Kiedy wielka polityka zaczyna dbać o bezpieczeństwo sieci telekomunikacyjnych, rośnie prawdopodobieństwo, że staną się one mniej bezpieczne. To w trosce o bezpieczeństwo wymyślane są ciągle nowe rodzaje broni. Powszechny wzrost wysiłków na rzecz podniesienia bezpieczeństwa sieci komunikacji elektronicznej zapowiada, że będzie to pole międzynarodowych konfliktów.

Lektura encyklopedycznych haseł dotyczących infrastruktury, sieci oraz bezpieczeństwa uświadamia nam skalę możliwości interpretacyjnych terminu „bezpieczeństwo infrastruktury krytycznej”. To ogrom możliwości budowy katastroficznych scenariuszy, które wymagają „reakcji” osób i instytucji odpowiedzialnych za „bezpieczeństwo”.

Jarosław Tworóg wiceprezes Krajowej Izby Gospodarczej Elektroniki i Telekomunikacji / Materiały prasowe

Po pierwszym ataku o charakterze militarnym/dywersyjnym wykonanym poprzez sieć komunikacji elektronicznej stało się jasne, że „ekosystemy bezpieczeństwa” czyli swoista mieszanka polityki, wojska, wywiadów i kompleksów przemysłowo-zbrojeniowych zaczną budować scenariusze dla „nowego teatru wojny”. Celem i racją bytu każdego „ekosystemu bezpieczeństwa” jest ustanowienie polityki militaryzacji. Jesteśmy świadkami wzrostu budżetów wojskowych i powolnego powrotu czegoś, co w XX wieku nazwano zimną wojną. Awantura wokół firmy Huawei jest tylko jedną z wielu bitew obecnego konfliktu.

Zimna wojna w sieci 5G

Psychoza militaryzacji jest skutkiem zimnej wojny. To swoista choroba polityczno-społeczna, na którą najciężej chorują systemy mniej odporne na militaryzm. W Polsce przejawem tej choroby jest podniesienie temperatury dyskusji na temat zagrożenia ze strony sieci komunikacji elektronicznej, z wysypką w postaci stacji bazowych 5G. W wielu krajach na spotkaniach polityki z ignorancją podjęto decyzje, takie jak np. ta, że stacje bazowe sieci komunikacji elektronicznej to element infrastruktury krytycznej. W Polsce rodzi to groźbę, że o kosztach budowy i ochrony tych obiektów będą mogli decydować politycy z resortów siłowych. W praktyce oznacza to, że w rozwoju sieci transmisji danych zamiast rachunku ekonomicznego lub ogólniej - zdrowego rozsądku, możemy zacząć używać „inteligencji policyjno-militarnej”.

Ostatnio na łamy polskiej prasy powrócił temat stacji bazowych. Zauważono, że Finlandia zdecydowała, iż stacje bazowe nie są infrastrukturą krytyczną, co wzbudziło spore zdziwienie. Część politycznych ekspertów w Polsce była przekonana, że korzystając z klimatu politycznego sprzyjającego militaryzacji sieci telekomunikacyjnych, lokalny dostawca sprzętu 5G stanie się podmiotem, który otrzyma uprzywilejowany dostęp do rynku budowy stacji bazowych. Warto pospekulować, dlaczego rząd Finlandii zdecydował inaczej. Może zwyciężył zdrowy rozsądek? Stacje bazowe 5G to podstawowy element sieci komunikacji bezprzewodowej. Wiele wskazuje na to, że w nowoczesnej gospodarce będzie ich bez porównania więcej niż np. stacji transformatorowych niskiego napięcia. Być może Finowie doszli do wniosku, że jakiekolwiek obniżenie konkurencyjności ofert na stacje bazowe może doprowadzić do istotnego obniżenia konkurencyjności całej gospodarki? Czy to oznacza, że Finlandia zrezygnowała z dbałości o swe bezpieczeństwo? Z pewnością nie. Wydaje się, że polityka dbałości o bezpieczeństwo obywateli kraju jest tam prowadzona w oparciu o rzetelną, całościową wiedzę i z uwzględnieniem wszystkich aspektów problemu, a nie pod dyktando impulsów doraźnej polityki.

