Jak dowiedział się DGP, w środę do Trybunału Konstytucyjnego złożony ma zostać wniosek o stwierdzenie niezgodności z konstytucją przepisów ustawy o inwestycjach w zakresie elektrowni wiatrowych (Dz.U. z 2016 r. poz. 961). Chodzi o obowiązującą od 16 lipca tego roku ustawę odległościową, która ustaliła minimalny i obowiązkowy dystans, jaki ma dzielić inwestycje wiatrowe od domów oraz obszarów przyrodniczo chronionych.
Zgodnie z art. 4 tego aktu odległość między elektrownią wiatrową i budynkiem mieszkalnym lub budynkiem o funkcji mieszanej, (w skład której wchodzi funkcja mieszkaniowa) musi być równa lub większa od dziesięciokrotności wysokości elektrowni mierzonej od poziomu gruntu do najwyższego punktu budowli (10H). W praktyce oznacza to zakaz budowy wiatraków w promieniu około 2 km od domów.
Ochrona sąsiadów
Wprowadzenie takiego rozwiązania uzasadniane było przez projektodawców (posłów Prawa i Sprawiedliwości) brakiem właściwych regulacji dotyczących lokalizacji farm, co powodowało, że te wznoszone były zbyt blisko domostw. Co z kolei stało się powodem licznych konfliktów między niezadowolonymi mieszkańcami a władzami gmin, które na takie inwestycje zezwalały. W uzasadnieniu projektu padały również argumenty o szkodliwym oddziaływaniu wiatraków w przypadku bliskiego z nimi sąsiedztwa.
Reklama
„Urządzenia te emitują hałas, niesłyszalne dla ucha infradźwięki, powodują wibracje, migotanie światła, mogą stanowić także bezpośrednie zagrożenie życia lub zdrowia w przypadku awarii, jak również oblodzenia łopat elektrowni wiatrowej zimą” – podnosili parlamentarzyści.
W efekcie powstał akt, który w ocenie branży wiatrowej skutecznie uniemożliwi jej rozwój. – To bardzo dyskryminująca ustawa, która godzi w jedną tylko technologię odnawialnych źródeł energii – mówi Grzegorz Skarżyński, wiceprezes Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej.

Reklama
Polska bez nowych wiatraków
Ustawą wprowadzono także nakaz lokalizowania elektrowni wyłącznie na podstawie planu miejscowego przy uwzględnieniu kryterium 10H (dotąd wiatraki wznoszone były głównie na podstawie decyzji o warunkach zabudowy).
Minimalną odległość wiatraków od zabudowań muszą też respektować organy administracji architektoniczno-budowlanej przy wydawaniu pozwoleń na budowę.
– Przez wprowadzenie kryterium minimalnej odległości na 99 proc. obszaru Polski nie będzie można wybudować elektrowni wiatrowej – podnosi Grzegorz Skarżyński.
Między innymi z tego powodu grupa posłów Platformy Obywatelskiej zdecydowała się zaskarżyć ustawę, uważając, że wprowadzone regulacje trudno pogodzić z konstytucyjnie chronioną zasadą proporcjonalności.
„Kryterium [minimalnej odległości] zostało przyjęte przez ustawodawcę arbitralnie, bez oparcia w przeprowadzonych badaniach i analizach. Nadto kryterium to zostało przyjęte w oderwaniu od okoliczności konkretnej inwestycji. Kryterium 10H nie uwzględnia żadnych innych parametrów inwestycji, poza wysokością elektrowni wiatrowej mierzonej od poziomu gruntu do najwyższego punktu budowli, wliczając elementy techniczne, w szczególności wirnik wraz z łopatami” – podnoszą w piśmie do trybunału.
We wniosku twierdzą również, że zaskarżona regulacja narusza władztwo planistyczne gminy, a także zasadę zrównoważonego rozwoju. Ta druga wymaga bilansowania środków i celów służących m.in. zagwarantowaniu ochrony środowiska tak, by zarówno ingerencja w środowisko była jak najbardziej ograniczona, jak też korzyści społeczne były proporcjonalne do wyrządzonych szkód.
„Kwestionowane kryterium 10H zdecydowanie nie idzie w parze ze wskazaniami zasady zrównoważonego rozwoju. Hamuje rozwój energetyki wiatrowej, a w konsekwencji rozwój odnawialnych źródeł energii w Polsce w zakresie, w jakim dotąd uważano go za kluczowy dla ochrony środowiska, a co za tym idzie dla ochrony życia i zdrowia obecnych i przyszłych pokoleń” – podnoszą posłowie.
Zarzutów wobec omawianej ustawy jest zdecydowanie więcej. We wniosku liczącym ponad 80 stron kwestionuje się – jako naruszające zasadę ochrony praw nabytych oraz zasadę zaufania obywateli do państwa – wprowadzane nią przepisy przejściowe.
W niektórych sytuacjach pozbawiają one bowiem inwestorów możliwości wybudowania elektrowni wiatrowej zgodnie z przepisami dotychczasowymi, na podstawie wydanej już decyzji WZ (gdy na jej podstawie nie zostało wszczęte postępowanie o wydanie pozwolenia na budowę) lub obowiązującego miejscowego planu.
Przepisy budzą również wątpliwości w zakresie obciążeń fiskalnych. Artykuł 2 ustawy zmienił bowiem definicję elektrowni wiatrowych: kwalifikuje je jako budowle, włączając w ten zakres także elementy techniczne. W ocenie m.in. Związku Banków Polskich, wprowadzana modyfikacja może doprowadzić do kilkukrotnego (3–4-krotnego) wzrostu obciążeń z tytułu podatku od nieruchomości i to już od 2017 r.
Zaskarżona regulacja narusza zasadę zrównoważonego rozwoju