statystyki

Samotni w świecie permanentnej komunikacji. „Dla młodych wirtualny świat jest jak najbardziej realny"

autor: Mira Suchodolska01.09.2018, 19:00
– Dla młodych ludzi wirtualny świat jest jak najbardziej realny – podkreśla dr Paweł Fortuna, psycholog z KUL i Akademii Koźmińskiego. I wszystko to, co się w nim dzieje, równie realnie wpływa na ich samopoczucie, emocje, wreszcie czyny.

– Dla młodych ludzi wirtualny świat jest jak najbardziej realny – podkreśla dr Paweł Fortuna, psycholog z KUL i Akademii Koźmińskiego. I wszystko to, co się w nim dzieje, równie realnie wpływa na ich samopoczucie, emocje, wreszcie czyny.źródło: ShutterStock

Głębokie, obezwładniające poczucie osamotnienia i beznadziei towarzyszy im na każdym kroku. Porzucone przez dorosłych, zepchnięte w odmęty internetu, nie mają z kim porozmawiać o świecie, który je otacza. Nie mają przyjaciół, bo w sieci nie ma przyjaźni, tylko hejt i lans.

N a dorosłych „internetach” od lat hitem są udostępniane sobie wzajemnie kawałki o dawnych, dobrych latach szczęśliwego dzieciństwa. Kiedy świat był młody, gdy można było biegać od rana do wieczora po podwórku, nie było telefonów komórkowych, za to przysmakiem była oranżada w proszku… Każde dziecko miało swoją paczkę przyjaciół, tajemnice, sprzymierzeńców i wrogów. Większość rzeczy robiło się wspólnie, nawet jeśli to było wiszenie na trzepaku. Ci sami dorośli, którzy z takim rozrzewnieniem wspominają dawne czasy, wtrącili swoje potomstwo do zimnego cyfrowego piekła. I wychowują na kalekich emocjonalnie, nastawionych zadaniowo do życia idealnych pracowników korporacji. Potem dziwią się, gdy w doskonale naoliwionym mechanizmie coś zgrzyta, przyszły korpoludek trafia do szpitala z dziecięcą depresją lub zaburzeniami odżywiania, idzie w dopalacze lub postanawia odebrać sobie życie.

Sztuka odróżniania głupoty od zła

Krzysztof Woźniak, znany we vlogosferze jako Ator, zauważa, że dorośli o całe zło tego świata są skłonni dziś oskarżać to, co się dzieje w internecie. Jakby to sieć sama w sobie była winna, że toną w niej najmłodsi. A przecież za każdym zdarzeniem stoi jakiś, najczęściej dorosły, człowiek, który w sobie znanych celach – najczęściej dla pieniędzy i sławy, czasem z głupoty – wiedzie najmłodszych na pokuszenie. W zeszłym roku opinia publiczna ekscytowała się „Niebieskim wielorybem”, sieciową grą, która miała doprowadzać młodych ludzi do wyczerpania i samobójstw. Dziś w internecie straszy laleczka zwana Momo, która według doniesień medialnych ma dzwonić i wysyłać SMS-y do dzieci, nakazując im wykonywanie różnych strasznych zadań, włączając w to samookaleczanie. W niektórych przypadkach ma to nawet prowadzić do targnięcia się młodego człowieka na swoje życie. Tyle że, jak podkreśla Woźniak, zarówno wieloryb, jak i Momo to współczesne odpowiedniki czarnej wołgi, legendy miejskiej o samochodzie krążącym po kraju i porywającym dzieci, jaką ongiś opowiadano sobie na ucho. Nikt w to nie wierzył, ale fajnie się słuchało – był dreszczyk emocji.

Tak samo jak dziś – rzeczy tajemnicze, straszne pociągają. – Ale za nimi stoją internetowi biznesmeni, którzy polują na kliki sprawiające, że droższe będą zamieszczane na ich stronach reklamy – śmieje się Ator. Nie laleczki Momo należy się bać, ona nie zadzwoni do naszych dzieci, ale internetowych pedofili i nieodpowiedzialnych vlogerów, którzy będą namawiać najmłodszych do przemocy, do zastraszania innych dzieci, do nienawiści, spożywania używek, obnażania się etc. Jest ich w przestrzeni internetowej bez liku, przeciwko kilku od lat toczą się postępowania lub sprawy sądowe i nic nie wskazuje, żeby się szybko skończyły.


Pozostało jeszcze 70% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam kod promocyjny

Polecane

Reklama

Komentarze (2)

  • Asia(2018-09-02 11:08) Zgłoś naruszenie 00

    Coraz część w obecnym świecie używamy internetu, ale czy dostęp do coraz większej ilości informacji ma tylko same zalety? Jak wiele osób jest samotnych, pomimo tak szerokiej gamy portali społecznościowych? Życie coraz częsciej"odbywa się" w Internecie. Kiedyś spotkania na podwórku czy częste spotkania z najbliższymi były codziennością. Teraz rozmowa czy SMS często zastępują rozmowę osób "twarzą w twarz". Owszem, gdy przychodzą święta zamiast kartek wysyłamy życzenia SMS-em albo dzwonimy, które bardzo często są znalezione w internecie. Natomiast czy Internet zastąpi nam kontakt drugą osobą? Chyba nie... Rozumieniem, że nie którzy np. pracują za granicą pomimo, że część ich rodziny jest w Polsce, ale jak długo można dzielić dwa domy i wychowywać dziecko przez jednego z rodziców? Jak wiele jest rozwodów w obecnych czasach i małżonkowie postanawiają, żyć oddzielnie? Nie mówię tutaj o przypadkach skrajnych, patologiczne zachowania jak najbardziej trzeba tępić. Natomiast wiele osób ma bardzo często problem z dojściem do porozumienia- ten słynny kompromis. Czy przez Internetem możemy go osiągnąć? Nawet w kwestiach zawodowych cześć ustaleń jest analizowana w kontakcie bezpośrednim? Reasumując- Internet jest jak bardziej dla nas częściowo oszczędnością czasu. Ma najbardziej swoje zalety, ale musimy zawsze stawiać granicę i umieść z niego korzystać, aby był dla nas,a nie my dla niego... Nie możemy być "niewolnikami" Internetu...

    Odpowiedz
  • aha(2018-09-02 12:19) Zgłoś naruszenie 00

    Dokładnie. Nie możemy być niewolnikami papierosów, alkoholu, narkotyków, kapłanów jakichkolwiek religii, zmuszani do absurdalnych zachowań przez politykierów będących aktualnie u żłobu. Ale artykuł ma być może na celu skłonienie ludzi do zakazania korzystania z tego źródła sprzecznych informacji? Rodzice i nauczyciele winni spełniać swoje role wychowawcze. A tego brak. Jest za to manipulacja świecka, kościelna czyli lans i hejt bez internetu.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Galerie

Polecane