statystyki

Wiesław Thor: Nie byliśmy świadomi wszystkich skutków kredytów we frankach. Dziś jesteśmy mądrzejsi

autor: Damian Furmańczyk, Marek Tejchman18.04.2015, 16:00; Aktualizacja: 18.04.2015, 19:09
frank szwajcarski - monety

Grupa banków, które nie chciały kredytowania walutowego, była równie liczna jak grupa zwolenników.źródło: ShutterStock

- Trzeba to powiedzieć wprost: biznes bankowy to kupowanie ryzyka od kogoś, kto go nie chce lub nie może podjąć - uważa Wiesław Thor członek rady nadzorczej mBanku, doradca zarządu Deloitte Polska, wykładowca Warszawskiego Instytutu Bankowości i SGH, wieloletni członek Komitetu Sterującego Risk Management Association.

Czy banki mogą ryzykować?

Trzeba to powiedzieć wprost: biznes bankowy to kupowanie ryzyka od kogoś, kto go nie chce lub nie może podjąć.

Kto od kogo kupuje?

Zwykłe składanie depozytu to z tej perspektywy nic innego jak zamiana jednego ryzyka na drugie. Jeśli ma pan pieniądze, to musi pan z nimi coś zrobić: wydać, przechować, zainwestować albo pożyczyć. Innymi słowy: albo ryzykuje pan, że niepracująca gotówka zmarnieje, albo inwestuje pan w nadziei na zysk, albo wydaje pan pieniądze na produkt czy usługę, często zresztą niepotrzebną lub rozczarowującą. W każdym z tych przypadków istnieje ryzyko osiągnięcia rezultatu odmiennego od oczekiwań.

A jeśli nie skarpeta i nie inwestycja, tylko zdecyduję się powierzyć pieniądze bankowi?

Uchroni je pan przed ryzykiem kradzieży, pochopną czy nietrafioną inwestycją, a dodatkowo powiększy kapitał o odsetki.

A co w tej sytuacji ryzykuje klient?

Może otrzymać niższe odsetki, bo zmienią się stawki stóp procentowych, lub będzie zmuszony zerwać lokatę pod przymusem zdarzeń losowych. A w najbardziej pesymistycznym scenariuszu może nie dostać pieniędzy z powrotem, bo bank utraci wypłacalność. Choć w takiej sytuacji wkracza państwo, chroniąc deponentów do określonej prawem kwoty. Ale proszę zauważyć, że po wpłacie środków do banku dochodzi do kolejnej fazy transferu ryzyka. Bank musi z tych pieniędzy zrobić użytek, bo pozostawienie ich w skarbcu nie przyniesie korzyści innych niż prosta ochrona kapitału. Bank pożycza więc środki dalej, inwestuje w nieruchomości lub zamienia na waluty, które następnie pożycza. Jednym słowem bank zarabia na zarządzaniu ryzykiem związanym z zagospodarowaniem powierzonych środków.

Ale czy banki są w stanie same określić, które działania są zbyt ryzykowne? Czy jednak ktoś powinien patrzeć bankowcom na ręce?

Zdecydowanie same takich decyzji nie powinny podejmować. I nie podejmują. Są co najmniej cztery przyczyny takiego stanu rzeczy. Po pierwsze – banki są podmiotami znaczne silniej lewarowanymi finansowo niż pozostałe firmy w gospodarce. Już dzięki niewielkiemu zastrzykowi kapitału początkowego bank ma zdolność pozyskania wielokrotnie większych kwot depozytów. Przez to bilans banku wygląda tak, że kapitału jest zaledwie 5–10 proc., a zdecydowaną większość źródeł finansowania stanowią środki pożyczone. Mamy do czynienia z sytuacją, w której zostaje mały bufor bezpieczeństwa w postaci kapitałów własnych na ewentualne pomyłki w zarządzaniu aktywami. Wyobraźmy sobie, że bank ma 8 proc. kapitału. W ogromnym uproszczeniu – wystarczy, by statystycznie co 13. klient nie zwrócił kredytów i kapitał zostaje w całości zjedzony. Skoro tak duże jest ryzyko utraty bazy kapitałowej, musi ona podlegać szczególnej ochronie i regulacjom. Po drugie – banki gromadzą depozyty, w tym w szczególności osób fizycznych. Powierzamy im swoje oszczędności ufając, że są dobrze zagospodarowane i, co najważniejsze, chronione. Po trzecie – znaczenie banków dla gospodarki jest ogromne dzięki zdolności kreacji pieniądza, tj. powielania strumienia dostępnych środków w relacji do początkowego zasobu lokowanego w bankach. I po czwarte – gromadzone w bankach środki, szczególnie osób fizycznych, objęte są w wielu krajach gwarancjami regulowanymi przez państwo. Wobec powyższego trudno wyobrazić sobie działanie banków bez należytej opieki organów kontrolnych. I tutaj właśnie pojawia się państwo, które określa warunki, na których bank może podjąć pewne typy ryzyka.

