Jeszcze kilka lat temu lądowały na śmietnikach. Niespodziewanie meble z lat 50. i 60. okazały się perełkami designu. A także dla specjalistów od prawa autorskiego.
Rok 1959, Katedra Wzornictwa Przemysłowego w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych w Poznaniu. Profesor Rajmund Teofil Hałas pokazuje prosty, nowoczesny regał swojego projektu. Idealny do modernistycznych, stawiających na funkcjonalność mieszkań, jakie nie tylko w Polsce są obowiązującym po wojnie trendem. Mebel można było złożyć samodzielnie, bez użycia narzędzi, w kilkanaście minut. System łączenia półek za pomocą klamr ze stali nierdzewnej pozwalał dowolnie konfigurować je w pionie i w poziomie. W efekcie regał mógł pełnić zarówno funkcję mebla przyściennego, jak i wolnostojącego, dzielącego przestrzeń wnętrza. Na dodatek można go było dopasować do wysokości mieszkania.
Reklama
– Wyglądał naprawdę nowocześnie, wyprzedzał swoje czasy. I właściwie chyba dlatego nigdy nie trafił do produkcji. Powstał tylko jeden egzemplarz, a do naszych czasów przetrwało tylko jedno zdjęcie tego mebla – Karol Starczewski, szef poznańskiej fundacji Nowy Model, prowadzi do warsztatu, gdzie właśnie olejowane są dębowe półki świeżo wykonanego mebla. – Na podstawie tej jednej fotografii odtworzyliśmy cały mebel. Oczywiście wprowadziliśmy pewne zmiany, choćby taką, że półki obecnie są drewniane, a nie ze sklejki. Czasy się zmieniły i nie brakuje nam surowca, więc nie trzeba oszczędzać. Ale kluczowa jest tu konstrukcja pozwalająca zmieniać ułożenie mebla – dodaje.

Reklama
I o tę właśnie konstrukcję wybuchł konflikt. Do tego taki na linii polsko-niemieckiej.
Nowość po pół wieku
Poznańska fundacja produkuje i sprzedaje regał od 2013 r. Nie robi tego na wielką skalę – do tej pory sprzedało się jakieś 70 sztuk – ale zdobywa kolejne wzornicze nagrody. Niespodziewanie jeden z fanów na Facebooku podesłał im link do zdjęć i oferty niemieckiego start-upu meblowego MLab. A tam znajdował się bardzo podobny mebel: zwłaszcza technologia łączenia i zmieniania wysokości półek przypominała projekt prof. Hałasa. Poznaniacy byli oburzeni: – To był spory wysiłek odtworzyć i wypromować mebel. Dostał tytuł „Must Have” na Łódź Design Festival oraz wygrał w konkursie na najlepiej zaprojektowane produkty i usługi na polskim rynku Dobry Wzór 2016, organizowanym przez Instytut Wzornictwa Przemysłowego – opowiada Agnieszka Ziółkowska z fundacji i zapewnia, że projekt mebla mają zastrzeżony jako wzór przemysłowy na terenie całej Unii Europejskiej. Niemcy odpisali tylko: „Nie znamy waszej firmy ani wspomnianego projektu. Prosimy usunąć oznaczenie naszej firmy i oskarżenia o plagiat, inaczej podejmiemy kroki prawne”.
Z mecenas Magdaleną Miernik, redaktor naczelną serwisu prawniczego dla branży kreatywnej Lookreatywni.pl, oglądamy dokładnie oba projekty regałów: polski i niemiecki. – Oba pomysłowe, choć ten Hałasa choćby dlatego, że zaprojektowany blisko 60 lat temu, bardziej. To musiała być naprawdę światła myśl designerska, by opracować wtedy taki mebel. Na pierwszy rzut oka prościutki, mamy tu w końcu przecież tylko drewno i metal. Ale kwestia technicznego rozwiązania, pozwalającego samodzielnie zmieniać wysokość mebla, jest wyjątkowa i przemawia za tym, że ten projekt jak najbardziej spełnia przesłanki niezbędne do rejestracji wzoru. Czyli nowości, stosowalności w produkcji przemysłowej i użyteczności – tłumaczy prawniczka i dodaje, że choć to spore wymagania to jednak mniejsze niż przy nadawaniu patentu, gdzie wymaga się dodatkowo od produktu innowacyjności. – Wzory przemysłowe i użytkowe nazywane są młodszymi braćmi patentów, co w żadnym razie nie umniejsza ich znaczenia – mówi.
