Rząd cieszy się ze zwrotu w polityce energetycznej Unii, jaki następuje w związku z rosyjską agresją, i liczy, że przełoży się on na lepszą koniunkturę dla jego postulatów m.in. reformy ETS. Ale plany w tym zakresie, które jeszcze w tym tygodniu ma zaprezentować w formie specjalnego komunikatu Komisja Europejska, raczej nie spełnią tych oczekiwań Warszawy.
– Rosyjska inwazja na Ukrainę to najwyższy czas na konkretne decyzje – należy dokonać derusyfikacji polityki energetycznej UE i zrezygnować z dostaw rosyjskich surowców – stwierdziła w czwartek minister klimatu i środowiska Anna Moskwa. Do „przewartościowania” podejścia UE do energetyki z aprobatą odnosił się też m.in. szef rządowego Centrum Analiz Norbert Maliszewski. Szefowa resortu klimatu zaproponowała nawet, by w ramach dążenia do wyeliminowania dostaw ze Wschodu zawiesić unijny system handlu uprawnieniami do emisji CO2 (ETS) oraz realizację pakietu Fit for 55, który ma zapewnić realizację podniesionych w zeszłym roku celów klimatycznych wspólnoty na 2030 r.
Żadnych tabu
Reklama
Na to, że Unia ewoluuje w stronę, która może się podobać w Warszawie, mogły wskazywać szeroko cytowane wypowiedzi Fransa Timmermansa, wiceszefa Komisji Europejskiej odpowiedzialnego za Europejski Zielony Ład. W czwartek zasygnalizował on w brytyjskim radiu BBC 4, że w niektórych krajach w grę może wchodzić wydłużenie pracy elektrowni węglowych, aby uniknąć zwiększenia popytu na gaz. – Polska i kilka innych krajów planowały odejście od węgla, tymczasowe korzystanie z gazu ziemnego, a następnie przejście na źródła odnawialne. Jeśli pozostanie dłużej przy węglu, pozwoli im na przejście bezpośrednio na odnawialne źródła energii, możemy w dalszym ciągu zmieścić się w celach określonych przez politykę klimatyczną – powiedział, dodając, że w zaistniałej sytuacji „nie ma żadnych tabu”.
Projekt komunikatu KE, do którego dotarł portal Euractiv, przewiduje m.in. wprowadzenie obowiązkowych zapasów gazu (do końca września każdego roku magazyny mają być zapełnione w minimum 80 proc.) oraz dywersyfikację źródeł dostaw surowca, w czym ważną rolę ma odgrywać gaz skroplony (LNG). Polska, która już zobowiązuje każdego importera gazu do utrzymywania określonego zapasu surowca, na październik planuje uruchomienie połączenia gazowego ze złożami norweskimi, a już w tym miesiącu ma odebrać przez terminal w Świnoujściu rekordową liczbę dostaw LNG, może czuć się prekursorem takich rozwiązań.

Reklama
Ale propozycje Brukseli zmierzające do ograniczenia zależności od rosyjskich surowców, które oficjalnie mają ujrzeć światło dzienne w najbliższych dniach, mają też przyspieszyć transformację energetyczną. W centrum unijnych planów jest szybki rozwój odnawialnych źródeł energii i poprawa efektywności energetycznej. Pod tym ostatnim hasłem kryje się modernizacja sieci i ograniczanie zużycia energii, m.in. przez zachęty dla konsumentów. Ambicje mają też być zwiększane m.in. w zakresie biogazu – skala jego produkcji ma sięgnąć pod koniec dekady 35 mld m sześc. rocznie. Unijne plany mają doprowadzić do „zaoszczędzenia” przez Wspólnotę nawet 17 mld m sześc. gazu w perspektywie 2025 r. – niewiele mniej, niż wynosi roczne zużycie surowca w Polsce.
Przyspieszenie dekarbonizacji jako metodę uwolnienia się od surowcowych zależności sygnalizowała już w zeszłym tygodniu szefowa KE Ursula von der Leyen. – Każda kilowatogodzina prądu, którą Europa wytwarza ze słońca, wiatru, energii wodnej czy biomasy, ogranicza naszą zależność od rosyjskiego gazu i innych surowców – mówiła. To oznacza z kolei – jak podkreśla von der Leyen – mniej pieniędzy zasilających budżet wojskowy Kremla.
Przyspieszenie dekarbonizacji jako główny filar unijnych planów cieszy się przychylnością największej siły w Parlamencie Europejskim, czyli centroprawicowej Europejskiej Partii Ludowej (należą do niej m.in. PO i PSL). Ugrupowanie ogłosiło ostatnio postulat, by elementem obecnej ofensywy uczynić podniesienie unijnego celu OZE na 2030 r. z 40 proc. do 45 proc. udziału w produkcji energii.
