Reklama
Został pan ministrem rolnictwa i wicepremierem w trudnym momencie. Które z obecnych wyzwań uważa pan za kluczowe?
Afrykański pomór świń (ASF), rosnące ceny nawozów, niskie ceny skupu wieprzowiny. Musimy też zmierzyć się z pogodzeniem Wspólnej Polityki Rolnej i Europejskiego Zielonego Ładu w rolnictwie, co nie będzie proste.
Zacznijmy zatem od EZŁ.
Zielony Ład stawia bardzo wysokie wymagania i wskutek tego programu unijne rolnictwo będzie w gorszej sytuacji niż inne. Największe ryzyko, jakie się z tym wiąże, to przede wszystkim spadek produkcji. A to de facto będzie oznaczać eksport emisji CO2, bo braki rekompensowane będą przez zagraniczną produkcję rolną prowadzoną w dużo gorszych warunkach niż u nas. W przemyśle tak właśnie się to odbywa w tej chwili.

Reklama
Musimy pamiętać, że Unia Europejska odpowiada tylko za ok. 6-7 proc. emisji CO2. Nawet jak zredukuje emisje o połowę, będzie to ledwie 3 proc. A w tym samym czasie inni mogą zwiększyć emisje. Najważniejsze więc jest przekonanie pozostałych państw do działania. Jeżeli wymogi klimatyczne nie będą uniwersalne, skutki dla unijnego rolnictwa będą opłakane. Żadne dopłaty tego nie zrekompensują. Dlatego powinniśmy realizować te plany w sposób bardzo umiarkowany, ewolucyjnie.
A jakie dobre skutki EZŁ może przynieść unijnemu rolnictwu?
Do plusów zaliczyłbym to, że europejska produkcja będzie zdrowsza - mniej będzie nawożenia, mniej środków ochrony roślin, skrócenie drogi „od pola do stołu”. To wszystko oznacza dla konsumentów może droższą żywność, ale lepszej jakości.
Co polski rolnik powinien zrobić, by skorzystać na tych zmianach?
Wbrew pozorom bliżej nam do założeń Zielonego Ładu niż uprzemysłowionemu rolnictwu w innych krajach Unii. Mimo to przygotowanie rolników do funkcjonowania w nowych warunkach jest ważne. Np. inwestowanie w tzw. rolnictwo precyzyjne, czyli komputerowe pozyskiwanie danych dotyczących plonów z danego fragmentu upraw, a nie tylko zakupy nowych ciągników. Stosowanie nawozów naturalnych, które jednocześnie redukują emisje i zapewniają korzyści finansowe, bo ceny nawozów sztucznych biją rolników po kieszeni. A także prowadzenia hodowli o wyższym standardzie, zapewnienie lepszego dobrostanu zwierząt.
Rozumiem, że te potencjalne korzyści odnoszą się do mniejszych gospodarstw, a co z tymi na większą skalę - przemysłowymi, na wzór zachodni?
Gospodarstwa wielkotowarowe będą miały takie wyzwania, jak inne tego typu podmioty w UE. Jednak dobrze konkurują one z rolnictwem z Zachodu i to nie powinno się zmienić.
Jeżeli mówimy o klimacie, to jak pan odbiera postulaty redukcji emisji metanu poprzez odejście od hodowli bydła i produkcji mleka? Wracają one z coraz większą intensywnością. Np. komunikat końcowy niedawnego szczytu G20 mówi o redukcji metanu jako o jednym z najszybszych sposobów na ograniczenie zmian klimatu.
W Europejskim Zielonym Ładzie nie ma założeń dotyczących redukcji metanu, więc na tę chwilę byłbym spokojny. Mięso, mleko, jajka są potrzebne do żywienia ludzi. Nie sądzę więc, by ich produkcja mogła być zlikwidowana. Chyba, że chcemy zagłodzić ludzkość. Ale chyba nikt takich pomysłów nie ma. Pamiętajmy też, że uprawy rolnicze pochłaniają CO2. Trzeba więc bilansować wpływ rolnictwa na klimat.
Pytanie, jakie - jako kraj - mamy pole manewru w tych sprawach na arenie UE? Co prawda mamy swojego komisarza ds. rolnictwa w Komisji Europejskiej…
Jestem z nim w dobrych relacjach, ale komisarz nie zawsze podejmuje decyzje jednoosobowo, bardzo często przygotowują je brukselscy urzędnicy, którzy mogą kierować się ideologią. Ważne jest jednak, by nie zapomniał o Polsce i specyfice naszego rolnictwa. Jeżeli chodzi o pole manewru, to naszym celem jest takie wdrożenie planu strategicznego Wspólnej Polityki Rolnej, aby rolnicy - wprowadzając Zielony Ład - otrzymywali stosowne rekompensaty.
Przejdźmy zatem do tematu ASF. Jakie recepty pan tu widzi?
