Aleksandra Gawlikowska-Fyk z Forum Energii uważa, że cała Unia Europejska już powinna się szykować do zimy, bo można się spodziewać wszystkiego – również całkowitego wstrzymania dostaw gazu z Rosji. – W efekcie tej niepewności, ceny gazu rosną bardzo szybko, a to oznacza wzrost cen ogrzewania, prądu czy nawozów azotowych etc. Nie można wykluczyć, że będziemy jednak musieli mierzyć się z czymś jeszcze gorszym, czyli brakami dostaw surowca. Może go nam zabraknąć na poziomie od 10 do proc. do 30 proc. zapotrzebowania – podkreśla ekspertka FE.
– Sytuacja na rynku gazu ziemnego jest napięta – dostawy są ograniczone, a istnieje obawa, że Rosja całkowicie je wstrzyma po corocznym remoncie Nord Stream 1 (między 11 a 21 lipca), nawet mimo pojednawczego ruchu Zachodu, czyli przekazania Gazpromowi remontowanych w Kanadzie turbin – przyznaje Maciej Rozkrut, analityk PKO BP. Choć w jego ocenie pełne odcięcie gazu dla Europy byłoby desperackim krokiem. – Rosja ma niewielkie możliwości przekierowania gazu do innych regionów świata, ale z drugiej strony wpływy z tego handlu są dużo mniejsze niż w przypadku ropy naftowej – wskazuje.
Czy grożą nam zatem przerwy w dostawach paliwa? Maciej Rozkrut podkreśla, że na tle wielu krajów europejskich Polska wyróżnia się wysokim bezpieczeństwem dostaw, zmniejszył się też popyt. Gaz-System szacuje na ten rok silny spadek zużycia gazu o 10 proc. – z 20 mld m sześc. w 2021 r. do 18 mld m sześc. To efekt bardzo wysokich cen, które skutecznie zachęcają firmy i odbiorców indywidualnych do bardziej oszczędnego korzystania z tego paliwa.
Reklama
Z drugiej strony, jak zauważa analityk, mamy solidną bazę podaży, co powinno pozwolić na zaspokojenie krajowego zapotrzebowania w 2022 r. – uspokaja Maciej Rozkrut.
Jak jednak zastrzega, bufor bezpieczeństwa jest nieduży, a w przypadku odcięcia Europy Zachodniej przez Moskwę, niezbędne będzie wykorzystanie surowca zgromadzonego w polskich magazynach, co samo w sobie zwiększy ryzyko krótkich przerw w dostawach. – Prawdopodobieństwo braków gazu zwiększa również unijny mechanizm solidarnościowy zobowiązujący kraje Wspólnoty do pomocy państwom, w których dostawy gazu dla odbiorców wrażliwych są zagrożone, nawet kosztem ograniczenia dostaw dla niekrytycznych przedsiębiorstw. Ewentualne braki mogą dotknąć w pierwszej kolejności branże o dużym zużyciu gazu – chemiczną i nawozową, stalową, produkcji szkła i papieru – wylicza ekspert PKO BP. Jego zdaniem 2023 r. powinien być dla Polski spokojniejszym pod względem ciągłości dostaw ze względu na wykorzystanie pełnych mocy Baltic Pipe.

Reklama
Aleksandra Gawlikowska-Fyk przypomina, że zgodnie z unijnymi przepisami racjonowanie gazu jest możliwe w odniesieniu do przemysłu. Gospodarstwa domowe, szkoły, przedszkola czy szpitale są chronione.
Jej zdaniem powinniśmy się jednak nastawić na oszczędzanie gazu. – Szacujemy, że można np. zmniejszyć ogrzewanie domów – do 20 st. C – obecnie jest to 22 st. C lub więcej. Kluczową rolę pełni też – niestety ciągle zaniedbana – termomodernizacja budynków, która pozwoli ograniczyć potrzeby grzewcze – mówi Aleksandra Gawlikowska-Fyk.
Piotr Wołejko z Federacji Przedsiębiorców Polskich wskazuje, że przedsiębiorcy biorą pod uwagę możliwość przejściowych problemów z dostępnością gazu. – Biznes oczekuje jasnych komunikatów ze strony decydentów oraz regulatora rynku energetycznego, a także dialogu i bieżącej wymiany informacji – podkreśla. – W niektórych państwach UE, np. w Niemczech, we Francji, Włoszech, podejmowane są już pewne działania wyprzedzające. Aktualnie obowiązujące u nas przepisy pozwalają wprowadzić ograniczenia w dostępie do gazu z zaledwie 10-godzinnym wyprzedzeniem – postulujemy wydłużenie czasu na przygotowanie się do ograniczeń z 10 do 48 godzin – tłumaczy. Przedsiębiorcy chcą też zastosowania mechanizmów analogicznych jak na rynku energii elektrycznej, czyli wprowadzenia dobrowolnych ograniczeń zapotrzebowania na gaz za wynagrodzeniem, w formule aukcyjnej, w ramach systemu zarządzanego przez Gaz-System.
Piotr Wołejko zaznacza, że gaz jest wykorzystywany w wielu sektorach gospodarki i potencjalne ograniczenia jego dostępności mogą być bardzo dotkliwe i wywoływać poważne straty, zakłócać łańcuchy dostaw i w ten sposób tworzyć efekt kuli śnieżnej w postaci kumulujących się problemów.
Przedstawiciele spółki Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo zwracają uwagę, że decyzję ws. ewentualnych ograniczeń w poborze gazu podejmuje Rada Ministrów na wniosek ministra właściwego ds. energii. Rolą firmy jest zapewnienie pełnej realizacji zapotrzebowania odbiorców, dlatego podjęto działania na rzecz stworzenia zapasów (magazyny są wypełnione w 97 proc.) oraz intensyfikacji importu LNG. „Tegoroczny import LNG planowany jest na poziomie zbliżonym do maksymalnych dostępnych mocy regazyfikacyjnych terminalu w Świnoujściu, a ponadto spółka wykorzystuje możliwość importu dodatkowych ładunków przez terminal w litewskiej Kłajpedzie” – wyjaśniają władze firmy. Obecnie PGNiG koncentruje się na zapewnieniu pełnego wykorzystania zarezerwowanej przepustowości gazociągu Baltic Pipe. ©℗