Część instytucji finansowych wyjaśnia odmowę udzielenia kredytu tak, żeby nic nie wyjaśnić. KNF i prawnicy nie mają wątpliwości – to niezgodne z prawem.
Przy okazji wdrażania w Polsce RODO nałożono na banki obowiązek udzielania wyjaśnień dotyczących dokonanej oceny zdolności kredytowej wnioskującego. Przy badaniu tej zdolności przetwarza się mnóstwo danych osobowych, nie tylko tak oczywistych, jak stan cywilny, miejsce pracy czy historia kredytowa. Możliwe jest choćby sprawdzenie tego, w jakich sklepach i jak często płacono kartą.
Przy tak wielu zmiennych klient nie wie, dlaczego bank odmówił mu udzielenia kredytu. Dlatego też wprowadzono art. 70a ustawy – Prawo bankowe (t.j. Dz.U. z 2019 r. poz. 2357, patrz: ramka). Daje on prawo do żądania wyjaśnień. Bank jest zobligowany wskazać czynniki, które miały wpływ na dokonaną ocenę zdolności kredytowej.
ikona lupy />
DGP
– Niestety, z przykładów, jakie do nas docierają, wynika, że banki nadal bronią się przed udzielaniem szczegółowej informacji zwrotnej. Z otrzymanych odpowiedzi można jedynie wyczytać ogólne informacje, np. że przy ocenie zdolności kredytowej bank wziął pod uwagę miejsce zatrudnienia i sektor gospodarki. Ale czy to był istotny czynnik wpływający na odmowę udzielenia kredytu? I czy zadziałał na korzyść czy niekorzyść klienta? Tego już nie wiadomo – mówi Wojciech Klicki, prawnik z Fundacji Panoptykon. To właśnie ta fundacja podczas prac nad przepisami zaproponowała wprowadzenie obowiązku udzielania wyjaśnień w każdej sytuacji. Początkowo był on przewidziany tylko przy zautomatyzowanym badaniu zdolności kredytowej (profilowaniu).

Indywidualnie, nie ogólnie

Przykładowa odpowiedź jednego z banków – w 10 punktach wyliczono uwzględniane przy badaniu zdolności kredytowej okoliczności. Wskazano m.in., że są to dane o: kwalifikacjach, miejscu zatrudnienia, osiąganych dochodach, gospodarstwie domowym i wydatkach, miejscu zamieszkania, zobowiązaniach kredytowych, relacji z bankami czy powiązaniach osobowych. Jakie konkretnie? Tego już nie wyjaśniono. Taka sama odpowiedź jest wysyłana do wszystkich klientów banku. Problem w tym, że nic z niej nie wynika. Nadal nie wiedzą oni, dlaczego nie dostali kredytu, co konkretnie wpłynęło na decyzję w ich sprawie.
Tego typu odpowiedzi wzbudzają zastrzeżenia Urzędu Komisji Nadzoru Finansowego. Po analizie wybranej grupy kredytodawców uznał, że co prawda instytucje finansowe dostosowały się do samego obowiązku udzielania wyjaśnień, ale już ich treść budzi zastrzeżenia.
„Kwestionowaną przez UKNF praktyką (...) jest przekazywanie ogólnych stwierdzeń (kategorii danych) bez wskazania konkretnych i szczegółowych danych o wnioskującym oraz jego sytuacji finansowej, które miały wpływ na podjętą przez kredytodawcę decyzję kredytową. Taka praktyka stoi w sprzeczności z ratio legis zmian” – napisano w tym komunikacie po przeprowadzonej analizie.
Zapytani przez nas eksperci nie mają wątpliwości, że osoby ubiegające się o kredyt mają prawo do konkretnych wyjaśnień, w których wskazane są rzeczywiste powody takiej, a nie innej oceny kredytowej.
– Choć przepis mógłby być bardziej jednoznaczny, to moim zdaniem wynika z niego jednak, że odpowiedź powinna być zindywidualizowana i wskazywać te elementy, które rzeczywiście zaważyły na dokonanej ocenie. Klient musi wiedzieć, dlaczego odmówiono mu kredytu, np. że zdecydowało jego zadłużenie na karcie kredytowej – ocenia dr Paweł Litwiński, adwokat z kancelarii Barta Litwiński.
Doktor Maciej Kawecki, który w Ministerstwie Cyfryzacji pracował nad projektem ustawy o ochronie danych osobowych, a dziś jest dziekanem Wyższej Szkoły Bankowej w Warszawie, przyznaje, że banki mogą mieć pewien problem ze zrozumieniem przepisu, gdyż został on wprowadzony na późnym etapie prac legislacyjnych i w uzasadnieniu do projektu ustawy nie sprecyzowano jego funkcji.
– Przy dużej liczbie wniosków kredytowych i próśb o wyjaśnienia dopuszczałbym ujęcie pewnych powtarzających się schematów w jakiś stały wzór odpowiedzi. Jeśli, przykładowo, powtarza się problem ze zbyt dużym zadłużeniem, to bank może posłużyć się takim gotowym schematem, pod który podstawia jednak konkretne dane dotyczące pojedynczego wnioskodawcy – mówi dr Maciej Kawecki.
Związek Banków Polskich, a więc organizacja zrzeszająca same banki, zwraca uwagę na cel wprowadzenia art. 70a do prawa bankowego. Chodziło o to, by klient poznał rzeczywiste powody, które zdecydowały o ocenie jego zdolności kredytowej, a nie zestaw ogólników, które można wysyłać hurtowo.
– Wyjaśnienie powinno mieć indywidualny, zamknięty i konkretny charakter oraz wskazywać tylko te czynniki, które uznane zostały za istotne przy dokonaniu oceny zdolności kredytowej i przesądziły o decyzji. Tym samym nieprawidłową praktyką jest podawanie wszystkich czynników, które miały jakikolwiek wpływ na ocenę zdolności kredytowej – podkreśla Katarzyna Urbańska, dyrektor Zespołu Prawno-Legislacyjnego ZBP.

