Pod koniec grudnia do konsultacji trafił projekt nowelizacji rozporządzenia w sprawie wysokości minimalnych stawek wynagrodzenia zasadniczego nauczycieli, ogólnych warunków przyznawania dodatków do wynagrodzenia zasadniczego oraz wynagradzania za pracę w dniu wolnym od pracy. Związkowcy oburzają się, że proponowane stawki podstawowej pensji są śmiesznie małe. Wciąż domagają się dla każdego uczącego w samorządowych szkołach i przedszkolach podwyżki o 1 tys. zł. – Póki budżet nie jest do końca uchwalony, wszystko może się jeszcze wydarzyć – mówi profesor oświaty Tomasz Malicki, zastępca dyrektora zespołu Szkół Zawodowych nr 2 w Krakowie.

Nauczyciele otrzymują wynagrodzenie na podstawie dotychczasowych przepisów. Rozporządzenie ma wejść w życie następnego dnia po ogłoszeniu, z zastrzeżeniem, że zgodnie z art. 30 ust. 11 ustawy – Karta Nauczyciela, podwyższenie wynagrodzeń dla nauczycieli nastąpi nie później niż w ciągu trzech miesięcy po ogłoszeniu ustawy budżetowej, z wyrównaniem od 1 stycznia 2019 r. Poprzednie podwyżki były w kwietniu 2018 r. i wtedy nauczyciele też oburzali się, że niektóre samorządy nie wypłaciły im wyższego świadczenia natychmiast. Dlatego MEN przypomina, że samorządy mają na to aż trzy miesiące. Na razie pozostaje im czekać na rozwój wydarzeń.

Wciąż walczą

Dziś i jutro w Radzie Dialogu Społecznego ma się odbyć kolejne spotkanie strony związkowej z przedstawicielami resortu edukacji. Nauczyciele nie zgadzają się na rozwiązania zaproponowane przez MEN, czyli 5 proc. podwyżki od stycznia tego roku i kolejne 5 proc. w następnym.

– Chcemy, aby każdy nauczyciel od stycznia otrzymał 1 tys. zł więcej. Z naszych wyliczeń wynika, że kwota bazowa, od której są liczone pensje dla pedagogów, w zeszłym roku wzrosła o 147,28 zł, a w tym będzie to 145,07 zł. Czyli nauczyciele będą średnio stratni o 2 zł. To gdzie tu jest mowa o realnych podwyżkach – oburza się Krzysztof Baszczyński, zastępca prezesa Związku Nauczycielstwa Polskiego.

Jeśli rząd nie przychyli się do propozycji ZNP, organizacja planuje zwołać na 10 stycznia posiedzenie zarządu i podjąć decyzję o dalszej formie protestu. Nieoficjalnie mówi się nawet o jednodniowym strajku w placówkach oświatowych.

Nie mniejszą determinację wykazuje oświatowa Solidarność, która dzień później spotyka się z szefem centrali Piotrem Dudą.

– Domagamy się od stycznia 15-proc. podwyżek płac. Oczywiście możemy spotkać się w pół drogi, ale jeśli MEN nie zmieni tych zaproponowanych stawek, to też rozważamy protest, a nawet strajk – potwierdza Ryszard Proksa, przewodniczący Sekcji Krajowej Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność”.

– Spotykamy się z posłami i senatorami. Przekonujemy ich, że te podwyżki są zbyt małe i wkrótce nie będzie osób chętnych do pracy w szkołach. Już teraz są z tym problemy – zastrzega Proksa.

Jak udało nam się nieoficjalnie dowiedzieć, być może dojdzie do spotkania Piotra Dudy z premierem Mateuszem Morawieckim i zostanie poruszona sprawa podwyżek.

Wielu nauczycieli nie chce jednak czekać, aż zostanie uchwalony budżet, bo wtedy pozycja negocjacyjna słabnie. Dlatego tuż przed świętami Bożego Narodzenia część z nich zaczęła chorować. Oficjalnie jest to inicjatywa oddolna. Nieformalnie – wspierana przez związkowców. Po nowym roku w dalszym ciągu epidemia grypy trwa.

– Mamy informacje, że w woj. koszalińskim, olsztyńskim, w tym w Mrągowie, nauczyciele w wielu szkołach są nieobecni z powodu choroby – potwierdza Ryszard Proksa.

Płaca poniżej płacy

Samorządy przyznają, że w subwencji oświatowej średnio co roku brakuje im około 500 mln zł na pokrycie wydatków związanych z wynagrodzeniami. Oburzają ich zaproponowane stawki wynagrodzeń. Wśród nich są też takie, które np. dla nauczyciela stażysty z licencjatem przewidują wynagrodzenie zasadnicze poniżej płacy minimalnej. Ta od stycznia wynosi 2250 zł, a dla stażysty z licencjatem (inżynierem) w projekcie widnieje 2230 zł.

– Oczywiście wyrównanie do minimalnej, a także zapewnienie średniej płacy oraz wypłacenia ewentualnego jednorazowego dodatku uzupełniającego najczęściej spoczywa na barkach samorządów, które muszą na ten cel wygospodarować dodatkowe pieniądze – tłumaczy Marek Olszewski, przewodniczący Związku Gmin Wiejskich RP, starosta toruński.

– Stawki dla nauczycieli określające minimalne wynagrodzenie zasadnicze nie powinny być co do zasady niższe od minimalnej płacy – postuluje.

Dyrektorzy szkół przyznają, że nauczycieli z licencjatem jest niewielu, głównie w szkołach zawodowych. Ale i tak trzeba zapłacić im więcej, niż przewiduje projekt rozporządzenia. – To jest fikcja prawna, bo to my jesteśmy pracodawcą i to my odpowiadamy za to, żeby zapewnić pensje na poziomie płacy minimalnej, a nie takim, jaki proponuje się w rozporządzeniu MEN. Pensje nauczycielom wypłaca się z góry i w tym przypadku trzeba zagwarantować tej osobie dodatek motywacyjny, choć nie wiemy, jak ona będzie pracować – mówi Izabela Leśniewska, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 23 w Radomiu.

Jedną z propozycji MEN przedstawioną związkowcom jest wprowadzenie przepisu, w którym na poziomie ustawy lub rozporządzenia określana byłaby minimalna stawka wynagrodzenia zasadniczego.

Doktor Stefan Płażek, adwokat i adiunkt z Uniwersytetu Jagiellońskiego, uważa, że minimalne wynagrodzenie zasadnicze nie powinno uwzględniać żadnych dodatków. Obecnie w konsultacjach znajduje się projekt nowelizacji ustawy o płacy minimalnej, który zakłada wyłączenie dodatku stażowego z mechanizmu wpływającego na wysokość płacy minimalnej. Zmiany mają zacząć obowiązywać od stycznia 2020 r.