Po pierwsze, chcemy mieć wiarygodne dane dotyczące populacji dzików, które roznoszą tę chorobę - w tym celu będą one liczone. Drugi krok to regulacja tej populacji. Współpracujemy w tej sprawie z Ministerstwem Klimatu i Środowiska. Kolejne rozwiązanie to bioasekuracja, czyli ograniczenie dostępu ASF do hodowli - będziemy szkolić rolników, pomagać im tak, by wszystkie zlokalizowane w strefach ASF gospodarstwa z trzodą chlewną miały plany bioasekuracyjne do końca listopada. Następna sprawa to zapewnienie finansowania. Chodzi o rekompensaty dla tych, którzy nie mogą sprzedawać trzody, bo są w strefie ASF. A także tych, którzy wygasili hodowlę ze względu na decyzję lekarza weterynarii. Jak również sfinansowanie odtworzenia hodowli, czy wreszcie inwestycji bioasekuracyjnych, typu ogrodzenia chlewni, odgrodzenia i zadaszenia pasz etc.
Liczę, że działania te doprowadzą do zmniejszenia liczby nowych ognisk ASF, bo o całkowitym zwalczeniu tej choroby nie ma co marzyć.
A jakie są pańskie pozostałe priorytety, jeśli chodzi o działania na poziomie krajowym?
Ustawa w sprawie wdrażania płatności bezpośrednich czy rozwiązania legislacyjne dotyczące bezpośredniej sprzedaży, skrócenia łańcucha dostaw, zgodnie z zasadą „od pola do stołu”, ale też przetwórstwa na małą skalę. Ideałem byłoby to, gdyby to zespoły rolników organizowały przetwórstwo. Co jednak wcale nie jest proste.
Gra w zespole to nie jest mocna strona Polaków…
Może receptą są spółdzielnie - spółdzielczość mleczarska, która ostała się jako jedyna, radzi sobie znakomicie. Będziemy bardzo mocno wspierać mniejsze przetwórstwo, blisko zlokalizowane i powiązane właścicielsko z rolnikiem. Jak się nie ma własnego przetwórstwa, to zysk ucieka. 4,5 mld zł na przetwórstwo, głównie małe, zapisaliśmy w Krajowym Planie Odbudowy. Także Polski Ład przewiduje finansowanie przetwórstwa. Trzecie źródło finansowania i przetwórstwa i rolnictwa precyzyjnego to Wspólna Polityka Rolna.
Zatrzymaniu zysku u rolnika, przełamaniu zmowy cenowej służyć ma też Polski Holding Spożywczy. Ustawa, która wprost pozwala na przekazanie aktywów z Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa do Ministerstwa Aktywów Państwowych, jest już w Sejmie. To w MAP, wokół Krajowej Spółki Cukrowej, będzie zbudowany ten holding. Mam nadzieję, że do sezonu zbiorów owoców miękkich uda się go stworzyć.
Jak dotąd nie widzimy tych pieniędzy z KPO.
Jestem przekonany, że ich odblokowanie nastąpi mniej więcej pod koniec tego roku. Nie ma podstaw do blokowania, nie ma i nie będzie negatywnej opinii. Mamy więc do czynienia tylko z grą na czas.
Zobaczymy. Wracając do priorytetów, co chce pan jeszcze zrealizować przez 2 lata, które zostały wam do końca kadencji?
Zapowiedziany pakiet ustaw o gospodarstwie rodzinnym, który ma realizować ideę „od pola do stołu” i obejmie właśnie przetwórstwo rodzinne czy sprzedaż bezpośrednią. W tej kwestii odchodzimy jednak od pierwotnego zamiaru rozwiązania wszystkich problemów rolnictwa w jednej ustawie, bo to niemożliwe w rozsądnym czasie. Mamy już ustawę zobowiązującą samorządy do wyznaczania miejsc na handel, ustawę pozwalającą na sprzedaż bezpośrednią, bez podatku, do wartości 100 tys. zł. Pracujemy np. nad ustawą dotyczącą emerytury rolniczej bez konieczności przekazywania ziemi.
Ustawę o rolnictwie ekologicznym - w tej sprawie czas nas goni, bo przepisy powinny być gotowe do końca stycznia, ale spodziewam się, że będzie drobne opóźnienie, w lutym, może w marcu powinno udać się zamknąć proces legislacyjny. Efektem tej zmiany powinna być koncentracja na rzeczywistej produkcji zamiast, jak dotąd, na powierzchni upraw i dopłatach.
Ważne jest też poczucie bezpieczeństwa wśród rolników. Jego poprawie służyć ma przygotowywana przez nas regulacja dotycząca ubezpieczeń rolniczych czy budowa zbiorników retencyjnych, by zapobiegać suszy. Kolejna sprawa to rozwiązania w sprawie spółdzielni energetycznych, prosumentów.
Jak dotąd najnowsza nowelizacja ustawy o OZE bardzo pogarsza warunki dla prosumentów, uderzy to też w mieszkańców wsi i to w czasie ogromnych wzrostów cen energii.