I taką właśnie ochronę prawną na system mocowania drewnianych półek za pomocą metalowych klamr jako wzór przemysłowy numer 002337949-0001 od listopada 2013 roku ma fundacja Nowy Model. – Ale czy to wystarczy? Szykuje się bardzo ciekawa prawna sprawa. Ile tu inspiracji, a ile plagiatu? Czy mebel, który nie jest w rozumieniu prawa patentowego całkowitą nowością, bo przecież pochodzi z lat 50., podlega ochronie prawno-patentowej? Czy skopiowanie musi być jeden do jednego, by prawo zostało złamane, czy – jak pojawia się w wykładni prawa – wystarczy ocena znacznego podobieństwa w oczach „zorientowanego użytkownika”? Czy dwa skrzyżowane ramiona wsporników to to samo co jedno? Czy to, że otwory do ich regulacji są zabezpieczone metalową osłonką, oznacza, że gdy tej osłonki nie ma, to jest to inny produkt? Czy znaczenie ma grubość półek albo ich długość? A może wystarczy to, że jeden mebel do drugiego jest po prostu zaskakująco podobny? – rozważa mecenas Miernik i tłumaczy, że przy oskarżeniu o plagiat projektu mebla nie ma prostych pytań i jednoznacznych odpowiedzi. A co dopiero, gdy podejrzenie splagiatowania dotyczy mebla, którego pierwotny projekt pochodzi sprzed ponad 50 lat. – Zresztą to na pewno dopiero początek podobnych sporów. Wraca do obiegu coraz więcej mebli i elementów designu sprzed dekad. Niekoniecznie wtedy prawa do nich były zastrzegane, a nawet jeżeli, to te zapisy prawne zazwyczaj już wygasły, a nowi posiadacze licencji czy po prostu producenci nie zawsze wiedzą, jak zadbać o swoje prawa autorskie – dodaje prawniczka.
366 i RM58
Design z lat powojennych, długo pogardzany jako ubogi i oszczędny w środkach, święci dziś tryumfy na fali nostalgii. Powodów jest kilka: moda na vintage, potrzeba wyróżnienia się wśród klientów, najzwyklejszy na świecie sentyment. Peerelowskie wzornictwo wpisuje się również w poszukiwania „narodowego” wzornictwa. – Takie po części były też powody powołania naszej fundacji, czyli chęć wypełnienia dziury w historii polskiego designu z czasów PRL. Kiedy w Skandynawii, Danii, Holandii powstawały świetne projekty, budowała się marka tamtejszych projektantów i u nas podobnie powstawały bardzo ciekawe meble, które jednak w ogromnej części zatrzymywały się na etapie akademickim. Były za drogie, za nowoczesne, za mało oczywiste, by trafić do produkcji – opowiada Starczewski. – Drobni rzemieślnicy mieli problem z pracą, bo ograniczano im dostęp do materiałów. Fabryki zaś robiły to, co było tanie, bez specjalnego zwracania uwagi na jakość, bo i tak wszystko sprzedawało się na pniu. Po latach odkrywamy, jak wiele świetnej myśli wzorniczej popadło w zapomnienie. A my chcemy ją na nowo pokazać, dać tym meblom prawdziwe życie – tłumaczy szef Nowego Modelu.
Ruch powrotu do designu sprzed lat jest już masowy. Odkrywanie wzornictwa sprzed lat zaczęło się od muzealnictwa. Pierwszym impulsem była wystawa „Rzeczy pospolite” z samego początku XXI wieku, która objechała muzea w Warszawie, Poznaniu i Krakowie. Nie zawsze było to wzornictwo najwyższych lotów, ale ekspozycja odświeżała pamięć o tym, co projektowało się w czasach głębokiego PRL. Prawdziwe przyspieszenie nastąpiło jednak dopiero w ostatnich latach. Najpierw za sprawą zorganizowanej w Muzeum Narodowym w Warszawie wystawy „Chcemy być nowocześni”, prezentującej niedostępne na co dzień zbiory wzornictwa przemysłowego z lat 1955–1968. Obejrzało ją ponad 30 tys. osób. Druga zaś to „Polski New Look” we Wrocławiu, czyli ceramika użytkowa lat 50. i 60. XX wieku.
