Zgodnie z propozycją resortu sprawiedliwości kilkaset firm i ponad 28 tys. pośredników znalazłoby się pod okiem państwowego nadzoru.
Reklama
Ograniczenie maksymalnych kosztów pożyczek zaciąganych przez konsumentów, kary więzienia dla osób, które udzielałyby pożyczek wykraczających poza limity kosztów czy obostrzenia dotyczące rolowania długu to niejedyne rozwiązania zawarte w projekcie nowych przepisów antylichwiarskich przedstawionych w minionym tygodniu przez ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę. Jego resort chce też mocniej zaingerować w kształt rynku pożyczkowego, a także poddać go pod pieczę Komisji Nadzoru Finansowego. Ingerencja będzie polegała na stworzeniu bankom furtki do mocniejszego wejścia w segment rynku, który dotychczas należał do sektora pozabankowego.
Po złych doświadczeniach sprzed dekady (po okresie szybkiego wzrostu portfel kredytów bez zabezpieczeń stał się poważnym obciążeniem dla wyników banków, ale także dla wielu osób, które nie były w stanie spłacać zobowiązań) KNF wprowadziła w odniesieniu do banków ograniczenia w udzielaniu kredytów konsumpcyjnych. Przyjęła rekomendację T, która pozwala udzielać większych pożyczek tylko klientom, z którymi bank wcześniej współpracował (np. prowadził jego rachunek). Resort sprawiedliwości chce, by największe banki w odniesieniu do części sprzedaży pożyczek nie musiały się stosować do rekomendacji T (choć nadal miałyby udzielać kredytów „z zachowaniem należytej staranności w ocenie zdolności kredytowej”). Limit dla każdego banku z osobna wyznaczałaby KNF.
Andrzej Reterski, wiceprezes firmy Availo, który wiele lat pracował na rynku consumer finance, ocenia, że to ciekawe rozwiązanie. – To może być skuteczniejszy sposób na zwalczanie lichwy niż wszelkie ograniczenia nakładane na firmy pożyczkowe – mówi. Wskazuje jednak, że banki nadal są tu limitowane co do skali portfela pożyczkowego w swoich aktywach. – To rozwiązanie nie pomoże więc instytucjom bankowym specjalizującym się w kredytach konsumpcyjnych, a to one jako jedyne mogą skutecznie konkurować z sektorem pozabankowym – uważa.
Ostrożny w ocenach jest również Dariusz Górski, analityk sektora bankowego w biurze maklerskim Santander. – Sądząc po retoryce samych banków, proponowane rozwiązanie miałoby ograniczony wpływ na sytuację rynkową. Większość deklaruje bowiem, że akcję kredytową koncentruje na dotychczasowych klientach. Ci, którzy do tej pory korzystali z firm pożyczkowych, raczej nie mogliby liczyć na podobną do nich ofertę. Choć są i takie instytucje, jak Millennium czy Alior, które sygnalizują szukanie nowych grup klientów – wskazuje Górski.
Jak wynika z danych NBP, wartość portfela kredytów konsumpcyjnych udzielonych przez krajowe banki to niespełna 160 mld zł. Same odsetki od nich przekraczają 10 mld zł w skali roku.
Rynek consumer finance dotychczas nie podlegał zewnętrznemu nadzorowi. Skutkowało to m.in. tym, że jego rzeczywiste rozmiary nie są znane. Dane na ten temat zbierają organizacje branżowe. Grupę firm co roku ankietuje Główny Urząd Statystyczny. Od kilkunastu miesięcy wiadomo jedynie, ile podmiotów działa na rynku pożyczkowym. KNF prowadzi bowiem rejestry instytucji pożyczkowych oraz pośredników finansowych. W pierwszym zestawieniu jest nieco ponad 400 podmiotów. Drugie liczy ponad 28 tys. pozycji. Zgodnie z projektem przedstawionym przez MS teraz zarówno pozabankowi pożyczkodawcy, jak i pośrednicy znaleźliby się pod nadzorem KNF.
Cel tej części regulacji: przestrzeganie przez firmy z branży ograniczeń dotyczących kosztów pożyczek. W innym przypadku KNF miałaby prawo do nałożenia kary w wysokości nawet 15 mln zł, doprowadzenia do odwołania menedżerów, a w skrajnym przypadku mogłaby wykreślić firmę z rejestru. Podobnie jak w odniesieniu do sektora bankowego, nadzór mógłby wydawać firmom pożyczkowym i pośrednikom rekomendacje dotyczące dobrych praktyk.
– Nowy projekt Ministerstwa Sprawiedliwości zakłada sprawdzanie przychodów, kosztów i zobowiązań (w zewnętrznych bazach) klienta przed udzieleniem mu pożyczki, co powinno ograniczyć nadmierne zadłużanie się konsumentów – ocenia Tomasz Fedyna, członek zarządu firmy Wonga Polska. – Wyeliminowanie pobierania dodatkowych kosztów od klientów czy niesprawdzania zdolności kredytowej nie będzie możliwe bez nadzoru, który musi być gwarantem realizacji tych zapisów – wskazuje.
– Wątpliwości budzi nakładanie dodatkowych opłat na pośredników. W obecnej propozycji nie są one wysokie, ale samo ich wprowadzenie rodzi obawy, czy w przyszłości nie staną się poważnym obciążeniem dla sektora – uważa Andrzej Reterski.
Zgodnie z projektem firmy pożyczkowe płaciłyby na rzecz nadzoru 4 tys. zł w skali roku. Opłata nadzorcza od pośredników wynosiłaby 2 tys. rocznie. Dla budżetu KNF oznaczałoby to dodatkowe kilkadziesiąt milionów rocznie. Ale też znaczące obciążenie dla urzędników. – Potrzebujemy trochę czasu na analizę projektu i przygotowanie stanowiska. Dziś jest stanowczo za wcześnie – odpisał nam wczoraj Jacek Barszczewski, rzecznik nadzoru, zapytany m.in. o ocenę propozycji zwiększenia kompetencji KNF.
Resort sprawiedliwości informuje, że projekt powstawał w porozumieniu z Urzędem Komisji Nadzoru Finansowego.