Pogląd ten rzecznik finansowy Aleksandra Wiktorow wyraziła w stanowisku do sprawy toczącej się przed Sądem Najwyższym. Zostało ono zainicjowane pytaniem prawnym, jakie zadał jeden z sądów okręgowych. Nabrał on wątpliwości, czy świadczenie wypłacane przez ubezpieczyciela w przypadku przedterminowego rozwiązania przez klienta umowy o polisolokatę (świadczenie wykupu) jest świadczeniem głównym czy ubocznym. Odpowiedź na to pytanie (ma być znana 3 grudnia 2015 r.) ma fundamentalne znaczenie dla analizy abuzywności postanowień umownych, które pozwalają ubezpieczycielom – w przypadku wcześniejszego rozwiązania umowy przez klienta – zatrzymać większą część (w niektórych przypadkach nawet 90 proc.) zgromadzonych na funduszu środków. Zgodnie bowiem z art. 3851 par. 1 kodeksu cywilnego świadczenia główne stron sformułowane w sposób jednoznaczny nie mogą być oceniane pod kątem łamania zakazów czy ograniczeń, przewidzianych dla niedozwolonych postanowień umownych.

Spór o opłatę likwidacyjną

Spór o opłatę likwidacyjną

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Charakter świadczenia

Wątpliwości co do charakteru tego typu postanowień umownych nie ma rzecznik finansowy. Zdaniem Aleksandry Wiktorow świadczenie wykupu nie jest świadczeniem głównym stron. Taki charakter w przypadku umów ubezpieczenia na życie z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym można bowiem przypisać jedynie dwóm świadczeniom (patrz: grafika).

Mało tego – Aleksandra Wiktorow stawia tezę, że świadczenie wykupu w ogóle nie jest świadczeniem w rozumieniu kodeksu cywilnego.

Podobnie uważa również Krzysztof Lehmann, autor bloga KonsumentwSieci.pl. Jego zdaniem wypłata wartości wykupu to jeden z obowiązków ubezpieczyciela, odrębny od świadczenia głównego umowy, czyli inwestowania na zlecenie aktywów ubezpieczeniowego funduszu kapitałowego. Jak przekonuje, nie jest to zatem świadczenie, lecz element stosunku zobowiązaniowego.

Z kolei Aleksandra Wiktorow podkreśla, że w chwili zawarcia umowy kwota wykupu jest nieznana. „Żadna ze stron nie wie i nie może przewidzieć, jaka będzie kwota wykupu – nie tylko ze względu na brak wiedzy o wartości poszczególnych aktywów nabytych przez ubezpieczyciela, lecz także z uwagi na nieokreślony moment, w którym roszczenie o wypłatę wartości wykupu stanie się wymagalne” – podkreśla w piśmie skierowanym do SN. W związku z tym jej zdaniem nie jest możliwe, aby kwota wykupu została wystarczająco zindywidualizowana co do treści i mogła zostać objęta porozumieniem stron.

Podobnego zdania jest dr Alicja Szczęśniak, adwokat.

– Nie można stwierdzić, by uprawnienie konsumenta do wcześniejszej likwidacji polisolokaty – co nie przynosi mu żadnych korzyści – było świadczeniem towarzystwa na rzecz konsumenta, a tym bardziej że jest jednym z głównych świadczeń – uważa.

Przerzucenie kosztów

Co więcej, w piśmie do SN Aleksandra Wiktorow wykazuje, że świadczenie wykupu to nic innego jak ukryta opłata likwidacyjna. Jak wyjaśnia, „mechanizm zerowej wartości wykupu w pierwszym roku trwania umowy ubezpieczenia jest tożsamy z pobieraniem opłaty likwidacyjnej równej 100 proc. wartości środków zgromadzonych na rachunku”. I, jak tłumaczy, cel tych dwóch mechanizmów jest właściwie taki sam: przerzucenie na ubezpieczonych początkowych kosztów ubezpieczenia, a więc prowizji i innego rodzaju wynagrodzenia agenta ubezpieczeniowego. W tym przypadku opłata likwidacyjna ma charakter ukryty, co wprowadza konsumenta w błąd co do rzeczywistyej efektywności produktu ubezpieczeniowego. Rzecznik podkreśla również, że „nie istnieje żaden przepis prawa, który dopuszczałby zwrot poniesionych kosztów (przez ubezpieczyciela – red.) w przypadku przedterminowego rozwiązania umowy ubezpieczenia na życie”.

Rzecznik stawia tezę, że „na gruncie stosunków zobowiązaniowych opłata likwidacyjna nie jest dopuszczalna prawnie ze względu na brak ekwiwalentnego świadczenia po stronie ubezpieczyciela”.

Jak bowiem twierdzi Aleksandra Wiktorow, nie istnieje w takiej sytuacji żadne świadczenie, jakie ubezpieczyciel spełniałby na rzecz klienta, za które ten miałby mu płacić. W przypadku przedterminowego odstąpienia od umowy przedsiębiorca wypłaca jedynie klientowi zgromadzone przez niego środki. A czynność ta, jak wypłata z rachunku bankowego, ma charakter techniczny.

Ubezpieczyciele twierdzą, że opłata likwidacyjna ma być ekwiwalentem świadczenia, jakim jest likwidacja polisy. Nie zgadza się z tym jednak rzecznik, która przypomina, że likwidacja polisy to nic innego jak uprawnienie ubezpieczonego, który w każdym czasie może doprowadzić do rozwiązania umowy. I nie ma powodu, by pobierać od niego wysoką opłatę za skorzystanie z tego uprawnienia.