Maksymalna miesięczna rzeczywista stopa oprocentowania albo całkowity koszt kredytu. Tak, zdaniem firm pożyczkowych, powinien nazywać się wskaźnik, którego nie mogłyby przekraczać instytucje udzielające chwilówek. To odpowiedź tej branży na rekomendacje Komitetu Stabilności Finansowej, zawarte w raporcie na temat działalności firmy Amber Gold. KSF zaproponował, aby do ustawy o kredycie konsumenckim wprowadzić nowy element – maksymalny limit rzeczywistej rocznej stopy oprocentowania. Miałoby to zapobiec pobieraniu przez parabanki lichwiarskich odsetek od pożyczek. „Proponowana regulacja jest rozwiązaniem chroniącym przed sytuacją, w której pożyczkodawca pobiera wysokie prowizje i dodatkowe opłaty, rekompensując sobie w ten sposób mniejsze dochody wynikające z ograniczenia oprocentowania nominalnego” – napisano w raporcie KSF. Obecnie pożyczkodawcy muszą przestrzegać maksymalnego dopuszczalnego oprocentowania nominalnego. Ale limit ten jest masowo omijany.

W bankach pożyczamy rzadziej

W bankach pożyczamy rzadziej

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Pomysł KSF najbardziej uderzyłby w instytucje udzielające krótkoterminowych pożyczek. – Wyliczanie RRSO dla tysiąca złotych pożyczonego na miesiąc ma takie same uzasadnienie jak liczenie miesięcznego kosztu wynajmu pokoju w hotelu, w którym mieszka się noc czy dwie – mówi Loukas Notopoulos, szef udzielającej chwilówek firmy Vivus.pl. Opinię tę podziela Adam Roter, dyrektor Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce. – RRSO jest formułą matematyczną, która nie niesie dla konsumenta żadnej użytecznej informacji, a może wprowadzać w błąd – uważa przedstawiciel KPF.

Przykład: pożyczka w wysokości 1 tys. zł z oprocentowaniem 15 proc. w skali roku. Przy założeniu, że prowizja od jej udzielenia wynosi 1 proc., a okres spłaty miesiąc, RRSO przekroczy 30 proc. przy całkowitym koszcie kredytu ok. 20 zł. Ta sama pożyczka spłacana w 12 miesięcznych ratach będzie miała RRSO w wysokości 18 proc., a całkowity koszt wyniesie 94 zł. Faktycznie chwilówka z prywatnej firmy, udzielana na tydzień lub dwa i obudowana w dodatkowe opłaty, będzie miała RRSO na nawet kilku tysięcy procent.

Branża pożyczkowa chciałaby zamiast maksymalnego RRSO stosować miesięczną rzeczywistą stopę oprocentowania albo całkowity koszt kredytu. – Badania pokazują, że dla kredytobiorcy najważniejsze jest, by znał wysokość raty i całkowity koszt kredytu – tłumaczy Roter.

Nie wszystkie firmy sektora pożyczkowego są zwolennikami wprowadzania kolejnej definicji, czyli MRSO. – Uważamy, że najlepszym sposobem na podnoszenie standardów na rynku i walkę z ewentualnymi patologiami jest wprowadzenie licencjonowania usług pożyczkowych, które wyeliminowałoby podmioty działające na granicy prawa bądź wręcz łamiące prawa konsumenta – uważa Alicja Kopeć, dyrektor działu prawnego i ładu korporacyjnego w Providencie.

Ustawa o kredycie

Podmioty udzielające pożyczek konsumpcyjnych są zobowiązane (na podstawie ustawy o kredycie konsumenckim) do przestrzegania maksymalnego dopuszczalnego oprocentowania nominalnego, liczonego jako czterokrotność stopy lombardowej NBP (dziś 19 proc. w skali roku). Instytucje przepis ten masowo omijają, nakładając na klientów dodatkowe opłaty przy udzielaniu pożyczki lub kredytu. Mogą to być np. obowiązkowe ubezpieczenia. Składka jest dodatkowym kosztem, ale nie powoduje podwyższenia oprocentowania. Podobnie jak np. opłata za obsługę w domu klienta. Ustawa o kredycie konsumenckim zawiera też definicję rzeczywistej rocznej stopy oprocentowania. Pożyczkodawcy są zobowiązani do wyliczenia jej dla każdego klienta i przekazania tego wskaźnika w formularzu informacyjnym. Nie ma jednak maksymalnego dopuszczalnego limitu RRSO.