W uzasadnieniu uchwały Sąd Najwyższy „na marginesie” uznał, że „co do zasady termin przedawnienia roszczeń o zwrot nienależnie spełnionych świadczeń może rozpocząć bieg dopiero po podjęciu przez kredytobiorcę-konsumenta wiążącej (świadomej, wyraźnej i swobodnej) decyzji w tym względzie. Dopiero bowiem wtedy można przyjąć, że brak podstawy prawnej świadczenia stał się definitywny (na pewne podobieństwo przypadku do condictio causa finita), a strony mogły zażądać skutecznie zwrotu nienależnego świadczenia (por. art. 120 § 1 zd. 1 k.c.).”

Jako że powyższe stwierdzenie pojawiło się jedynie na marginesie zasadniczych rozważań, Sąd Najwyższy ograniczył się jedynie do wskazania, że jest to wynik zastrzeżonej dla kredytobiorcy-konsumenta możliwości „podjęcia ostatecznej decyzji co do sanowania niedozwolonej klauzuli (i uniknięcia w ten sposób skutków nieważności umowy) albo powołania się na całkowitą nieważność umowy także wtedy, gdy mogłaby zostać utrzymana w mocy przez zastąpienie klauzuli abuzywnej stosownym przepisem”.

Uzasadnienie to mnie jednak nie przekonuje i to co najmniej z kilku powodów.

Po pierwsze, odnosi się ono jedynie do sytuacji, w której umowa jest uznawana za nieważną na skutek eliminacji z niej klauzul niedozwolonych. Co natomiast, jeżeli taka umowa jest nieważna in genere, bowiem jest sprzeczna z naturą stosunku prawnego? W takiej sytuacji konsument nie ma nic do powiedzenia, bowiem do uznania umowy za nieważną nie jest potrzebne niczyje działanie. Jest to zatem pewien fakt. W takiej sytuacji konsument nie ma także prawnych narzędzi do żądania od sądu utrzymania umowy w mocy, bowiem przepisy o bezwzględnej nieważności umowy takowych nie przewidują. Do stwierdzenia bezwzględnej nieważności nie znajdą także zastosowania wywodzone z ostatnich orzeczeń Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej wnioski, że ostateczna decyzja należy do konsumenta, który może wybrać czy chce uznania umowy za nieważną (zgodnie z treścią orzeczeń TSUE unieważnienia) czy też utrzymania jej w mocy, co z kolei obliguje sąd do poszukiwania odpowiedniego dla konsumenta rozwiązania pozwalającego ten skutek osiągnąć.

Bezwzględna nieważność umów kredytów/pożyczek indeksowanych/denominowanych wynikająca z ich sprzeczności z naturą stosunku prawnego, nie jest przy tym zagadnieniem nowym. Wręcz przeciwnie, jest ona podnoszona od dawna w orzecznictwie, np. w wyrokach Sądu Okręgowego w Warszawie z dnia 12 października 2020 r. (XXV C 608/18) czy Sądu Apelacyjnego w Warszawie z dnia 25 września 2020 r. (VI ACa 332/19). W obu przypadkach sądy uznały, że zapisy zawarte w umowie uchybiają zasadom równowagi kontraktowej stron w sposób sprzeciwiający się zasadom swobody umów, zaprzeczając istocie stosunku obligacyjnego w rozumieniu art. 353[1] kc. Kwestia ta jest także podnoszona wśród komentatorów oraz osób zajmujących się tematyką kredytów tzw. frankowych.