Węzły i połączenia

Jest oczywiste, że w świecie nieustannych konfliktów lekceważenie zagrożeń jest niedopuszczalne. Nie ulega też wątpliwości, że współczesna gospodarka, w sensie technologicznym, w coraz większym stopniu uzależnia się od sieci infrastrukturalnych - właściwie staje się gospodarką sieciową. Mówiąc ogólne, sieć to zbiór „węzłów” i „połączeń” między nimi. Gospodarki sieciowe krajów wysokorozwiniętych zmniejszają rozmiary „węzłów”, zwiększają ich liczbę oraz liczbę „połączeń” między nimi. Co ciekawe, w ten sposób niejako naturalnie zwiększają swe bezpieczeństwo.

Jednak we współczesnej infrastrukturze gospodarki, mimo postępującego rozproszenia węzłów, zawsze będą istnieć miejsca wrażliwe, których uszkodzenie będzie powodować szczególnie poważne skutki dla całej sieci – czyli całej gospodarki. Te wrażliwe miejsca – kluczowe węzły - ogólnie nazywamy infrastrukturą krytyczną. Powinniśmy je rozpraszać lub - jeśli nie da się rozproszyć - w sposób szczególny chronić. Każda profesjonalna polityka bezpieczeństwa powinna w sposób stały analizować gospodarkę i identyfikować krytyczne komponenty infrastruktury. Takimi oczywistymi elementami są np. wielkie elektrownie, w szczególności jądrowe. Dlatego system elektro-energetyczny oparty na połączeniu milionów drobnych źródeł energii zarządzanych w sposób rozproszony będzie bez porównania bezpieczniejszy opartego na kilku wielkich elektrowniach.

W przypadku sieci komunikacji elektronicznej taki „wielki węzeł”, który bardzo trudno jest rozproszyć, stanowi sieć rdzeniowa – i to nie sprzęt i światłowody tworzące tę sieć, a jej część logiczna – oprogramowanie.

Aby jak najdobitniej opisać istotę tego typu zagrożeń dla gospodarki sieciowej, posłużę się całkowicie fikcyjnym przykładem. Wyobraźmy sobie, że agresywne i wrogie Polsce mocarstwo zdobywa całą wiedzę dotyczącą systemu operacyjnego Windows i przejmuje nad nim pełną kontrolę. Potencjalnie może zablokować w sposób trwały funkcjonowanie wszystkich komputerów korzystających z tego oprogramowania w Polsce. Relacja pomiędzy operatorem systemu Windows i komputerami w całym kraju jest mniej więcej taka, jak pomiędzy siecią rdzeniową, a stacjami bazowymi, których będzie w Polsce miliony.

Takich scenariuszy można ułożyć setki. Profesjonalna polityka bezpieczeństwa państwa i obywateli powinna polegać na stałej identyfikacji takich wrażliwych miejsc – „węzłów” – i ich ochronie. Trudność w identyfikacji największych zagrożeń rośnie wraz z wzrostem poziomu „usieciowienia” cywilizacji technicznej. Mimo wszelkich starań, nie jesteśmy w stanie zapewnić pełnego bezpieczeństwa. Budowa systemu bezpieczeństwa to stale wybieranie „mniejszego zła”.

Paranoja militarna nieuchronnie prowadzi do absurdów i śmieszności. Wielu pamięta czasy, gdy dokładny plan Moskwy można było kupić np. w Berlinie Zachodnim, ale nie w Moskwie. W Polsce zrobienie rodzinnego zdjęcia z mostem albo dworcem kolejowym w tle mogło się źle skończyć dla fotografa, bo było traktowane jako zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa. Dlatego ważne jest, byśmy nie dali się zwariować.

Dr inż. Jarosław Tworóg, wiceprezes Krajowej Izby Gospodarczej Elektroniki i Telekomunikacji