Faworytami w walce o drugą pulę koncesji są spółki Skarbu Państwa, ale broni nie składa też zagraniczna konkurencja.

Do wzięcia w drugiej turze postępowań jest łącznie 11 koncesji na zbudowanie po 2030 r. farm o łącznej mocy ok. 11 GW. Na razie postępowania dotyczą sześciu lokalizacji. Głównymi rywalami są dwie spółki należące do Skarbu Państwa - Orlen chce zdobyć wszystkie dostępne pozwolenia, PGE walczy obecnie o pięć z nich, przy czym dwa wnioski złożyła wspólne z Eneą.
Konkurenci starają się przekonać do siebie ministerstwo. Władze PKN Orlen podkreślają, że wybranie jednego dostawcy pozwoli na skrócenie łańcuchów dostaw i skorzystanie w większej mierze z komponentów wyprodukowanych w Polsce. Właśnie temu ma m.in. służyć współpraca z amerykańskim GE Renewable Energy, które przy wyborze Orlenu ma rozbudowywać w kraju także swoje zaplecze produkcyjne. - Nie wyobrażam sobie, żeby każdy dostał po jednej koncesji - mówił wczoraj w czasie konferencji prasowej prezes Orlenu Daniel Obajtek, argumentując, że wówczas technologia będzie pochodziła przede wszystkim z zagranicy. Jak dodawał, spółka chce, by port instalacyjny dla inwestycji Orlenu był ulokowany w Polsce. Dotychczas rynek miał jednak wątpliwości czy przygotowywany pod tym kątem przez rząd port w Gdyni będzie w stanie wziąć udział we wszystkich planowanych projektach.
Prezes Orlenu zapewnił, że spółka bierze pod uwagę alternatywy - jedną z nich jest Gdańsk. Ten jednak woli się koncentrować na działalności kontenerowej, w której się specjalizuje. „Niemniej jednak bierzemy pod uwagę możliwość wejścia w inne obszary działalności, gdyż jesteśmy strategicznymi aktywami narodowymi i wszyscy musimy starać się wspierać rozwój kraju” - mówił Charles Baker, dyrektor generalny w DCT Gdańsk, w poniedziałkowym wywiadzie dla GospodarkaMorska.pl.
PGE jak na razie jest największym wygranym pierwszej rundy koncesji. Spółka już wcześniej uzyskała zgody na trzy instalacje, z których dwie realizuje wraz z duńskim Ørsted. Liczy, że pierwsza z nich powstanie w 2026 r. W ubiegłym tygodniu firma rozpoczęła przetarg na wynajem statków instalacyjnych. W inwestycjach ma jej pomóc spory zastrzyk państwowej gotówki - w ubiegłym miesiącu wnioskowała o wykup przez Skarb Państwa emisji swoich akcji o wartości nawet 3,2 mld zł. Na razie spółki wybierają porty serwisowe. Dla Orlenu ma być to Łeba, dla PGE - Ustka.
Z walki o kolejne koncesje wycofała się Polenergia, która na mocy dotychczasowych postępowań planuje z Equinorem budowę projektów o łącznej mocy ok. 3 GW. Udziału w nowym postępowaniu nie wykluczają natomiast sami Norwegowie. Firma ze stajni Kulczyków stara się natomiast o wejście na litewską część Bałtyku. Aukcje na dostawy prądu mają się tam rozpocząć wcześniej niż w Polsce, bo już pod koniec przyszłego roku. Niedawno Polenergia utworzyła w tym celu joint venture z litewską spółką Modus Energy. Będą tam prawdopodobnie rywalizować m.in. z Orlenem, który interesuje się postępowaniami we wszystkich trzech krajach bałtyckich. Łączny rynek Litwy, Łotwy i Estonii w zakresie offshore’u szacowany jest na ok. 26 GW, jest więc ponad dwukrotnie większy niż Polski.
O nowe lokalizacje na polskiej części Bałtyku zamierza ubiegać się RWE. Największa dotąd inwestycja niemieckiego koncernu na polskim Bałtyku to farma F.E.W. Baltic II o mocy 350 MW, która ulokowana ma być niedaleko Ustki. Niemcy chcieliby jeszcze wybudować na polskim morzu wiatraki o mocy 1,5 GW. Wnioski w postępowaniu planuje złożyć też hiszpańsko-francuskie konsorcjum Ocean Winds, w którym udziały mają spółki EDP i Engie. Grupa realizuje na razie na Bałtyku jeden projekt - BC-Wind o mocy ok. 400 MW, na wysokości gminy Choczewo. Kolejnym dużym graczem, który interesuje się nowym postępowaniem koncesyjnym, jest konsorcjum włoskiego koncernu naftowo-gazowego Eni i duńskiego Copenhagen Infrastructure Partners. Chęć udziału w postępowaniu zadeklarowała też szwedzka grupa OX2, która nie ujawnia na razie, kto będzie jej polskim partnerem. Do offshore’owego wyścigu mogą też dołączyć w tej turze m.in. KGHM oraz ZE PAK (w partnerstwie z Ørsted).
Zagraniczni rywale polskich koncernów nie są jednak uznawani za faworytów batalii. W ocenie komentatorów założenia rządowego rozporządzenia premiują bowiem nasze spółki Skarbu Państwa, które - w związku ze znacznym udziałem węgla w portfolio i niewielkimi aktywami OZE - uzyskają w postępowaniu dodatkowe punkty za redukcje emisji.
W związku ze spodziewanym rozwojem polskiego off shore’u coraz więcej dzieje się także w otoczeniu biznesowym przyszłych inwestycji. Każdy z koncernów biorących udział w postępowaniach podpisuje już listy intencyjne z polskimi poddostawcami, instytutami badawczymi i uczelniami. W marcu na Uniwersytecie Morskim w Gdyni ruszyć mają pierwsze studia podyplomowe MBA dedykowane temu sektorowi, realizowane we współpracy z uczelniami z Niemiec i Danii. To pierwsza taka inicjatywa w Polsce i druga w Europie. Z kolei w Gdańsku powstaje Centrum Offshore, które ma być ośrodkiem badawczo-rozwojowym i zalążkiem „polskiej doliny offshore”.
Kołem zamachowym dla udziału krajowej produkcji w offshorze mogą stać się inwestycje w wiatraki na lądzie, które rozwijałyby firmy mogące dostarczać komponenty również na morze. By jednak infrastruktura lądowa mogła się powiększać, konieczna jest zmiana ustawy odległościowej ograniczającej budowę wiatraków na lądzie. Ta niebawem ma nastąpić. ©℗
NAJWIĘKSI GRACZE PIERWSZEJ RUNDY OFFSHORE’U / Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe