Reklama
Warto jednak spojrzeć na drugą stronę medalu i oprócz nieuchronnych kosztów dostrzec pozytywy – powstanie nowych branż, często z wykorzystaniem nowocześniejszych technologii), i nowych miejsc pracy. No i to, czemu mają służyć te wielkie zmiany – czystsze powietrze i zdrowsze środowisko.
Do rozwoju świat potrzebował energii i to się nie zmieni. Energetyka zatem nie zniknie. Branża będzie istniała nadal, tyle że będzie zupełnie inna niż dzisiaj, z zupełnie nowymi wyzwaniami, nowymi specjalizacjami, wymagającymi nowych kompetencji.
Te zmiany już się rozpoczęły. Jak wynika z raportu Instytutu Energii Odnawialnej „Mapy rozwoju przemysłu fotowoltaicznego w Polsce do 2030 r.”, w 2019 r. polski rynek fotowoltaiczny osiągnął obroty 5 mld zł i zatrudnienie 6 tys. osób. Członkowie Panelu Przemysłowego PV, czyli firmy produkcyjne, które zostały zrzeszone jako porozumienie, którego pracami koordynuje IEO, deklarują, że są w stanie do 2025 r. zwiększyć zatrudnienie o 1100 nowych i trwałych miejsc pracy. A to tylko osoby zatrudnione bezpośrednio przy produkcji modułów fotowoltaicznych i wspierających je konstrukcji nośnych.
OZE jak każda branża będzie tworzyła również miejsca pracy wokół głównych ośrodków produkcyjnych (osoby obsługi administracyjnej, montażyści czy choćby przedstawiciele handlowi), a także w branżach kooperujących, dostarczających np. komponenty do produkcji.
Kolejne tysiące miejsc pracy może przynieść lądowa energetyka wiatrowa, która – jak podkreśla resort aktywów państwowych – charakteryzuje się dużym udziałem krajowych dostawców i poddostawców (co oznacza miejsca pracy w kraju). Obecnie wskaźnik ten wynosi co najmniej 40-50 proc. Nowe przedsięwzięcia mają przynieść nawet 42 tys. miejsc pracy w 2040 r., z których 31 tys. stanowi zatrudnienie pośrednie, a 11 tys. – bezpośrednie.
Ideałem byłoby osiągnięcie takiego udziału krajowych firm w prawdziwym gamechangerze branży OZE – czyli morskiej energetyce wiatrowej. To będzie poważny element naszego miksu energetycznego w perspektywie kilku dekad i – zarówno ze względu na skalę inwestycji, jak i oczekiwane efekty – najpoważniejsze wyzwanie.
Podczas niedawnej edycji Forum 590 wiceminister aktywów państwowych Artur Soboń podkreślał, że ważne jest, aby przy tak dużej skali inwestycji (ok. 100 mld zł) wykorzystać potencjał rodzimych firm i przedsiębiorców oraz tworzyć nowe miejsca pracy w kraju. Wskazywał, że olbrzymi postęp w tej dziedzinie to szansa dla krajowych firm na co najmniej 50-proc. udział w tym projekcie. To również miejsca pracy dla prawie 80 tys. osób.
Resort przygotował partnerstwo dla rozwoju energetyki wiatrowej, które skupia ponad 150 interesariuszy. Punkt startu już jest. Więcej niż 100 polskich firm pracuje na rzecz światowego łańcucha dostaw dla energetyki wiatrowej. Przedsiębiorstwa działające w Polsce mogą już dziś dostarczyć znaczną część komponentów potrzebnych do zbudowania morskich farm wiatrowych. Obecnie większość z nich nastawiona jest na eksport, jednak skala ich działalności mogłaby być zdecydowanie większa, gdyby otworzył się dla nich rynek krajowy.
Warto przypomnieć, że morska energetyka wiatrowa to nie tylko inwestycja w same wiatraki, lecz także konieczność rozbudowy sieci elektroenergetycznych – trzeba bowiem wyprodukowany na morzu prąd dostarczyć do odbiorców w głębi lądu, to również potencjalne zatrudnienie w polskich stoczniach (które skądinąd mają już w tej dziedzinie pewne doświadczenia) – bo konstrukcje wiatraków trzeba dostarczyć na miejsce, a potem potrzebne będą jednostki do ich konserwacji. Polska stocznia CRIST wyprodukowała dwa statki instalacyjne: Innovation i Vidar, natomiast Remontowa Shipbuilding SA w Gdańsku i Poltramp Yard SA w Świnoujściu były zaangażowane w budowę statków do kładzenia kabli.
Międzynarodowa Agencja Energii Odnawialnej wylicza, że zatrudnienie w sektorze energii odnawialnej wzrosło z 7,1 mln miejsc pracy w 2012 r. do ok. 10,3 mln w 2017 r. Do 2050 r. może się zwiększyć do niemal 29 mln. To potężny globalny megatrend. Nie opłaca się pozostawać poza jego zasięgiem.