Drugim powodem, dla którego stanowisko Sadu Najwyższego w mojej ocenie nie powinno być zaakceptowane i powielone w odpowiedzi na piąte pytanie rozpoznawane w sprawie III CZP 11/21, to fakt, że do uznania danego postanowienia za niewiążące konsumenta nie jest potrzebne żadne działanie z jego strony. Postanowienia regulujące kwestię klauzul abuzywnych są w tym względzie wyjątkowo jednoznaczne – „postanowienia umowy zawieranej z konsumentem nieuzgodnione indywidualnie nie wiążą go, jeżeli kształtują jego prawa i obowiązki w sposób sprzeczny z dobrymi obyczajami, rażąco naruszając jego interesy (niedozwolone postanowienia umowne).” Nie znajduje przy tym uzasadnienia twierdzenie niektórych pełnomocników zajmujących się tą tematyką, że takie sformułowanie powoduje bezskuteczność jednostronną, która oznacza, że przedsiębiorca jest takim postanowieniem dalej związany. Jest rzeczą oczywistą, bowiem wynikająca z natury klauzul niedozwolonych, że postanowienie abuzywne rażąco narusza interes konsumenta i jest sprzeczne z dobrymi obyczajami. Nie wyobrażam sobie, żeby jakikolwiek świadomy abuzywności danego postanowienia konsument wymagał od przedsiębiorcy stosowania takiego postanowienia. Oznaczałoby to bowiem, że działa wyłącznie na swoją niekorzyść.

Podkreślenia wymaga również, że klauzule indeksacyjne/denominacyjne stanowią główne świadczenia stron umów kredytów/pożyczek indeksowanych/denominowanych. Potwierdza to najnowsze orzecznictwo Sądu Najwyższego w tym wyroki z dnia 4 kwietnia 2019 r., (III CSK 159/17), z dnia 9 maja 2019 r., (I CSK 242/18), z dnia 11 grudnia 2019 r., (V CSK 382/18) oraz najnowsze z dnia 30 września 2020 r. (I CSK 556/18). To ostatnie orzeczenie jest o tyle znaczące, że Sąd Najwyższy jednoznacznie wskazał w jego uzasadnieniu na konieczność odstąpienia od prezentowanego dotychczas stanowiska, a w efekcie uznanie, że zastrzeżone w umowie kredytu złotowego indeksowanego do waluty obcej klauzule kształtujące mechanizm indeksacji określają główne świadczenie kredytobiorcy.

Skoro zatem klauzule indeksacyjne/denominacyjne powszechnie uznawane są za klauzule niedozwolone, co prowadzi do wniosku, że nie wiążą one konsumentów, to oznacza to, że umowy takie są nieważne ex tunc (od początku) i to nawet przyjmując argumentację o wyłącznie jednostronnym niezwiązaniu takim postanowieniem konsumenta. Pamiętać bowiem należy, że umowy są czynnościami co najmniej dwustronnymi dochodzącymi do skutku z chwilą złożenia przez strony zgodnych oświadczeń woli. Jeżeli zatem konsument nie jest związany postanowieniami stanowiącymi główne świadczenie kredytobiorcy, to nie można mówić aby doszło do złożenia przez strony zgodnych oświadczeń woli co do treści stosunku prawnego.

Przy przyjęciu, że klauzule indeksacyjne/denominacyjne stanowią główne świadczenia stron, bez których umowa nie może istnieć, w mojej ocenie, wrócić należy do początku tego tekstu i argumentów dotyczących bezwzględnej nieważności umowy i jej skutków.

Po trzecie, przychylenie się do stanowiska Sądu Najwyższego, zgodnie z którym bieg terminu przedawnienia roszczenia przedsiębiorcy względem konsumenta, rozpoczyna się z chwilą „podjęcia przez kredytobiorcę-konsumenta wiążącej (świadomej, wyraźnej i swobodnej) decyzji w tym względzie” oznaczałoby w istocie, że roszczenia przedsiębiorców względem konsumentów, którzy nie zdecydują się na jakiekolwiek działania, nigdy się nie przedawnią. Mając przy tym na uwadze konieczność zapewnienia konsumentom odpowiedniej ochrony oraz osiągnięcia stabilności i pewności stosunków społecznych, co jest podstawowym celem instytucji przedawnienia, stanowisko Sądu Najwyższego zaprezentowane w uchwale musi zostać odrzucone.

