Agencja Modernizacji i Restrukturyzacji Rolnictwa przyjęła więcej wniosków o pomoc, niż szacowało Ministerstwo Rolnictwa.
O przyznanie pomocy dla szczególnie dotkniętych kryzysem COVID-19 ubiega się niemal 196 tys. rolników. Jak wskazuje ARiMR w przesłanej odpowiedzi, według szacunków Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi przewidywano, że wystąpi o nią ok. 16 tys. mniej. I choć to oznacza, że pomoc jest skierowana do ok. 14 proc. gospodarstw w Polsce, to trzeba pamiętać, że trafi do wybranych sektorów, na które COVID-19 miał największy wpływ.
Najwięcej rolników ubiega się o dofinansowanie w sektorze produkcji zwierzęcej (dominuje bydło mleczne, następnie bydło mięsne i świnie). W dalszej kolejności jest produkcja drobiu (głównie w zakresie produkcji kurcząt rzeźnych), a także uprawa roślin ozdobnych w szklarniach i tunelach foliowych. Najwięcej wniosków, bo aż 46 proc., złożyli rolnicy z województw mazowieckiego, wielkopolskiego i podlaskiego. Natomiast najmniej, zaledwie 3 proc., złożono w woj. lubuskim, zachodniopomorskim i dolnośląskim.
Reklama
Obecnie trwa weryfikacja dokumentów, dlatego jest jeszcze za wcześnie na podanie ostatecznych kwot w podziale na sektory. Gdyby każdy rolnik wnioskował o maksymalne dofinansowanie, czyli 7 tys. euro, oznaczałoby to pomoc rzędu prawie 1,4 mld euro. Polskie rolnictwo jest jednak zdominowane przez niewielkie areały – według danych Głównego Urzędu Statystycznego za ubiegły rok, odsetek największych gospodarstw, o powierzchni 50 ha wynosił zaledwie 2,4 proc. Liczba złożonych wniosków świadczy jednak o tym, że pierwotna chęć Ministerstwa Rolnictwa, by na pomoc przesunąć z Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich nawet 1 mld euro, nie była nieuzasadniona. Nie udało się jednak uzyskać na to zgody w Komisji Europejskiej.

Reklama
Na dofinansowanie przeznaczono więc 273,4 mln euro. Przy takiej puli można się spodziewać, że mało kto otrzyma najwyższą przewidzianą dotację. Średnio każdy rolnik może liczyć na ok. 1,4 tys. euro.
Jak na razie organizacje producentów nie podnosiły zastrzeżeń co do wyznaczonych kwot. Zgłaszały jednak wątpliwości dotyczące mechanizmu ich obliczania. Pomoc ma bowiem formę ryczałtu wypłacanego w zależności od rodzaju i wielkości prowadzonej produkcji rolnej i ma na celu częściową rekompensatę utraconego dochodu w związku z wystąpieniem pandemii COVID-19. Krajowa Rada Izb Rolniczych zaznaczała, że taka forma wyklucza część poszkodowanych sektorów. Producenci wołowiny zwracają uwagę na fakt, że kwoty powinny być uzależnione od konkretnej liczby sztuk – obecnie bowiem powstają duże dysproporcje między poszczególnymi progami. Z kolei przedstawiciele producentów trzody chlewnej podnoszą, że znaczna część rynku, czyli hodowcy w cyklu otwartym – nie produkujący prosiąt, lecz kupujący je – pozostaną bez pomocy. Resort rolnictwa chciał bowiem wesprzeć przede wszystkim tych, którzy produkują, by nie uzależniać się od cen na zagranicznych rynkach.
Zgodnie z planem pieniądze miały na celu utrzymanie płynności finansowej gospodarstw. – Jej utrata jest głównym powodem zaniechania działalności – wskazuje agencja. Ze względu jednak na fakt, że środki zostaną wypłacone dopiero z końcem roku, w praktyce będzie to forma pokrycia strat dla tych, którzy zdecydowali się na utrzymanie swojej aktywności. Środki pomogą jednak utrzymać płynność podczas kolejnej fali pandemii. Rolnicy sygnalizują bowiem, że już odbija się na nich zamknięcie gastronomii i sektora usług.
– Druga fala dotknie sektor rolno-spożywczy w nieco inny sposób niż pierwsza. Z jednej strony ludzie nie robią już zapasów żywności, z drugiej strony najprawdopodobniej utrzymana zostanie ciągłość międzynarodowych łańcuchów dostaw, której brakowało w pierwszej fazie pandemii – ocenia Jakub Olipra, analityk i ekspert ds. rolnictwa w Credit Agricole.
Jak na razie jest to jedyna forma wsparcia rolników dotkniętych skutkami COVID-19. Wcześniejszy pakiet covidowy wart 400 mln zł w praktyce obejmował bowiem gospodarstwa, które ucierpiały na ubiegłorocznej suszy i dotychczas nie otrzymały finansowania z tego tytułu.
ARiMR przyznaje, że na razie nie ma informacji o ewentualnych nowych projektach pomocowych. A mogą być one potrzebne, przynajmniej dla sektora mięsnego. – Rynek owoców i warzyw ma za sobą na ogół udany sezon. Trudno też prognozować, by popyt na te produkty nagle się załamał, nawet jeśli rzadsze w warunkach pandemii zakupy konsumentów nie sprzyjają świeżemu asortymentowi. Wydaje się, że dużo większe problemy może mieć produkcja mięsna, która relatywnie słabo poradziła sobie w pierwszej fazie pandemii. Wyniki polskiego sektora mięsnego silnie zależą od eksportu, którego znaczna część przed pandemią trafiała do gastronomii. Sprzyjała temu strategia polskiego sektora mięsnego, która opierała się przede wszystkim na dużej skali i konkurencyjnym stosunku jakości do ceny, w mniejszym stopniu na budowaniu wartości dodanej i marek. O ile taka strategia była dobra na rozwój w segmencie gastronomii, to obecnie, kiedy restauracje są zamknięte, eksporterzy bez rozpoznawalnych marek mają problem z przekierowaniem swojej sprzedaży na sklepowe półki – ocenia Jakub Olipra.
Wypłata środków to szansa na ocieplenie relacji na linii rolnicy – rząd po protestach związanych z piątką dla zwierząt. Pod warunkiem jednak, że nowa wersja projektu nie obejmie tak wielu branż jak pierwotnie zgłoszona ustawa. – Decyzja o odłożeniu w czasie piątki dla zwierząt da oddech branży mięsnej, która i tak ma teraz problem z pandemią. Ograniczenie uboju rytualnego wymusiłoby na wielu producentach drobiu i wołowiny szukanie nowych rynków zbytu, co odbiłoby się na niższej marży – dodaje analityk.
O tym, czy przyznane kwoty satysfakcjonują rolników, będzie można przekonać się po wydaniu ostatecznych decyzji. Zgodnie z przepisami kierownik biura powiatowego wydaje je w terminie 75 dni od dnia zakończenia naboru, czyli najpóźniej do 21 grudnia. Wypłata nastąpi w miesiącu wydania decyzji, zatem ARiMR planuje zamknąć projekt wraz z końcem roku.
Na pomoc dla rolników przeznaczono 273,4 mln euro