Od stycznia zbankrutowały już łącznie 623 przedsiębiorstwa, co daje średnio 77 upadłości w przeliczeniu na jeden miesiąc – to o 23 proc. więcej niż w ubiegłym roku. W zeszłym roku do końca sierpnia zniknęło z rynku 507 podmiotów, czyli ok. 63 miesięcznie.

Bankructwa firm przekładają się na likwidację średnio 1,5 – 3 tys. miejsc pracy miesięcznie. Niestety wygląda na to, że upadłość ogłaszają coraz większe podmioty. 75 firm, które upadło w lipcu, zatrudniało 2,8 tys. osób. Przedsiębiorstwa, których upadłość ogłoszono w sierpniu, a było ich 76, zatrudniały 7,7 tys. pracowników – wynika z wyliczeń Euler Hermes.

Rzeczywista skala likwidowanych miejsc wraz z upadkiem firm może być jednak większa nawet o 20 – 30 proc., bo wraz z upadkami dużych firm zamówień tracą ich kooperanci. Ponadto z niektórych przedsiębiorstw dane o zatrudnieniu pochodzą nawet sprzed 3 lat. Tymczasem okres 2010 – 2011 r. był niezły dla eksporterów, którzy zwiększali zatrudnienie, czego nie widać w danych.

Lista branż, w których upadłości jest najwięcej, w porównaniu z ubiegłym rokiem się nie zmieniła. Nadal dominują sektory budowlany, produkcyjny i usługowy, w których od początku roku upadłość ogłosiło już 447 firm. To o 81 więcej niż przed rokiem.

Pogarszająca się sytuacja sektora budowlanego to rezultat narastających problemów z płynnością głównych wykonawców inwestycji drogowych, które dotykają podwykonawców. Jak wynika z danych Euler Hermes, w sierpniu upadły cztery takie firmy. W konsekwencji o niewypłacalności poinformowało 10 przedsiębiorstw wykonujących prace wodno-kanalizacyjne, elektryczne czy izolacyjne.

– Kontrakty zawarte 2 – 3 lata temu na skutek zmiany kosztów surowców i pracy stały się mało opłacalne, firmy do nich dokładają i część to przeżywa, a część nie. Najgorsze jeszcze przed nami. Przyszły rok pokaże rzeczywistą skalę problemu – uważa Marek Michałowski, prezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa.

Sektory przemysłowy i usługowy cierpią z kolei na skutek spadku zamówień, który jest efektem malejącego popytu konsumenckiego. Przemysł maszynowy czy motoryzacyjny odczuwają to najmocniej. Jednak ponieważ kontrakty w tych branżach są długoterminowe, proces upadłości jest rozłożony w czasie i nie tak gwałtowny jak w przypadku spółek żywnościowych czy meblarskich. Tych przedostatnich w tym roku upadło już 20.

Niewiele mniej z rynku zniknęło dystrybutorów mebli. Na pogarszającej się koniunkturze cierpi też branża usługowa, w tym głównie transport. W tym sektorze w samym sierpniu zniknęło 10 firm, czyli tyle, ile w ciągu ośmiu miesięcy 2011 r. W sumie upadło 28 podmiotów, co daje 180-proc. wzrost w stosunku do poprzedniego roku.

Jeśli tendencja wzrostowa upadłości się utrzyma, do końca roku z rynku może zniknąć nawet 900 przedsiębiorstw. W ubiegłym roku zbankrutowało 723.

– Z całą pewnością można już mówić o tym, że liczba upadłości przekroczy 800. Będzie to najgorszy wynik od 2004 r., kiedy z rynku zniknęło 1,1 tys. przedsiębiorstw – twierdzi Tomasz Starzyk, analityk wywiadowni gospodarczej Soliditet Polska należącej do Grupy Bisnode.

Do końca roku z rynku może zniknąć nawet 900 przedsiębiorstw