Jeżeli założyć, że w przypadku skrajnie niekorzystnej linii orzeczniczej Sądu Najwyższego dojdzie do realizacji takiego czarnego scenariusza, to pojawi się istotny problem społeczny, ekonomiczny, polityczny. Tłem są poważne turbulencje gospodarki w następstwie pandemii COVID-19.
Problem toksycznych kredytów walutowych mieli rozwiązać politycy. Nie chodziło przy tym o listek figowy, lecz o realne rozwiązanie. Wyszło jednak jak wyszło. Ciężar uporania się z problemem przerzucono na wymiar sprawiedliwości. Sądy orzekają jednak w sprawach konkretnych roszczeń pomiędzy konkretnymi stronami. Tymczasem problemem nie jest koszt przegrania przez bank jednego czy kilku procesów. Problemem jest zjawisko skali: niekorzystne rozstrzygnięcie prawne pomnożone przez potencjalną liczbę umów kredytów walutowych. Nie chodzi też o to, by banki w ogóle uniknęły finansowej odpowiedzialności za swój toksyczny produkt. Chodzi o to, aby przez ewentualny skrajny ostracyzm orzeczniczy nie doszło do wylania dziecka z kąpielą.