W podobnym kierunku zmierzają rekomendacje Międzynarodowej Agencji Energii (MAE). Jej 10-punktowy plan, który ma dać Europie możliwość szybkiego ograniczenia importu rosyjskiego gazu (o ponad jedną trzecią tylko w ciągu jednego roku), obejmuje z jednej strony dywersyfikację dostaw, a z drugiej – rozbudowę mocy wiatrowych i słonecznych, pełniejsze wykorzystanie istniejących mocy w atomie i biomasie oraz przyspieszenie zmian w sektorze budynków, który miałby objąć m.in. wymianę pieców gazowych na pompy ciepła. Według wyliczeń agencji „zielone przyspieszenie” może dać prawie drugie tyle oszczędności w rosyjskim gazie co jego zastąpienie dostawami z innych kierunków. Innym krótkoterminowym rozwiązaniem zalecanym przez MAE są zachęty do ograniczenia zużycia. Jak szacują eksperci agencji, obniżenie średniej temperatury w budynkach o 1 st. C (obecnie przekracza ona 22 st.) mogłoby ograniczyć zapotrzebowanie na gaz aż o 10 mld m sześc. rocznie.
Koncepcja KE podoba się też w europejskich think tankach. Zdaniem Jana Rosenowa z Regulatory Assistance Project UE powinna zwrócić szczególną uwagę na termomodernizację budynków, która bezpośrednio przełoży się na redukcję zapotrzebowania na gaz, oraz skończyć z instalowaniem nowych pieców opalanych tym paliwem. Większe kontrowersje wśród analityków budzą pomysły dywersyfikacji, np. poprzez rozbudowę infrastruktury LNG, na co oprócz Polski chce stawiać m.in. Berlin. Zdaniem byłego ministra środowiska Bułgarii Juliana Popova nowe terminale będą nierentowne i mogą zagrozić celom klimatycznym Wspólnoty, a priorytetem powinno być „udrażnianie” połączeń wewnątrz UE, które obecnie ograniczają możliwości przesyłu odebranego w portach gazu w głąb kontynentu. Ostatecznie – jak przekonuje – na rozbudowie gazowej infrastruktury skorzysta jednak Rosja, która dysponuje najbardziej konkurencyjnym cenowo surowcem.
Wolumeny wzrosły
W unijnym dokumencie raczej nie pojawi się idea embarga dla surowców energetycznych ze Wschodu lub inna forma uderzenia wprost w rosyjski sektor energii, czego na forum unijnym domaga się Warszawa. Dotychczasowe restrykcje, odcinające rosyjski sektor finansowy od międzynarodowych rynków, nie objęły Gazprombanku i Sbierbanku, które są wykorzystywane do dalszego regulowania płatności za surowce. KE wskazuje, że choć sankcje nie uderzają w dostawy surowców bezpośrednio, objęły eksport technologii, co godzi w długofalowy rozwój rosyjskiej branży paliwowej. – Europejskie technologie nie są łatwo zastępowalne i z czasem zobaczymy, że uszczuplą rosyjskie dochody ze sprzedaży paliw – twierdzi komisarz ds. energii Kadri Simson.
Od rozpoczęcia inwazji wzrosły fizyczne wolumeny dostaw z Rosji, a co za tym idzie – zyski rosyjskiego budżetu z eksportu tego paliwa. A z każdym dniem coraz wyższe są też ceny gazu. Pod koniec tygodnia wartość megawatogodziny gazu na giełdzie w Rotterdamie przekroczyła po raz pierwszy w historii 200 euro (ponad 1950 euro za 1000 m sześc.). Według wyliczeń analityków Instytutu Bruegla tylko w ostatni czwartek wartość dostaw wyniosła ok. 660 mln euro, a w ciągu całego pierwszego tygodnia wojny przekroczyła 3 mld euro.
Korzyści z nieprzerwanej realizacji dostaw powodują, że mało prawdopodobne jest, by na odcięcie rynków europejskich od gazu miał zdecydować się – w ramach działań odwetowych wobec UE – Kreml. W piątek niemiecki operator Gascade poinformował, że zatrzymał się fizyczny przepływ gazu w Jamale. Wynika to jednak prawdopodobnie ze zwiększonego zapotrzebowania na gaz zgłoszonego przez odbiorców w Polsce, który sprawił, że dostawy do naszego kraju z Niemiec w ramach tzw. rewersu zrównały się z tymi w kierunku zachodnim. Rosyjski gaz niezmiennie płynie też do Europy pozostałymi szlakami: przez Ukrainę, Nord Stream i Turk Stream.
Cena gazu przekroczyła po raz pierwszy w historii 200 euro za MWh