Banki nie palą się do tworzenia specjalnych ofert przewalutowania dla frankowiczów, którzy przetrwali czarny czwartek i duże wahania kursu w latach 2015 i 2016.
Po trzech burzliwych latach jedno już wiemy: kurs franka ma znikomy wpływ na jakość obsługi hipotecznych kredytów walutowych. Widać to w zestawieniach, jakie sporządza Biuro Informacji Kredytowej, i w danych zbieranych przez NBP. BIK porównał, jak zmieniała się od stycznia 2015 r. – czyli od gwałtownego umocnienia franka po rezygnacji przez Bank Szwajcarii z obrony kursu 1,2 euro za CHF – korelacja między kursem a liczbą kredytów opóźnionych w spłacie. – Wygląda na to, że tej korelacji nie było, kurs się wahał, ale nie miało to wpływu na jakość obsługi – mówi Andrzej Topiński, główny ekonomista BIK.
BIK brał pod uwagę te kredyty, w których opóźnienie było większe niż 90 dni. Odsetek złych kredytów rósł równomiernie, bez gwałtownych skoków, co sugeruje, że było to efektem statystycznym. Nowych kredytów hipotecznych w walutach się nie udziela, więc cały portfel się zmniejsza wraz z postępującą spłatą wcześniej zaciągniętych. Nawet jeśli złych kredytów jest tyle samo, to ich udział w portfelu rośnie. I tak w drugiej połowie 2014 r. – a więc przed czarnym czwartkiem – udział złych kredytów w portfelu frankowym zwiększył się z 1,73 proc. (w lipcu) do 1,80 proc. (w grudniu). W pierwszym półroczu 2015 r. odsetek zwiększył się z 1,82 proc. do 1,90 proc. Podobne tempo było w kolejnych miesiącach z lekkim przyspieszeniem w połowie 2016 r., co analitycy wiążą z debatą na temat opcji korzystnego przewalutowania kredytów, która rozgorzała w pierwszych miesiącach 2016 r.