Będzie próbował rozkochać albo stać się bratnią duszą. Nie zna problemu, którego nie rozwiąże, ani sytuacji, z której nie znajdzie wyjścia. Im bardziej skusi klienta, tym większą wyciągnie prowizję. Środek tygodnia, późne popołudnie w jednym z warszawskich biur w Śródmieściu. Za dużym oknem na ostatnim piętrze rozciąga się panorama miasta. Są skórzane kanapy, kilka kolonialnych mebli i miękki dywan. Asystentka za chwilę przyniesie aromatyczną kawę z ziaren rzadkiego gatunku. Na fotelu prezesa on. Młody, około 35-letni mężczyzna z delikatnym zarostem. W eleganckim garniturze i z nonszalancko rozpiętym kołnierzykiem u koszuli siedzi za biurkiem, kończąc ostatnie notatki w kalendarzu.
Z wchodzącą do biura klientką (35–40 lat, atrakcyjną brunetką) wita się podwójnym uściskiem dłoni i hollywoodzkim uśmiechem. Brunetka natychmiast lekko się rumieni. Mężczyzna ma urok i klasę. I na pewno jest profesjonalistą. Ignorant nie przyjmowałby w tak eleganckim biurze w centrum stolicy. Kobieta chce kupić najlepszą na rynku polisę na życie, która ochroni ją przed rakiem, wypadkiem samochodowym, utratą wzroku, pracy, a może i dachu nad głową. Dodatkowo chce zainwestować część oszczędności w prężnie działający fundusz. Koleżanka polecała jej powierniczy. Lepiej trafić nie mogła.
Złapać na haczyk