Tylko państwo? A międzynarodowi regulatorzy?

Jedni i drudzy. Historycznie każde państwo decyzje podejmowało osobno, ale w związku z globalizacją gospodarki Komitet Bazylejski określił najlepsze praktyki w zarządzaniu kapitałem, które z czasem stawały się nie tylko spisem najlepszych zaleceń, ale także konkretnymi przepisami obowiązującymi w poszczególnych krajach.

Wyobrażamy sobie, że przepływ strumienia pieniędzy regulują tamy, które sprawiają, że kapitał przelewa się w wybrane koryta. Kto buduje te tamy? Bank, państwo?


Pozostało 75% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
9,80 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Komentarze (7)

  • krotkowzrocznosc(2015-04-19 11:16) Zgłoś naruszenie 00

    szkoda ze bankierzy nie mysla dlugoterminowo..pograzanie klientow w ,,niesplacalnych,, kredytach powoduje tylko krotkoterminowy zysk... utrata zaufania u potencjalnych klientow.. lepiej wynajmowac niz brac kredyt, koszty procesow sadowych a na koniec utrata klientow kt przeniosa oszczednosci do innego banku lub kasy..powodzenia

    Odpowiedz
  • tutto(2015-04-18 19:46) Zgłoś naruszenie 00

    mBank to w ogóle niższa szkoła bankowości. Jak facet z banku, doradca finansowy z tymi wszystkimi wymienionymi tytułami mówi że nie był świadomy, to znaczy że jest to IDIOTA. Ale takich idiotów jest niemało i to z sektora bankowego, bankowcy którzy wzięli kredyt we frankach dziś kombinują jak koń pod górę żeby wyciućkać dla siebie rekompensaty od państwa. Zwykli oszuści..

    Odpowiedz
  • asd(2015-04-19 17:50) Zgłoś naruszenie 00

    skutki takich kredytów były już znane, bo dużo wcześniej przerabiano to w innych krajach. Po prostu nastąpił wyścig szczurów po prowizje płynące od kredytobiorców.
    Taki boom kredytowy był dobry dla polityków bo gospodarka ruszyła jak masa mięśniowa kulturysty zażywającego sterydy a teraz odbije się to na zdrowiu całej gospodarki bo rodziny zadłużone i do tego kupowały mieszkania po zawyżonych cenach, gdyż przy boomie kredytowym ceny za mieszkania i za materiały budowlane także szybko wspinały się w górę

    Odpowiedz
  • adsenior(2015-04-19 18:13) Zgłoś naruszenie 00

    Gdyby opcja frankowa wypaliła, to śmialiby się z wariatów kredytów złotowych. Chcieli zarobić, grający w totka, też chcą zarobić. Czy nie podobnie było z Amber Gold? Na pazerności ludzkiej oszuści się bogacą.

    Odpowiedz
  • pol anka(2015-04-20 14:02) Zgłoś naruszenie 00

    dobrze opanowany materiał i nic więcej, takie opowieści z mchu i paproci. Idealny świat finansów wg Pana Wiesia. Kolejny ekspert od budowy opinii bankom. Ale dlaczego nie wierzyć w względną rzeczywistość? Niczego nie da się przewidzieć? Nikt nie spowodował tej zawieruchy? Spadające ceny ropy, to wina Ruskich? Taki globalny proces? A w sreberka sobie czekoladki

    Odpowiedz
  • junior(2015-04-21 14:49) Zgłoś naruszenie 00

    opcja frankowa nie mogła wypalić przy naszej gospodarce, tak jak wcześniej nie wypaliła w innych bogatszych krajach. Warto przy okazji pamiętać, że niższe raty kredytowe to co miesiąc więcej pieniędzy w budżetach rodzin, które zwiększają wartość zakupów, czyli podnosi się poziom popytu na rynku wewnętrznym i przy okazji zarabiają usługodawcy i producenci i do tego spływają większe podatki VAT do budżetu. A przy wysokich ratach zaciskamy popyt wewnętrzny ale za to bankowcy mają wysokie zyski. Co jest lepsze dla naszej gospodarki? Wysokie nadmierne zyski banków, czy większy co miesiąc budżet rodzin o kilkaset złotych spłacających kredyty ?

    Odpowiedz
  • petenocona(2016-06-08 15:22) Zgłoś naruszenie 00

    od podwyzszonego ryzyka to są fundusze. Banki to konserwatywne instytucje. Dlatego w banku na lokacie można zarobić (!) malutko. Dlatego pieniądze pożyczane w banku sa relatywnie tanie. Ale jak bank chciał sie zabawić w ryzykowna gierkę wpuszczając w kanał sporo ludzi i to w sposób nizgodny z prawem to teraz powinien ponieśc konsekwencje. Egzekwowanie prawa - po prostu!

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie

Polecane