Autorka myli pojęcia i nazwy, raz rzeczony oligarcha nosi imię „Rimet”, innym razem ma na nazwisko „Achmet”. Pojawia się nieistniejące miasto Ługajsk (w rzeczywistości Ługańsk), postawione w kontrze do regionu Donbasu, który Hołdyńska myli najwyraźniej z miastem Donieck. Pojawiają się nieistniejące antracytowe „kampanie informacyjne” w mediach belgijskich, mołdawskich czy włoskich. Wszystko podlane insynuacyjnym sosem o chodzeniu na pasku oligarchy.

Dziwnym tym bardziej, że na naszych łamach pojawiały się zarówno teksty o mechanizmach wykorzystywanych przez imperium Achmetowa do wysysania pieniędzy z ukraińskiego budżetu (np. o formule Rotterdam+), jak i związkach jego ludzi z organizowaniem rosyjskiej okupacji Zagłębia Donieckiego w 2014 r. Autorka pomija te informacje; nie pasują do tezy o inspirowaniu przez Achmetowa.

Dziennikarka przed publikacją nie zgłosiła się z prośbą o komentarz ani do redakcji DGP, ani do autorów. Niech to będzie podsumowanie rzetelności jej materiału.