Wtedy zaczął się boom. Nagle przypomniano sobie, że w PRL rodziła się historia polskiego wzornictwa przemysłowego. Gdyby Polska była wtedy wolnym krajem, gdyby te projekty miały szanse być pokazywane szerokiemu odbiorcy, wiele z nich mogło stać się ikonami światowego designu. A więc dlaczego do nich nie wrócić? I nie chodzi wyłącznie o renowację starych mebli. To także kolekcje inspirowane modernistycznym stylem sprzed pół wieku. A także reedycje projektów od dawna zapomnianych. Głośne powroty ostatnich lat to dwa fotele. Jeden był masówką, wyprodukowano go jakieś pół miliona sztuk. Drugi był niespełnionym marzeniem, za drogim do realizacji, które musiało czekać kilka dekad, by trafić do ludzi.
Pierwszy to model 366 zaprojektowany w 1962 r. przez Józefa Chierowskiego. Od razu stał się prawdziwym hitem sprzedażowym. Przez ponad 20 lat model 366 nie schodził z linii produkcyjnej fabryki w Świebodzicach. Prosty, wygodny, pasujący do mieszkań z wielkiej płyty, lecz także do starych kamienic Chierowski był hitem w całym wschodnim bloku. Potem weszło nowe wzornictwo i o popularnym modelu zapomniano. Aż dwójka młodych projektantów z firmy 366 Concept, Agata Górka i Maciej Cypryk, postanowiła przypomnieć klasyczny fotel. Wznowiła jego produkcję, dysponując wyłączną licencją na prawa autorskie.
Ten drugi fotel to RM58 Romana Modzelewskiego z 1958 r. Był on jednym z pierwszych zrealizowanych w Polsce i w Europie mebli z tworzywa sztucznego. Wyprodukowano tylko kilkadziesiąt sztuk na własne potrzeby Modzelewskiego, bo projekt okazał się i za nowoczesny, i za drogi. Musiał więc odczekać pół wieku, by trafić na fascynatów designu. Jakub Sobiepanek w ramach swojej pracy magisterskiej na ASP założył firmę Vzór, która miała zająć się komercjalizacją mebli z lat 50. i 60. Wybór padł na projekty Modzelewskiego. W efekcie w 2012 r. model RM58 po raz pierwszy pojawił się na rynku jako produkt, a nie tylko designerski pomysł. Wkrótce Vzór uruchomił produkcję kolejnych projektów Modzelewskiego – foteli ze sklejki RM56 i RM57.
Oczywiście przykładów reaktywacji modernistycznych mebli jest więcej. Firma Mamsam wznowiła produkcję drucianego krzesełka ogrodowego Henryka Sztaby, zaś Paged Meble – krzesła zaprojektowanego przez Mariana Sigmunda w 1957 r. Wspomniany Nowy Model oprócz regału Hałasa przywrócił do produkcji także jego taboret imugo z giętym siedziskiem i krzesło Kowalskiego zaprojektowane przez Bogusławę i Czesława Kowalskich.
Stasia i Wera
Przywracanie wzornictwa z lat PRL i zdobywanie praw do produkcji okazuje się bardzo skomplikowanym zadaniem. – Przecież do każdego z tych projektów ktoś ma prawa. Nie da się tak zwyczajnie stwierdzić, że nam się dany mebel podoba, więc zaczniemy go produkować – tłumaczy mecenas Miernik. – Pracę trzeba zacząć od znalezienia właścicieli praw. Pół biedy, gdy jest konkretny spadkobierca, ale część z tych projektów posiadają różne instytucje, np. Instytut Wzornictwa Przemysłowego – dodaje prawniczka.
