciwko Raiffeisen) oraz życzeniowego myślenia niektórych. Do najpoważniejszych należą m.in. tezy: o rzekomej wadliwości konstrukcji kredytów indeksowanych/denominowanych (w różnych wariantach: ich nielegalności w świetle polskiego prawa bankowego i cywilnego, sprzeczności z europejskim prawem konsumenckim, niedopuszczalności w obrocie konsumenckim), domniemanego wyboru dokonywanego przez konsumenta w przedmiocie skutków prawnych abuzywności (nieprawdziwa sugestia, jakoby konsument – niczym kapryśny klient restauracji dokonywał selekcji dań z szerokiej karty, a w przypadku niesatysfakcjonującego go menu – mógł zażyczyć sobie rozstrzygnięcie indywidualne przez niego zaprojektowane, czym związuje orzekający sąd krajowy) albo niesprawiedliwej i systemowo nieuzasadnionej koncepcji przedawnienia się roszczeń banku w przypadku upadku stosunku kredytowego.

W końcu: poważnie rozczarowali się ci, którzy – przystępując do czytania wyroku – oczekiwali zmasowanej krytyki praktyki aneksowania umów kredytowych, deklaracji o konieczności ukarania przedsiębiorców albo zanegowania możliwości wystąpienia przez nich z roszczeniami zwrotnymi, w tym nawet żądaniem spłaty kosztów związanych z udostępnieniem konsumentom kapitału kredytu. W tym sensie wyrok TSUE jest racjonalny i umiarkowany, a zamiast szukać prostych rozwiązań w interesie wyłącznie jednej strony sporu (konsumenta), nakazuje uwzględniać dany stan faktyczny, powszechnie obowiązujące prawo, respektować sytuację obu kontrahentów oraz akcentuje wagę trwających zobowiązań.

Potrzeba obiektywnego podejścia

Mając świadomość szumu medialnego i sprzecznych komunikatów formułowanych w dyskursie publicznym, zalecamy lekturę tekstu uzasadnienia wyroku. Fakty są następujące: na 22 stronach TSUE pięciokrotnie (sic!) wspomina o konieczności stosowania dyrektywy „obiektywnego podejścia” w procesie oceny dalszej (po stwierdzeniu abuzywności) relacji kredytobiorcy z bankiem. Obiektywnego – a zatem wyważonego, uwzględniającego obowiązujący stan prawny, generalny kształt umowy oraz interesy obu kontrahentów. Przypomina (co jest i było oczywiste w świetle poprzednich wypowiedzi TSUE, a przemilczane lub lekceważone w przekazie środowiska kredytobiorców), że celem dyrektywy 93/13 jest przywrócenie równowagi kontraktowej, która nie polega na uczynieniu konsumenta gospodarzem czy suwerenem stosunku umownego, lecz wypracowanie rozwiązania, które z jednej strony wyeliminuje abuzywność, z drugiej zaś strony uwzględni ryzyko przedsiębiorcy świadczącego usługę długoterminową. Zdecydowane wyeksponowanie przez TSUE obiektywnego podejścia nakazuje opowieści o rzekomym absolutnym uprzywilejowaniu konsumenta włożyć między bajki.

Znamienny jest też fragment uzasadnienia wyroku, w którym TSUE – choć uchyla się od zajęcia jednoznacznego stanowiska w przedmiocie ewentualnych roszczeń banku względem kredytobiorcy, zasłaniając się pośrednio kompetencją polskich sądów krajowych i odsyłając w tej materii do prawa krajowego – nie tylko nie neguje, lecz wręcz sygnalizuje potencjalne ryzyko, na które narazi się kredytobiorca, nieroztropnie godząc się na upadek stosunku umownego. W paragrafach 97–98 uzasadnienia mowa jest o szczególnej doniosłości zgody (nie żadnym „wyborze”), którą wyrazić może konsument na usunięcie warunku umowy, i skutkach się z tym wiążących, które TSUE nazywa „konsekwencjami prawnymi” lub expressis verbis „roszczeniami restytucyjnymi”.

Zero zdziwienia

Czy zeszłotygodniowy wyrok stanowi zatem krok wstecz w ochronie konsumenta, jakiś rodzaj rewizji czy negacji stanowiska zaprezentowanego w legendarnej już sprawie Dziubak? Może powinien być postrzegany jako odchylenie od dotychczasowej linii orzeczniczej, wypadek przy pracy, swoisty błąd w systemie? Wcale nie. Zaprezentowane w uzasadnieniu rozważania w istocie doprecyzowują i rozwijają wątki mniej wyeksponowane w poprzednim rozstrzygnięciu. To, że zaakcentowano obiektywne podejście sądu krajowego, znaczenie aneksu dla oceny skutków umowy kredytowej, wartość trwałości zobowiązania umownego oraz potencjalne negatywne skutki upadku stosunku kredytowego – nie jest dla nas zdziwieniem.

Autorzy nie reprezentują żadnej ze stron w sądowych sporach frankowych

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png