Resort rolnictwa chce, aby rzeźnie prowadziły całodobowy monitoring, a nagrania przechowywały przez trzy miesiące. Ma to zapobiec m.in. procederowi przerabiania mięsa z bydła leżącego lub padliny.
Afera ujawniona przez program „Superwizjer” w styczniu br., która dotyczyła procederu skupowania przez rzeźnie od handlarzy bydła leżącego (czyli nieporuszającego się o własnych siłach, np. z powodu urazów lub schorzeń) oraz w niektórych przypadkach nawet padłego, wywołała niemałe poruszenie. Wkrótce po jej ujawnieniu główny lekarz weterynarii Paweł Niemczuk zaapelował do ministra rolnictwa i rozwoju wsi Jana Krzysztofa Ardanowskiego, aby w przepisach wprowadzić obowiązek trzymiesięcznego okresu przechowywania nagrań z monitoringu, a także by stały dostęp do nich miały Inspekcja Weterynaryjna i organy ścigania. I choć Paweł Niemczuk został na początku maja br. odwołany ze stanowiska, to w ministerstwie dowiedzieliśmy się, że resort rolnictwa nie rezygnuje z jego pomysłu. – Projekt ustawy wprowadzającej obowiązkowe stosowanie monitoringu w rzeźniach znajduje się na etapie prac wewnątrzresortowych – powiedziała nam Renata Kania z biura prasowego MRiRW.

Miejsca monitorowane

Reklama
Zgodnie z obecną propozycją obowiązek prowadzenia nagrywania obrazu dotyczyłby tych rzeźni, w których – zgodnie z art. 17 rozporządzenia Rady (WE) nr 1099/2009 z 24 września 2009 r. w sprawie ochrony zwierząt podczas ich uśmiercania (Dz. Urz. UE L 303 z 18.11.2009, str. 1, z późn. zm.) – powinien zostać wyznaczony pracownik odpowiedzialny za dobrostan zwierząt. A to oznacza, że projektowane przepisy objęłyby zakłady, w których w ciągu roku ubija się ponad 1000 jednostek żywego inwentarza z gromady ssaków bądź co najmniej 150 tys. sztuk ptactwa lub królików. W praktyce, jak wynika z danych Inspekcji Weterynaryjnej na dzień 23 maja 2019 r., obowiązkiem rejestrowania obrazu nie byłoby objętych tylko 65 małych rzeźni, na ogólną liczbę 775 funkcjonujących w Polsce.
Jak się dowiedzieliśmy w resorcie rolnictwa obowiązek prowadzenia monitoringu wizyjnego miałby obejmować miejsca wyładunku zwierząt oraz pomieszczeń do ich ogłuszania i wykrwawiania. Monitoring miałby działać całodobowo, aby zapobiec przypadkom ujawnionym przez dziennikarzy TVN – czyli nocnego uboju bydła leżącego. Przy czym nagrania obrazu w rzeźni powinny być wykonywane, utrwalane, opisywane i przechowywane w sposób umożliwiający ustalenie, kto, kiedy, gdzie i w jaki sposób wykonywał czynności w danym miejscu lub pomieszczeniu. – Nagrania miałyby być przechowywane przez trzy miesiące przez podmiot prowadzący rzeźnię. Zgodnie z projektowanymi przepisami byłyby udostępniane w każdym czasie do wglądu osobom sprawującym urzędowy nadzór nad ubojem zwierząt w rzeźni w imieniu powiatowego lekarza weterynarii, a także przekazywane organom Inspekcji Weterynaryjnej na ich żądanie – mówi nam przedstawicielka resortu.

Reklama

Diabeł tkwi w szczegółach

Wprowadzenie obowiązkowego monitoringu w rzeźniach popiera co do zasady Związek Polskie Mięso. – Jak najbardziej jesteśmy za tym rozwiązaniem – mówi Witold Choiński, prezes zarządu związku. Przy czym jego zdaniem bardzo istotne jest, aby kamery znalazły się w mniejszych rzeźniach, bo to tam – zdaniem rozmówcy – najczęściej dochodziło do nieprawidłowości. – Największe ubojnie już dziś mają monitoring, głównie ze względu na to, iż zatrudniają wielu pracowników. Ponadto większe podmioty nigdy nie pozwoliłyby sobie na odejście od procedur bezpieczeństwa produkowanej przez siebie żywności, gdyż miałyby zbyt wiele do stracenia w przypadku wykrycia u nich jakiejś afery – tłumaczy Witold Choiński. I dodaje, że resort powinien doprecyzować, kto dokładnie i w jakich warunkach będzie mógł mieć dostęp do magazynowanego materiału wideo. Problematyczną kwestią jest też okres jego przechowywania. Zdaniem Witolda Choińskiego trzy miesiące to za długo. – Przechowywanie zapisów aż przez kwartał może powodować niepotrzebne koszty związane z eksploatacją nośników cyfrowych oraz zabezpieczeniem ich np. w szafie pancernej, aby nikt nieuprawniony nie miał do nich dostępu – tłumaczy.
Pomysł resortu zasadniczo popiera również Marek Sawicki, poseł PSL i były minister rolnictwa. Jego zdaniem wprowadzenie monitoringu to w dzisiejszych czasach niewielki koszt dla przedsiębiorców. Rejestrowanie oraz przechowywanie materiału nie powinno zatem stanowić kłopotu. – Rzecz w tym, że każdy materiał wideo można zmanipulować, a kamery mogą ulec kontrolowanej bądź niekontrolowanej awarii. Dlatego też ważniejsze od instalowania kamer w rzeźniach jest wprowadzenie większej odpowiedzialności lekarzy weterynarii za udział w nielegalnym procederze – podkreśla Marek Sawicki.

To nie wszystkie zmiany

W interpelacji nr 29684 z 25 mar ca 2019 r. resort rolnictwa zapowiedział też wzmocnienie zdolności administracyjnych Inspekcji Weterynaryjnej poprzez m.in. wykorzystywanie w większym stopniu etatowych pracowników tej instytucji w miejsce osób wyznaczonych do wykonywania czynności urzędowych w imieniu inspekcji oraz lepsze dostosowanie zasad finansowania Inspekcji do jej potrzeb. Z interpelacji możemy wyczytać także inną planowaną zmianę istotną dla przedsiębiorców. Resort prowadzi bowiem prace nad wprowadzeniem szczegółowych zasad postępowania z paszportami i kolczykami identyfikacyjnymi zwierząt poddanych ubojowi, ubojowi z konieczności, zabitych lub padłych, w szczególności w zakresie określenia terminów i sposobów niszczenia albo unieważniania paszportów i kolczyków bydła. Z materiału dziennikarzy „Superwizjera” wynikało bowiem, że nieuczciwi handlarze i rzeźnicy niejednokrotnie obchodzili system znakowania mięsa niezdatnego do spożycia.

Jak jest w innych krajach

Jeżeli projektowana ustawa wejdzie w życie, Polska nie będzie jedynym europejskim krajem, w którym rzeźnie będą musiały zainstalować monitoring. Tego typu nakaz od 2017 r. obowiązuje już we Francji. Jest on pokłosiem śledztwa organizacji L214, działającej na rzecz ochrony zwierząt – ujawniła ona bicie i znęcanie się nad zwierzętami do uboju, a także zabijane ich bez wcześniejszego ogłuszania. Natomiast od 2018 r. obowiązkowy monitoring w rzeźniach wprowadzono również w Wielkiej Brytanii. Przy okazji Wyspiarze zdecydowali się zaostrzyć kary za niewłaściwe traktowanie zwierząt hodowlanych.