W przypadku mebli Hałasa i Modzelewskiego okazało się, że ścieżka prawna nie była trudna. Obaj projektanci już nie żyli, ale prawa do projektów odziedziczyły ich żony: Stanisława Hałas i Wera Modzelewska. Fascynaci designu sprzed lat nie mieli większego problemu z dotarciem do pań i przekonaniem ich, że projekty ich mężów zasługują na przypomnienie.
– Stasia Hałas nie dysponowała niczym więcej niż zdjęcie regału, ale nam to wystarczyło – wspomina Starczewski.
– Pani Wera miała tylko jedno zdjęcie fotela, ale przeszukała wszelkie możliwe dokumenty i co najważniejsze, miała kilka oryginalnych foteli, z których jeden został zabrany przez nas do prac, zeskanowany w technologii 3D, dokładnie opracowany pod kątem wdrożenia przemysłowego – wspomina Jakub Sobiepanek. – Znalazł się nawet patent z 1962 r. na ten mebel, z dokładnymi rysunkami, przekrojem fotela, ale ten dokument pani Werze udało się odnaleźć, dopiero gdy już na własną rękę opracowaliśmy metodę produkcji – dodaje.
W obu przypadkach nowi producenci mebli ze spadkobierczyniami podpisali umowy, nie tylko płacąc im za odkupienie licencji, lecz także zapewniając tantiemy od sprzedaży każdego mebla na podstawie projektów autorów.
Tu jednak podobieństwa od strony prawnej się kończą. Projekt regału Hałasa ponownie zgłoszono do Urzędu Patentowego i zarejestrowano go jako wzór przemysłowy. Vzór zaś nie zdecydował się na taki krok w przypadku RM58. – Prawnicy niespecjalnie widzieli tu szansę na ponowne patentowanie wzoru. Nie ma tu efektu nowości, bo przecież mebel ten de facto ma kilkadziesiąt lat. Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że to mebel bardzo charakterystyczny, któremu udało się z sukcesem wrócić na rynek, a więc może być łakomym kąskiem do plagiatów. Ale nie da się przed nimi ustrzec – rozkłada ręce Sobiepanek i dodaje, że niestety dziś to powszechny problem na rynku designu. – Nawet gigantyczne firmy mają z nim do czynienia – dodaje szef Vzoru i jako przykład podaje charakterystyczne krzesła szwajcarskiej formy Vitra, z plastikowymi siedziskami, na delikatnych drewnianych nóżkach. – To bardzo rozpoznawalny wzór, który w oryginale kosztuje około 1500 złotych, a jego podróbki nawet w supermarketach można kupić 10 razy taniej.
Stały się na tyle rozchwytywane, że na rynku pełno mebli opisywanych przez producentów i sprzedawców jako „inspirowane Vitrą”. A skoro inspirowane, to są w nich różnice w porównaniu z oryginałem, a więc plagiatem raczej nie są.
– Oczywiście walka z plagiatowaniem wzornictwa jest niezwykle trudna, szczególnie gdy dotyczy tak skomplikowanej sytuacji jak wzory, które po raz pierwszy pojawiły się kilkadziesiąt lat temu. Ale to nie znaczy, że nie ma środków ochronnych. Właśnie to, że funkcjonują dwie instytucje wzoru użytkowego i wzoru przemysłowego, które można odmiennie stosować, w pierwszym wypadku chroniąc bardziej kwestie wizualne, w drugim technologiczne, daje spore szanse autorom i producentom – tłumaczy mecenas Miernik. Dodaje, że kilka lat temu szwajcarskim liniom kolejowym udało się wywalczyć ochronę wzoru ich zegarów dworcowych i to w starciu z samym Apple. Potentat wykorzystał charakterystyczny design zegarów w aplikacji na iPhone’a, a gdy się to wydało, poszedł na ugodę i zapłacił za skorzystanie z designu.
– Zdajemy sobie sprawę, i podkreślają to też nasi prawnicy, że sprawa nie jest z punktu widzenia prawa jednoznaczna. Ale mamy obowiązek zawalczyć o to, by wkład polskich twórców w rozwój światowego designu był doceniany – podkreśla Starczewski.