Jeżeli zaś chodzi o ostatnie zdanie należące do konsumenta, o którym wspomniał Sąd Najwyższy, to w moim przekonaniu nie można go utożsamiać z prawem konsumenta do decydowania o tym czy umowa jest ważna bądź też nie. Orzecznictwo TSUE takich uprawnień konsumentom nie daje. Nakłada ono na sądy krajowe jedynie obowiązek rozważenia skutków uznania umowy za nieważną, jeżeli po wyeliminowaniu z niej niedozwolonych postanowień umownych umowa taka nie może dalej obowiązywać, a w ocenie sądu jej upadek będzie dla konsumenta niekorzystny. Działanie to, jako działanie sanacyjne (uzdrawiające), powinno być jednak rozważane jako następcze i regulujące dany stosunek prawny wyłącznie na przyszłość. Będzie ono zatem działaniem o charakterze konstytutywnym, tj. tworzącym pewien nowy stan. W mojej ocenie powinno ono przybrać formę odnowienia, tj. zamiany zobowiązań stron do rozliczeń wynikających z nieważnej umowy kredytowej na zobowiązanie nowe, którego treść strony ustalą w drodze negocjacji. Ramy prowadzonych negocjacji powinien jednak zakreślić sąd, na co wskazuje TSUE w wyroku z dnia 25 listopada 2020 r. w sprawie Banca B (C-269/19).

Mając na uwadze powyższe, w mojej ocenie, w sprawach tzw. frankowych nie ma powodu i jakiegokolwiek uzasadnienia dla odejścia od ogólnych zasad ustalania początku biegu terminu przedawnienia dla zobowiązań bezterminowych, zgodnie z którymi rozpoczęcie biegu następuje w dniu, w którym świadczenie powinno być spełnione, gdyby wierzyciel wezwał dłużnika do wykonania zobowiązania w najwcześniej możliwym terminie, niezależne od świadomości uprawnionego co do przysługiwania mu roszczenia. Stanowisko to jest przy tym zgodne także ze stanowiskiem prezentowanym w orzecznictwie Sądu Najwyższego – przykładowo w wyroku z dnia 24 kwietnia 2003 r. (I CKN 316/01). Oznacza to, że termin przedawnienia roszczeń banku o zwrot kapitału powinien być liczony od spełnienia przez niego świadczenia, tj. wypłaty kapitału.

adw. Wiktor Budzewski / Media

Ostateczne rozstrzygnięcie kwestii rozpoczęcia biegu terminu przedawnienia z całą pewnością wymaga zatem pogłębionej analizy, a ewentualna konkluzja nie powinna być dokonana na marginesie i sprowadzać się wyłącznie do prostego sformułowania, że wynika ona z uprawnienia konsumenta do podjęcia ostatecznej decyzji co do sanowania niedozwolonej klauzuli albo powołania się na całkowitą nieważność umowy. Jak zostało to wskazane powyżej, jest to bowiem zagadnienie dużo bardziej skomplikowane.

Mając zatem na uwadze doniosłość przedmiotowej kwestii, w mojej ocenie wskazane jest aby Sąd Najwyższy odpowiadając na pytanie piąte w sprawie III CZP 11/21 rozważył przedstawiony mu do rozstrzygnięcia problem także w kontekście sprzeczności umów kredytów/pożyczek indeksowanych/denominowanych z naturą stosunku prawnego, a tym samym ich bezwzględnej nieważności. Uwzględnienie tej kwestii pozwoli dopiero rozwiać wszystkie wątpliwości mogące powstać przy rozstrzyganiu rozliczeń stron po stwierdzeniu nieważności umów kredytów/pożyczek indeksowanych/denominowanych.

Wiktor Budzewski, adwokat w kancelarii Kurpiejewski Budzewski i Wspólnicy sp.k