Zdający, który się skompromituje, dwa razy by się zastanowił nad złożeniem odwołania, gdyby zobaczył takie nagranie - uważa Andrzej Michałowski, adwokat, były wiceprezes Naczelnej Rady Adwokackiej, wykładowca szkoleń aplikantów adwokackich.
Reklama

W wyniku ostatnich zmian w ustawie – Prawo o adwokaturze wprowadzono zadanie z zakresu zasad wykonywania zawodu lub zasad etyki jako jedną z części egzaminu adwokackiego. Przepis stanowi, że przy wystawianiu oceny z tego zadania egzaminatorzy biorą pod uwagę zachowanie wymogów formalnych, zastosowanie właściwych przepisów i umiejętność ich interpretacji, poprawność zaproponowanego przez zdającego sposobu rozstrzygnięcia problemu z uwzględnieniem interesu publicznego. Czy od tego jest adwokat?

Reklama
Zapis o uwzględnianiu interesu publicznego to wyraz hipokryzji. Uwzględnianie interesu publicznego to zadanie adwokatury, ale nie adwokata w konkretnym zleceniu. Adwokat powinien tak wyłożyć posiadaną wiedzę, by była interpretowana na rzecz jego klienta. To klienci zlecają czynności i płacą wynagrodzenie adwokatom. Profesjonalne reprezentowanie interesu klienta przez adwokata jest realizacją interesu publicznego. A władza publiczna może się realizować poprzez oskarżycieli publicznych, radców Prokuratorii Generalnej Skarbu Państwa. Także sąd chroni interes publiczny. Nie dziwi mnie jednak wprowadzenie takiej zmiany do prawa o adwokaturze.

Dlaczego?

Ponieważ z roku na rok egzamin adwokacki staje się coraz mniej egzaminem adwokackim. I coraz mniej zrozumiałe są jego cele. Adwokat stoi zawsze po właściwej stronie, bo po stronie swojego klienta. Nawet jeżeli jego mocodawca nie ma racji. Rola adwokata to umożliwianie zaprezentowania stanowiska i przekonywanie do racji klienta. Rozstrzygnięcie wyda sąd. Egzamin adwokacki powinien więc weryfikować umiejętność wykonywania zawodu adwokata, a nie sędziego. A coraz bardziej jest odwrotnie.

Co więc może z tego nowego przepisu wyniknąć?

Efektem będzie pogłębienie dotychczasowej niekonsekwencji. Aplikanci mają uczyć się wykonywania zawodu, ale zwieńczeniem nadal będzie egzamin, który jest prowadzony według kryteriów właściwych sędziom i urzędnikom ministerialnym. Zdarzało się w praktyce egzaminów adwokackich, że egzaminator sędzia zarzucał zdającemu nieuwzględnienie jakiegoś zarzutu. Tymczasem z punktu widzenia adwokackiego taki zarzut był zbyteczny. Ten mechanizm jest dobrze widoczny w praktyce adwokackiej. Adwokaci z sędziowską przeszłością miewają skłonność do rozważań nad sprawiedliwym rozstrzygnięciem bardziej niż nad tym, żeby przekonująco zaprezentować poglądy wyrażające interes klienta.

Każdego roku spora część odwołań od wyniku egzaminu jest uwzględnianych, a w składzie komisji egzaminacyjnych zasiadają członkowie samorządu adwokackiego. Może powinni być szkoleni?

Mogą oczywiście przechodzić szkolenia z umiejętności egzaminowania, ale nie mogą się stać zawodowymi egzaminatorami. Bo to skończyłoby się sytuacją opisywaną zwrotem: złotouści leworęczni – są tacy, którzy potrafią świetnie egzaminować, mówić, jak coś zrobić, tylko nigdy w życiu nie potrafili wygrać żadnej sprawy. Egzaminatorami powinni być doświadczeni praktycy, tym bardziej że komisja egzaminacyjna ma pewną swobodę w ocenie prac. Na podstawie tego samego stanu faktycznego kilka rozwiązań może być poprawnych. Eliminacja tego założenia sprowadza egzamin do wypełniania tabelek: skoro w wytycznych do oceny egzaminu jest wskazanych osiem zagadnień do poruszenia, to poruszenie siedmiu dyskwalifikuje pracę. A czasem wystarczy poruszyć jedno zagadnienie, ale dobrze. To ryzyko adwokata. Ale i często dystynkcja między poprawnością i sztuką adwokacką.

Część osób, które nie zdały egzaminu, decyduje się zlecić napisanie odwołania kancelarii. To dobry pomysł?

Nie. Aplikant powinien sam sporządzić odwołanie. Dobrze sporządzone odwołanie jest w końcu także miarą jego przygotowania do wykonywania zawodu. I sprawą honorową. Nigdy nie zatrudniłbym innej osoby do napisania odwołania w sprawie mojego przygotowania merytorycznego. Jak miałbym później uczciwie proponować swoje usługi klientom?

Jeżeli odwołanie nie zostanie uwzględnione, prawnik musi się liczyć z tym, że kontynuacja walki z komisją egzaminacyjną w sądzie potrwa dłużej niż do czasu wyznaczonego na kolejny rok następnego terminu egzaminu. Jak tę procedurę przyspieszyć?

Zawsze w takich przypadkach odpowiedź ustawodawcy brzmi, że należałoby zwiększyć liczbę komisji egzaminacyjnych oraz ewentualnie wyodrębnić szczególną jednostkę w sądzie administracyjnym do rozpatrywania tego typu skarg. To jednak szaleństwo.

Co więc pan proponuje?

Zmianę formuły egzaminu. Dzisiaj zakłada on jednorazowe zweryfikowanie wszystkiego, co – jak uczy doświadczenie – nie może być skuteczne. I nie jest. Adwokat wcale nie musi zdawać egzaminu z tylu dziedzin prawa. To powinien być egzamin nie teoretyczny, ale praktyczny na adwokata. Należy zatem zdających potraktować jak ludzi dorosłych i pozwolić im zadeklarować zakres egzaminu, któremu chcą się poddać. Jeżeli zdający deklaruje szczególną wiedzę z prawa cywilnego, to trzeba mu umożliwić złożenie egzaminu na naprawdę wysokim poziomie z tej dziedziny. Nie wpływałoby to na zakres uprawnień zawodowych, podnosiłoby tylko jakość egzaminu i poczucie jego sensu. Inne umiejętności aplikantów są przecież weryfikowane w trakcie aplikacji. Taki kształt egzaminu zdecydowanie także usprawniłby procedurę odwoławczą.

Toczą się dyskusje nad powrotem do egzaminu ustnego. Jak pan ocenia ten pomysł?

Uważam, że to właściwa forma przeprowadzania egzaminu adwokackiego. Za jakiś czas myśl o ustnym egzaminie stanie się oczywista także dla opinii publicznej i polityków.

Ale co zrobić, żeby uniknąć podejrzeń związanych z tą formą egzaminowania?

Nagrywać. To proste rozwiązanie, które eliminuje wątpliwości i podnosi jakość zachowań. Zdający, który się skompromituje, dwa razy by się zastanowił nad złożeniem odwołania, gdyby zobaczył takie nagranie. Wzrosłaby także odpowiedzialność egzaminatorów. Przekonanie się do nagrywania egzaminów jest jednak także dopiero przed nami. Tak bywa, że propozycje początkowo zwalczane i wyśmiewane z czasem stają się oczywiste.