Ministerstwo Sprawiedliwości swój projekt przedstawiło 7 grudnia 2016 roku i dało dwutygodniowy termin na konsultacje publiczne, uzgodnienia międzyresortowe oraz opiniowanie. W projekcie proponuje m.in. wydłużenie z 3 do 5 lat kary więzienia za lichwę, a także limity całkowitych kosztów udzielania świadczeń pieniężnych. W myśl nowych przepisów koszty pozaodsetkowe mają być obniżone z 55 do 20 proc., a całkowita ich suma ma ulec obniżeniu o 25 pkt. proc.

Jak podkreślił w czwartek na konferencji prasowej w Warszawie prezes ZPP Cezary Kaźmierczak, nowe prawo zniszczy sektor legalnych pożyczek. "Jest 1,5-2 mln ludzi, którym brakuje 500 zł do pierwszego. I od tego, czy ta ustawa jest, czy jej nie ma, czy są firmy pożyczkowe, czy nie, ta potrzeba nie zniknie. Oni dalej będą potrzebowali 500 zł do pierwszego" - mówił.

Jak przypomniał, klienci korzystają z firm pożyczkowych z co najmniej dwóch powodów: nie mają żadnej zdolności kredytowej, więc banki nie udzielają im kredytów, są też mało atrakcyjną grupą docelową dla instytucji bankowych i banki nie mają skierowanej do nich oferty.

Reklama

Związek szacuje, że propozycje MŚ wpłyną na ograniczenie działalności kilkudziesięciu legalnych firm pożyczkowych; zagrożonych może być nawet 20 tys. miejsc pracy. Według niego nowe prawo w zaproponowanym kształcie nie będzie przeciwdziałać lichwie, lecz uderzy w podmioty legalnie działające na rynku pożyczek konsumenckich oraz w samych konsumentów.

Według ZPP samo przeciwdziałanie lichwie, czyli udzielaniu pożyczek osobom prywatnym przez inne osoby prywatne - często na granicy prawa, z potwierdzonym notarialnie zabezpieczeniem np. w postaci nieruchomości, której wartość jest niewspółmiernie wyższa od pożyczonej kwoty - to inicjatywa słuszna. Ale prawo, które jednocześnie osłabia firmy legalnie działające na rynku, które podlegają konkretnym regulacjom, temu nie służy - podkreśla organizacja.

Reklama

Wyliczenia przedstawione w białej księdze ZPP wskazują, że z usług firm pożyczkowych korzysta ok. półtora miliona Polaków, a samych firm pożyczkowych jest na rynku kilkadziesiąt. Wszystkie te firmy podlegają określonym, ścisłym regulacjom prawnym m.in. w zakresie maksymalnej wysokości opłat. "Firmy pożyczkowe zatrudniają łącznie około 20 tysięcy osób, współpracują z około 10 tysiącami osób m.in. z sieci agencyjno-brokerskich. Odprowadzają do budżetu około miliard złotych rocznie z tytułu płaconych podatków" - przypomina Związek.

Dodaje też, że projekt MS wprowadza regulacje w tym samym obszarze, co ustawa z marca 2016 roku, której skutki nie są jeszcze do końca znane, a firmy pożyczkowe podlegają nadzorowi m.in. Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Związek szacuje, że dostęp do finansowania zewnętrznego dla ludzi zarabiających mniej niż 2 tys. zł miesięcznie w konsekwencji przyjęcia przepisów może spaść nawet o ok. 83 proc. Według niego oznacza to znaczny wzrost minimalnej kwoty miesięcznych zarobków umożliwiającej zaciągnięcie pożyczki. "O ile aktualnie jest nim człowiek zarabiający średnio ok. 2,5 tysiąca złotych, o tyle po wejściu w życie nowych przepisów będzie to już osoba zarabiająca powyżej 3 tysięcy złotych" - ocenia.

W rezultacie, osoby najniżej uposażone, bez historii kredytowej, pozostaną de facto pozbawione legalnych źródeł finansowania.

"Jeśli zostaną wyeliminowane legalne firmy pożyczkowe, (...) w to miejsce wejdą chłopcy z łańcuchami i w dresach, a oni będą mieli 100-proc. ściągalność" - podkreślił Kaźmierczak.

Zdaniem ZPP łatwiej jest sprawować kontrolę nad zarejestrowanymi podmiotami objętymi nadzorem UOKiK, niż ścigać grupy przestępcze zajmujące się udzielaniem lichwiarskich pożyczek.

W opinii resortu finansów zamieszczonej na stronach internetowych Rządowego Centrum Legislacji, a odnoszącej się do projektu Ministerstwa Sprawiedliwości podkreślono, że proponowane ograniczenia pozaodsetkowych kosztów kredytów i pożyczek udzielanych konsumentom będą miały znaczenie dla całego rynku finansowego. "Brak jest informacji o potencjalnym wpływie proponowanych rozwiązań na aktywność gospodarczą, akcję kredytową, produkt krajowy, dochody budżetu państwa, etc." - zauważa resort. (PAP)