Gdyby głęboka restrukturyzacja sektora górniczego doprowadziła do uzdrowienia go – byłby to sukces, którego nie dałoby się zapewne porównać z żadną inną reformą w gospodarce w ostatnich latach. Ale taka restrukturyzacja miałaby kolosalną cenę. W branży zatrudniającej ponad 100 tys. osób to byłaby prawdziwa rewolucja. Mówimy przecież o jednej z lepiej zorganizowanych i mających wielką siłę oddziaływania grup zawodowych. Podzielenie kopalń doprowadziłoby zapewne do tego, że wpływy tej grupy w ten sposób zostałyby bardzo ograniczone.
Pozostaje jeszcze sposób załatwienia problemu. Skoro dziś nie podoba nam się, że dobre kopalnie pracują na słabe – i że te pierwsze ukrywają straty drugich, to dlaczego teraz mielibyśmy fundować sobie kolejne zaciemnianie wyników – tym razem przez wymieszanie energetyki z górnictwem?