Projekt wsparcia najuboższych odbiorców energii ma zawierać definicję tzw. wrażliwego odbiorcy. Pracuje nad nią specjalny zespół utworzony w lutym przy resorcie klimatu. Ubóstwo energetyczne będzie prawdopodobnie określane za pomocą czterech kryteriów, jednym z nich ma być relacja wydatków na prąd do dochodu gospodarstwa domowego (powyżej 10 proc.). Na początku roku minister klimatu Michał Kurtyka sugerował, że może powstać jeszcze jedna, niższa taryfa na prąd, która mogłaby obejmować część odbiorców wybranych ze względu na kryterium dochodowe. Dziś prezes Urzędu Regulacji Energetyki zatwierdza zasadniczo jedną taryfę dla wszystkich gospodarstw domowych (G). Mówiono też o opcji zmiany wielkości i zasad przyznawania dodatku energetycznego.
Są to pomysły dalekie od powszechnych rekompensat za podwyżki cen prądu, które były zapowiadane w ubiegłym roku. W poniedziałek wicepremier Jacek Sasin, mówiąc o projekcie Ministerstwa Klimatu, stwierdził, że rekompensaty będą „dla wszystkich, którzy ich potrzebują”. W 2019 r. ceny m.in. dla wszystkich odbiorców indywidualnych zostały sztucznie zamrożone, a rekompensaty za to otrzymali sprzedawcy prądu. Był to pomysł ówczesnego ministra energii Krzysztofa Tchórzewskiego. Zaraz po objęciu teki wicepremiera i szefa resortu aktywów państwowych, które w dużym stopniu przejęło schedę po Ministerstwie Energii, Sasin zapowiedział rekompensaty za 2020 r., ale wypłacane bezpośrednio odbiorcom prądu. Ostatecznie projekt „rekompensat Sasina” dotyczył tylko osób z pierwszego progu dochodowego, ale w końcu i w takiej formie spełzł na niczym, bo regulacje energetyczne przejął resort klimatu, który zapowiedział „rozwiązanie systemowe” dla najuboższych zamiast powszechnych rekompensat. I tak, tegoroczne rachunki wzrosną o ok. 10 proc., a projekt wsparcia dla najuboższych ma być gotowy w połowie roku.
Reklama
Tymczasem wszystko wskazuje na to, że w 2022 r. przez drożejące pozwolenia na emisję CO2 rachunki za prąd wzrosną jeszcze bardziej. Cena na rynku terminowym z dostawami na 2022 r. to ponad 350 zł za 1 MWh, podczas gdy w 2020 r. wynosiła ok. 232 zł. Sasin budzi nadzieje odbiorców, mówiąc o możliwości dopłat do produkcji energii elektrycznej, które miałyby być wypracowane przez przyszłą Narodową Agencję Bezpieczeństwa Energetycznego (NABE). Dzięki nim miałaby zbytnio nie wzrosnąć cena dla odbiorców końcowych, ale na to przecież musiałaby zgodzić się Bruksela, a dziś trudno to sobie wyobrazić.
Z ostatniego opracowania Polskiego Instytutu Ekonomicznego wynika, że ubóstwo energetyczne w Polsce rośnie. PIE cytuje badania Uniwersytetu Szczecińskiego ws. wpływu pandemii, z których wynika, że w pierwszych pięciu miesiącach 2020 r. udział wydatków na energię w dochodzie rozporządzalnym na osobę wzrósł w stosunku do 2019 r. średnio o 1,3 proc. Według badaczy spowodowało to wzrost ubóstwa energetycznego o 13,7 proc. do 21,4 proc. „Spodziewać się można, że na chwilę obecną skala zjawiska może być jeszcze większa. Wśród rekomendowanych środków zaradczych można wymienić wprowadzenie programów socjalnych mających poprawić warunki finansowe gospodarstw domowych, a także programów związanych z efektywnością i rozwojem OZE, co z kolei powinno zmniejszyć zapotrzebowanie na energię i związane z tym koszty” – czytamy w opracowaniu naukowców.
Wydatki gospodarstw domowych na prąd i gaz