– Pokazujemy najbardziej radykalny w Europie plan – będziemy robili wszystko, by do końca tego roku odejść od rosyjskiej ropy – mówił pod koniec marca premier Mateusz Morawiecki. Oficjalnie rząd podtrzymuje te plany. Jednak wciąż – ponad dwa miesiące później – niewiele wiadomo, w jaki sposób zamierza spełnić swoją zapowiedź.
Obietnica polskiego premiera ma być tymczasem jednym z gwarantów (obok nieco późniejszej analogicznej deklaracji kanclerza Niemiec Olafa Scholza), że na początku przyszłego roku UE ograniczy import paliw ze Wschodu o ok. 90 proc. Rząd w Warszawie niemal do ostatniego momentu liczył, że w realizacji derusyfikacyjnych zamierzeń pomogą mu sankcje przyjmowane na poziomie Unii. Ostatecznie jednak, po długotrwałych negocjacjach, unijna „27” zgodziła się na naftowe embargo, ale z wyłączeniem paliw dostarczanych drogą lądową. Te stanowią ok. jednej trzeciej rosyjskiego importu UE i znaczną część dostaw dla Polski.
Reklama
Według ostatnich dostępnych danych przekazanych DGP przez resort klimatu – za okres od stycznia do kwietnia br. – Rosja pozostaje dominującym dostawcą ropy do naszego kraju (udział surowca z innych kierunków wynosi ok. 42 proc.) i gazu płynnego LPG (tu zdywersyfikowana część importu to ok. 44 proc.). Z Rosji pochodzi w dalszym ciągu także ponad 40 proc. sprowadzanego do Polski oleju napędowego. Lepiej prezentuje się bilans Grupy Orlen, która poza rafineriami w Polsce obejmuje zakłady w Litwie i Czechach. Według ostatnich informacji podawanych przez prezesa koncernu Daniela Obajtka udział ropy rosyjskiej udało się ograniczyć do ok. 30 proc.
To nie oznacza jednak, że dla Orlenu realizacja wyznaczonego przez rząd celu nie będzie stanowić problemu. Z końcem roku wygasa jeden z wiążących spółkę długoterminowych kontraktów z rosyjskim Rosnieftem. Nierozwiązana pozostaje jednak kwestia drugiej umowy, z Tatnieftem, która obowiązuje do 2024 r. W maju prezes Obajtek powtórzył, że na obecną chwilę Orlen nie ma podstaw do uchylenia się od realizacji kontraktu.

Reklama
Jeszcze inne wyzwania dotyczą rozdrobnionego rynku LPG, na którym istotną część podmiotów stanowią firmy prywatne. W kwietniu, jak pisaliśmy w DGP, paliwo ze Wschodu wlewało się do Polski szerokim strumieniem. Część dostawców, m.in. Gas pol – który dysponuje własnym morskim terminalem do odbioru paliwa – twierdziła, że zrezygnowali z rosyjskich dostaw. Inni, zrzeszeni w Polskiej Izbie Gazu Płynnego, deklarują, że chcą zrezygnować z nich do końca roku. Bez jednoznacznych rozstrzygnięć prawnych nie sposób jednak zagwarantować, że nie znajdą się chętni do kontynuowania handlu paliwem ze Wschodu – tym bardziej że produkty naftowe z Rosji sprzedawane są znacząco poniżej cen z rynków zachodnich. Przedstawiciele branży mówią także o zagrożeniach, że rosyjskie paliwa będą płynąć do Polski przez pośredników w krajach nieobjętych unijnymi sankcjami.
W rządzie do ostatniego momentu liczono, że w rozwiązaniu problemów prawnych związanych z zamknięciem polskiego rynku dla węglowodorów ze Wschodu pomoże Unia. Jeszcze pod koniec maja rzecznik Ministerstwa Klimatu i Środowiska Aleksander Brzózka mówił w rozmowie z DGP, że sankcje UE „znacząco ułatwią” realizację krajowych planów w tym zakresie. Dopytywany o plany derusyfikacyjne już po zatwierdzeniu unijnego pakietu resort oświadczył: „Rynek ropy naftowej i paliw jest rynkiem konkurencyjnym i otwartym. Rząd nie uczestniczy w negocjacjach i zawieraniu kontraktów na dostawy ropy i paliw. Wsparcie w dokonaniu reorientacji kierunków dostaw polega więc przede wszystkim na wsparciu politycznym, poprzez odpowiednie kształtowanie relacji z państwami producentami ropy naftowej oraz wspieranie regulacyjne procesu inwestycyjnego w kluczowych obszarach”.
Nieoficjalnie od naszych rozmówców w MKiŚ słyszymy, że prace nad odrębnymi przepisami, które wygasiłyby rosyjskie dostawy ropy i produktów naftowych – analogicznymi do przyjętych w kwietniu w stosunku do węgla – w tym resorcie się nie toczą, a odpowiedzialność za derusyfikację spoczywa przede wszystkim na spółkach Skarbu Państwa. O pracach nad „krajowym embargiem” nie słyszeli też rozmówcy DGP w nadzorującym spółki resorcie aktywów państwowych. Do momentu zamknięcia tego wydania MAP nie odpowiedział na pytania o mechanizmy, dzięki którym zagwarantowana zostanie realizacja rządowych planów, które zdjęłyby ze spółek zobowiązania kontraktowe lub ochroniły przed ryzykiem konkurencyjnym związanym z wyłączeniami spod rygoru unijnych sankcji.
W ramach przyjętych w kwietniu przepisów decyzję o rozszerzeniu rządowej listy podmiotów objętych restrykcjami podjąć może minister spraw wewnętrznych i administracji. Testem tej ścieżki może okazać się pismo złożone w zeszłym tygodniu do resortu Mariusza Kamińskiego przez posła PiS Bartosza Kownackiego. Parlamentarzysta zaproponował, by na listę dopisać dwa podmioty kluczowe z punktu widzenia handlu LPG: największego rosyjskiego dostawcę na rynek Polski, koncernu Sibur, oraz spółkę Polski Gaz. Oba podmioty są, jak argumentuje Kownacki, powiązane z bliskimi Władimirowi Putinowi rosyjskimi oligarchami.
Według części ekspertów ścieżką, która może pozwolić na paliwową derusyfikację, może być także procedura opisana w ustawie o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmu, która dotyczy podmiotów dopuszczających się lub wspierających przestępstwa o charakterze terrorystycznym. A za takie, według analizy prawników Fundacji Frank Bold dla Greenpeace Polska, uznać można zbrodnię wojny napastniczej. Decyzję o objęciu sankcjami na podstawie tych regulacji może podjąć generalny inspektor informacji finansowej (na wniosek ministra finansów). Ekolodzy jeszcze w maju apelowali, by taką decyzję podjąć w stosunku do Rosnieftu.