W ubiegłym roku wartość kredytów zaciąganych przez krajowe firmy w zagranicznych instytucjach rosła najszybciej od 2008 r.
W ponad dwa lata od momentu wprowadzenia w naszym kraju podatku od instytucji finansowych część krajowych banków narzeka, że danina ta stawia je w gorszej sytuacji niż zachodnie instytucje.
– Banki prowadzące działalność transgraniczną mają lepsze warunki do działania niż my: nie płacą podatku bankowego i mają dostęp do taniego finansowania w euro. Na przykład na rynku finansowania deweloperów, na którym my jesteśmy mocno obecni, to z punktu widzenia konkurencji bardzo duży problem – mówił w niedawnym wywiadzie dla DGP Michał Gajewski, prezes Banku Zachodniego WBK.
Potwierdzeniem wzrostu zainteresowania kredytowaniem krajowych firm poza naszym sektorem finansowym mogą być dane Narodowego Banku Polskiego o zadłużeniu zagranicznym. W końcu 2017 r. wartość kredytów i pożyczek zaciągniętych przez firmy niefinansowe poza Polską przekraczała 36 mld euro i była o 2 mld euro wyższa niż rok wcześniej. Z tak dużym wzrostem nie mieliśmy do czynienia od 2008 r. (wysoką dynamikę notowano również w trakcie 2012 r., ale na jego koniec nastąpiło wyhamowanie). Umocnienie złotego sprawiło, że w przeliczeniu na krajową walutę w miejscu wyraźnego wzrostu pojawił się w ubiegłym roku lekki spadek zadłużenia.
Reklama
Komisja Nadzoru Finansowego ma od banków z krajów należących do Europejskiego Obszaru Gospodarczego ponad 470 tzw. notyfikacji prowadzenia u nas działalności transgranicznej, czyli bez posiadania fizycznych placówek. Najwięcej – ponad 80 – z Wielkiej Brytanii. 74 notyfikacje pochodzą z Niemiec. Kolejne na liście Austria i Luksemburg mają ich po 45. Dla porównania: w końcu ub.r. funkcjonowało 35 krajowych banków komercyjnych i 28 oddziałów instytucji z zagranicy.
O tym, że konieczność płacenia podatku od instytucji finansowych zmniejsza atrakcyjność oferty krajowych banków, mówią również przedstawiciele innych instytucji. – W przypadku finansowania nieruchomości, a to branża, w której działamy, rzeczywiście jest to dość dotkliwe. Dotyczy jednak przede wszystkim najbardziej reprezentacyjnych projektów – zaznacza Piotr Cyburt, prezes mBanku Hipotecznego.

Reklama
Krajowy bank musi zapłacić podatek od aktywów na poziomie 0,44 proc. w skali roku (podstawa wyliczania daniny nie obejmuje pierwszych 4 mld zł aktywów, a także obligacji skarbowych). Instytucja z zagranicy może zaoferować klientowi nieco niższą stawkę, zachowując dochodowość przynajmniej porównywalną z krajową.
Przy niewielkim kredycie różnice w oprocentowaniu nie robią wrażenia. Jednak np. przy umowie o wartości 10 mln euro możliwość uzyskania stawki niższej o 0,4 pkt proc. przekłada się na roczną oszczędność rzędu 40 tys. euro.
Według Cyburta z Hipotecznego skalę problemu ogranicza to, że banki z zagranicy mają stosunkowo niewielkie limity zaangażowania na nasz kraj. Zdaniem innego naszego rozmówcy z sektora finansowego wycena ryzyka kraju jest w naszym przypadku na tyle wysoka, że ogranicza możliwość zaoferowania tańszej pożyczki. Przeciwko nadmiernemu obniżaniu cen działa także to, że w takim modelu finansowanie odbywa się w innym reżimie prawnym.
Jak podaje KNF, w 2017 r. podatek od instytucji finansowych płaciło 18 banków komercyjnych i trzy oddziały instytucji kredytowych. „Lista płatników podatku bankowego rozszerzyła się w 2017 r. o dwa oddziały instytucji kredytowych, przy czym ze względu na nieznaczne przekroczenie sumy bilansowej ponad 4 mld zł, nie w każdym miesiącu kwalifikowały się one do grona płatników. Banki, które w 2017 r. płaciły podatek, stanowią 74,1 proc. sektora (pod względem udziału w sumie aktywów), z czego ponad połowę stanowią banki z przewagą kapitału zagranicznego” – informuje nadzór.
Rozmówca DGP, który zajmuje się wpływem regulacji na sytuację finansową sektora bankowego, zauważa, że podatek od instytucji finansowych w większym stopniu pogarsza konkurencyjność tych krajowych banków, które decydują się na podjęcie działalności zagranicznej. Są one zmuszone do płacenia fiskusowi nie tylko w Polsce, ale również w innych krajach. Dotyczy to mBanku obecnego na Słowacji. Ta instytucja, podobnie jak PKO BP, jest obecna również w Czechach, gdzie wprowadzenie podatku bankowego jest tematem rozmów przy tworzeniu nowej koalicji rządowej.
Na poziom konkurencyjności krajowych banków wpływa również dostępność finansowania. Także tu zagraniczni gracze mają przewagę. Tym większą, że w przypadku dużych firm – szczególnie na rynku nieruchomości – codziennością jest denominowanie umów kredytowych w euro. Główna stopa Europejskiego Banku Centralnego od kilku lat jest na poziomie zerowym. Dodatkowo od ponad dwóch lat bank centralny unii walutowej prowadzi skup obligacji z rynku, co miesiąc zasilając sektor bankowy kwotą 60 mld euro. Program potrwa przynajmniej do września.
Zastrzyk płynności w połączeniu z apetytem na wzrost dochodów, co na rynkach strefy euro jest trudne ze względu na niskie stopy, skłania banki do szukania okazji w innych krajach, np. w Polsce.
– Nie przeceniałbym znaczenia tego zjawiska. Zagraniczne banki zawsze miały dostęp do tańszego finansowania. Ja wychodzę z założenia, że cena kredytu powinna być skalkulowana tak, by był on bezpieczny w długim terminie. Obawiam się, że oferowane obecnie zbyt niskie stawki mogą się odbić bankom spoza Polski czkawką – mówi jednak Piotr Cyburt.
Według danych NBP średnie oprocentowanie nowych kredytów dla przedsiębiorstw było najniższe w styczniu 2016 r. – tuż przed wejściem w życie podatku bankowego. Wynosiło wówczas 3,3 proc. Mimo braku zmian stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej do połowy minionego roku podniosło się do 3,8 proc. W ostatnich miesiącach lekko spadło. W przypadku kredytów denominowanych w euro tuż przed rozpoczęciem obowiązywania podatku średnie stawki w krajowych bankach wynosiły średnio 1,8–1,9 proc. Teraz są na zbliżonym poziomie, jednak w drugiej połowie ubiegłego roku przekraczały nawet 2,3 proc.