Liczą się konkrety

Pojawia się pytanie, co zatem powinny zawierać wyjaśnienia banku? Odpowiedź za każdym razem będzie inna, właśnie ze względu na to, że musi ona być zindywidualizowana i dotyczyć konkretnej sytuacji. Można jednak wskazać pewne hipotetyczne przykłady.
– Jednym z powodów odmowy udzielenia kredytu może być rodzaj wykonywanej pracy czy branża, w której się pracuje. Osoba, którą odesłano z kwitkiem, ma jednak prawo wiedzieć, że zdaniem banku zatrudnienie, dajmy na to, w branży turystycznej, zmniejsza jej zdolność kredytową – przekonuje Wojciech Klicki.
– Ta wiedza jest niezbędna choćby po to, by sprawdzić czy bank się nie pomylił. Zdarzały się sytuacje, gdy historia klienta wskazywała na zadłużenie, choć w rzeczywistości było ono już spłacone – dodaje Wojciech Klicki.
Inny przykład – wydatki i stałe zobowiązania są minimalnie tylko mniejsze niż stałe dochody. Może to wynikać choćby z tego, że osoba ubiegająca się o kredyt jeszcze do niedawna prowadziła swobodne życie, nie liczyła się z pieniędzmi, dużo podróżowała lub miała inne kosztowne zainteresowania. Teraz jednak chce się ustabilizować i kupić mieszkanie pod kredyt. Wiedząc, że to ten konkretny czynnik zaważył na jej ocenie, może mieć nadzieję, że za jakiś czas, po zmianie stylu życia, będzie miała większe szanse na kredyt.
UKNF podaje pozytywny przykład jednego z banków, które podlegały jej ocenie. Bank uznał, że zadeklarowana przez wnioskującego o kredyt wysokość dochodów ze stosunku pracy została zawyżona. Informując o tym niedoszłego kredytobiorcę, wskazał na możliwość przedłożenia zaświadczenia o dochodach od pracodawcy celem ponownej weryfikacji.
– Takie praktyki, wskazujące nie tylko czynnik negatywny, ale i opatrzone dodatkowym wyjaśnieniem, zdaniem UKNF należy promować jako budujące zaufanie do sektora finansowego w Polsce i mające wpływ na lepszą komunikację instytucji zaufania publicznego, jakimi są banki, z klientami – zauważa Jacek Barszczewski z UKNF.

Do kogo na skargę

Z omawianym przepisem jest jeszcze jeden problem – nie do końca wiadomo, co może zrobić klient, który otrzymał sztampową, niewiele mówiącą odpowiedź z banku. Oczywiście ma prawo złożyć skargę do rzecznika finansowego, ale po pierwsze, możliwości tego ostatniego są ograniczone, a po drugie, Ministerstwo Finansów już zapowiedziało jego likwidację.
Ostatecznie chodzi o dane osobowe i to przy wdrażaniu RODO nałożono na banki nowy obowiązek. Może więc Urząd Ochrony Danych Osobowych jest właściwym adresatem skarg? Tak, ale w ograniczonym zakresie.
– Proces analizy zdolności kredytowej jest ściśle związany z przetwarzaniem danych osobowych, dlatego osoba ubiegająca się o kredyt jest uprawniona do dostępu do swoich danych osobowych i w związku z tym poznania przesłanek dokonanej analizy – potwierdza Adam Sanocki, rzecznik prasowy UODO.
– UODO nie może natomiast prowadzić postępowań dotyczących samej decyzji kredytowej – zastrzega.
Do UODO wpłynęły pojedyncze skargi dotyczące niewystarczających wyjaśnień ze strony banków. W żadnej z nich nie została jeszcze wydana decyzja.
Nadzór nad rynkiem finansowym sprawuje KNF. Ma ona nadzieję, że banki same jednak zaczną udzielać prawidłowych wyjaśnień.
– Wyrażamy przekonanie, że prawidłowe funkcjonowanie rynku finansowego oraz budowanie zaufania do niego jest ważnym elementem w działalności każdego podmiotu nadzorowanego, a stosowanie środków nadzorczych przysługujących KNF i przewidzianych obowiązującym prawem okaże się w tym wypadku zbędne – mówi Jacek Barszczewski.