Ta zmiana była konieczna, bo sieci elektroenergetyczne są w zbyt kiepskiej kondycji, by przyjąć taką masę prosumentów. Jednak dzięki promowaniu inwestycji w magazyny energii, energetyka prosumencka nadal będzie się rozwijać.
Jeżeli jesteśmy przy energetyce, to jak z perspektywy czasu i w kontekście rosnących cen energii ocenia pan ustawę antywiatrakową? Od ponad roku toczą się prace nad jej liberalizacją.
Ustawa antywiatrakowa okazała się mieczem obosiecznym. Jednak to, co się działo wcześniej, było niedopuszczalne. Wiatraki stawiano blisko domów mieszkalnych, sztucznie dzielono działki etc. Natomiast trzeba dyskutować nad tym, czy rzeczywiście potrzebna jest zasada 10H (zakaz budowy turbin wiatrowych w odległości mniejszej od dziesięciokrotności ich całkowitej wysokości - red.). Choć ja wspierałbym raczej rozproszoną energetykę wiatrową - przydomowe turbiny wiatrowe maksymalnie do 40 kW, a do tego magazyny energii.
Wspomniał pan o nowych rozwiązaniach dotyczących ubezpieczeń rolniczych. Na czym mają polegać?
Chcemy je wprowadzić od nowego sezonu wegetacyjnego, czyli od wiosny. Będziemy promować towarzystwa ubezpieczeń wzajemnych jako najlepiej dostosowane i bezpieczne dla rolników. Pozwalają one na zmniejszenie składek w następnym roku, jeżeli w poprzednim nie było dużych szkód. Naszym celem jest doprowadzenie do upowszechnienia ubezpieczeń, wyeliminowanie obaw rolników w tej sprawie. Jestem przekonany, że z roku na rok liczba ubezpieczonych będzie rosła. Bardzo ważną rolę będzie tu odgrywać edukacja.
Mówiliśmy o wyzwaniach dla rolnictwa, teraz zajmijmy się politycznymi. Na ile dużym problemem jest dla was Agrounia?
Jak dotąd przedstawiają się jako związek zawodowy, więc nie chcę ich traktować jako konkurentów politycznych. Zaprosiłem ich do porozumienia rolniczego, tak jak pozostałe związki. Jeżeli chcą zrobić coś dobrego dla rolnictwa, liczę na to, że przystąpią do tego zespołu.
Podobno rejestrują się jako partia polityczna. A jak ocenia pan ich diagnozę dotyczącą sytuacji wsi?
Jest nieprawdziwa i bezpodstawna. To prawda, że są problemy, o których przed chwilą rozmawialiśmy, skutki ASF, w tym niskie ceny trzody, koszty nawozów etc. Jednak, gdyby porównać materialną sytuację wsi przed 2015 r. i teraz, widać ogromną różnicę. Rolnicy traktowani są w końcu jak inni pracownicy, wcześniej tak nie było - np. 500 plus jest dla wszystkich, a ulga podatkowa na dzieci dla rolników była niedostępna. Poza tym kierujemy ogromne kwoty na rozwój obszarów wiejskich, kanalizację, wodociągi. A to oznacza ogromny skok cywilizacyjny.
PSL pozostaje dla was istotnym rywalem na wsi?
Zawsze rywalizowaliśmy z PSL-em o elektorat wiejski, ale myślę, że w tej chwili wieś zdecydowanie wybiera Prawo i Sprawiedliwość.
A możliwa byłaby wasza koalicja z ludowcami? Ostatnio o takiej opcji mówił Marek Sawicki.
Nie miałbym nic przeciwko temu, bo powstałby jednolity front interesu dla polskiej wsi. Jednak tu potrzebna byłaby wola obu stron, a oprócz deklaracji Sawickiego takiej woli nie widzę. Prezes ludowców Władysław Kosiniak-Kamysz wydaje się bardzo odległy od takiej koncepcji.
Przypomnijmy, że Sawicki rozważał wariant, w którym PSL zamieniłby w rządzie Solidarną Polskę. Wyobraża pan sobie taki scenariusz?
Mnie się dobrze współpracuje z Solidarną Polską.
Co mogłoby wam najbardziej zaszkodzić w utrzymaniu poparcia na wsi?
Ewentualne poważne dla rolnictwa skutki wdrażania EZŁ czy polityki klimatycznej. Spowodowane polityką klimatyczną wzrosty cen energii, paliw, odciskają niestety bardzo duże piętno, także na sytuacji rolników. Podobnie z kosztami nawozów. Są to pewne niebezpieczeństwa, bo każdy patrzy przez pryzmat zysków, a przy rosnących kosztach produkcji zyski spadają. Receptą jest dostosowanie do wyższych kosztów cen na produkty rolne, a tak powoli się dzieje.
Ale to z kolei oznacza podwyżki cen żywności dla społeczeństwa, w które także uderzają rosnące ceny gazu, paliwa czy prądu.
Niestety, takie są skutki drożejącego gazu i polityki klimatycznej.