W ramach skierowanego do regionów węglowych funduszu (FST) Polska otrzyma 3,8 mld euro. Nadal nie wiadomo jednak, które konkretnie obszary otrzymają wsparcie i co za tym idzie – jak pieniądze z FST zostaną podzielone. To główna oś sporu w rozmowach pomiędzy Komisją Europejską a polskim rządem. Bruksela chce mniej regionów, Warszawa – więcej. Od początku wskazywane były województwa śląskie, dolnośląskie i wielkopolskie z prywatnym kompleksem energetycznym ZE PAK, który ma zrezygnować z węgla do 2030 r. Te trzy regiony brali także pod uwagę europejscy urzędnicy. Rząd dorzucił jednak do tej puli trzy kolejne: małopolskie (kopalnie Tauronu), lubelskie (Bogdanka Enei) i łódzkie (kompleks Bełchatów PGE).
– Komisja Europejska stoi na stanowisku, że regiony, w których wydobycie węgla nie jest wygaszane lub nie padła jasna deklaracja, że będzie wygaszane w okresie trwania funduszu (do 2030 r. – red.), nie mogą być definiowane jako regiony odchodzące od węgla – informuje źródło w Brukseli. Tym samym nie powinny otrzymać pieniędzy z funduszu.
Tymczasem polski rząd wskazuje, że w rozporządzeniu ustanawiającym fundusz nie ma o tym mowy. Jak informuje nas resort polityki regionalnej, na etapie prac nad rozporządzeniem „zgłaszane były propozycje zapisów wyłączających wsparcie dla regionów, w których rozwijane jest wydobycie węgla”, ale w zatwierdzonym tekście się one nie znalazły. – Polska niezmiennie stoi na stanowisku, że dla obszarów, dla których sporządzone i realizowane będą terytorialne plany sprawiedliwej transformacji (TPST), nie powinny być stosowane dodatkowe ograniczenia wsparcia ze środków FST, wykraczające poza zapisy przyjętego rozporządzenia. Wykorzystanie środków FST możliwe będzie na obszarach, dla których zaplanowane zostały działania związane z odejściem od wydobycia paliw kopalnych w perspektywie 2030 r., jak i kolejnych lat – zauważa resort. I interpretuje, że wsparcie z funduszu nie będzie mogło zostać udzielone jedynie, gdy region nadal wydobywa węgiel i jednocześnie nie deklaruje odejścia od niego.
Reklama
Komisja Europejska jednak uważa, że chociaż twardego zapisu nie ma, to przecież rozporządzenie jasno wskazuje, że fundusz jest skierowany do regionów odchodzących od węgla, a więc sam charakter funduszu wyklucza wsparcie dla tych regionów, które inwestują w wydobycie.

Reklama
Polska udostępniła już Brukseli wstępne projekty planów transformacyjnych sześciu województw, ale plan dla województwa łódzkiego nie uwzględniał jeszcze ostatnich istotnych zmian dotyczących największej i „najbrudniejszej” w Europie elektrowni Bełchatów. Dzięki rezygnacji PGE z budowy nowej odkrywki węgla brunatnego Złoczew, która miała ją zaopatrywać, na początku czerwca zarząd województwa łódzkiego ogłosił plan sprawiedliwej transformacji przewidujący wyłączenie ostatniego bloku tej siłowni w 2036 r. Przyznanie unijnych pieniędzy z Funduszu Sprawiedliwej Transformacji dla tego regionu nie jest jednak jeszcze przesądzone. Bruksela czeka na poprawione, finalne wersje wszystkich planów transformacyjnych i dopiero wówczas zapadną ostateczne rozstrzygnięcia. Plany te – jak informuje resort polityki regionalnej – trafią do Brukseli zgodnie z harmonogramem do końca czerwca.
Komisja Europejska nie wzięła pod uwagę województwa lubelskiego ze względu na działającą tam kopalnię LW Bogdanka. To bodajże jedyna dochodowa kopalnia węgla kamiennego w Polsce, należąca teraz do Enei. Od 2026 r. kopalnia ma wydobywać także węgiel koksujący. Pod koniec 2020 r. jej władze mówiły, że Bogdanka może działać do 2049 r. „albo nawet dłużej”. Pod koniec maja odpowiedzialny za przekształcenia energetyki i górnictwa wiceminister aktywów państwowych Artur Soboń powiedział, że Bogdanka znalazła się w harmonogramie wygaszania (z datą 2049 r.), ale nie jest objęta planowanym przez polskie władze subsydiowaniem wydobycia. Mają nim być objęte śląskie kopalnie Polskiej Grupy Górniczej i Węglokoksu oraz małopolskie Tauronu Wydobycie. Nie ulega wątpliwości, że lubelska Bogdanka ma być jedną z najdłużej działających kopalń. Rząd jednak nie rezygnuje. I zapowiada skierowanie planu województwa lubelskiego wraz z pięcioma pozostałymi. – Wynika to z faktu nieuniknionej transformacji energetycznej, co podkreśla również samo województwo w swoim planie. Odpowiednie przygotowanie się do tego procesu i do łagodzenia jego skutków gospodarczych i społecznych będzie kluczowe w kontekście realizacji ambitnej polityki klimatycznej przez Unię Europejską – zauważa resort polityki regionalnej. I podkreśla, że w planowaniu transformacji w regionie poza stroną społeczną uczestniczą również przedstawiciele kopalni LW Bogdanka.
Jeszcze mniej jasna jest sytuacja kompleksu energetycznego Turów w Bogatyni, o którym stało się ostatnio głośno za sprawą sporu z Czechami o oddziaływanie tamtejszej kopalni węgla brunatnego na środowisko sąsiadów. Organizacje ekologiczne alarmowały, że przez przedłużenie koncesji wydobywczej do 2044 r., co nastąpiło pod koniec kwietnia, region nie załapie się na środki unijne z FST, a wydobycie i tak skończy się w latach 30., ze względów ekonomicznych. Jednak trzeba pamiętać, że w maju PGE uruchomiła tam nowy blok węglowy o mocy blisko 500 MW i jego eksploatacja jest przewidziana właśnie do 2044 r. Jeżeli plany te zostaną podtrzymane, to obszar nie będzie mieć szans na wsparcie z FST.
Ostatnio głośno też było wokół samego Śląska, a to z uwagi na nową kopalnię w Mysłowicach i plany wydobycia po 2050 r. Lider Platformy Obywatelskiej Borys Budka niedawno na konferencji prasowej w Mysłowicach przestrzegał, że stawia to pod znakiem zapytania wsparcie nie tylko dla subregionu, lecz także dla całego województwa. Tymczasem resort, powołując się na informacje przekazane przez przedstawicieli KE pod koniec kwietnia, informuje, że w takim przypadku zakładane jest wyłączenie ze wsparcia FST na obszarze całej gminy, w której prowadzone jest wydobycie.
Małopolska również była zaskoczeniem dla Brukseli, która od początku rozważała trzy województwa. Jej plan transformacyjny ma zostać wysłany do końca czerwca.