Kredyty zagrożone to kredyty, których kredytobiorca nie jest w stanie regularnie spłacać. W przypadku, gdy płatności są przeterminowane o ponad 90 dni lub gdy oceniono, że jest mało prawdopodobne, by kredyt został spłacony, taki klasyfikuje się jako non-performing loans (NPL).

"Obserwujemy zmniejszenie udziału NPL w wolumenie wszystkich kredytów od 2014 r. W tym momencie udział ten jest na poziomie 3,3 proc., ale chcielibyśmy znaleźć rozwiązanie legislacyjne NPL na przyszłość" - mówił na konferencji prasowej w Brukseli wiceszef KE ds. euro Valdis Dombrovskis.

W marcu 2018 r. KE zaprezentowała pakiet przepisów mających na celu przeciwdziałanie problemom związanym z wysokim poziomem kredytów zagrożonych w Europie. Wśród nich znalazła się propozycja dyrektywy w sprawie podmiotów obsługujących kredyty, nabywców kredytów i odzyskiwania zabezpieczenia, propozycja nowelizacji rozporządzenia dotycząca wymogów kapitałowych oraz plan ustanowienia krajowych spółek zarządzania zagrożonymi aktywami.

Pomimo wyraźnej poprawy, wysokie wskaźniki kredytów zagrożonych pozostają wyzwaniem w niektórych państwach członkowskich. Z najnowszych danych KE wynika, że poziom NPL w całej UE jest najwyższy w Grecji, gdzie wynosi 43,5 proc., a następnie na Cyprze (21,8 proc.), w Portugalii (11,3 proc.) i we Włoszech (9,5 proc.). W Polsce zagrożone kredyty są na sporo wyższym poziomie niż średnia dla całej UE. Wynoszą one 6,5 proc. całego wolumenu kredytów (rok wcześniej było to 6,6 proc.).

Komisja chciałaby wzmocnić system bankowy m.in. przez lepsze zabezpieczenie lokat. W 2015 r. KE zaproponowała ustanowienie europejskiego systemu gwarantowania depozytów dla banków w strefie euro (EDIS). Ma być to trzeci filar unii bankowej. Obecnie depozyty te są gwarantowane na poziomie krajowym w całej UE do wysokości 100 tys. euro. KE podkreśla, że EDIS zapewniłby silniejszy i bardziej jednolity stopień zabezpieczenia środków zdeponowanych w bankach eurolandu. Do tej pory nie ma jednak porozumienia państw członkowskich w tej sprawie.

W jakich krajach za wakacje zapłacimy taniej niż przed rokiem