5433 – o tyle osób właśnie powiększyły się i tak już liczne szeregi adwokatów i radców prawnych w Polsce. Czy młodzi prawnicy z uprawnieniami mają szansę znaleźć dobrą pracę?
Waldemar Żurek, sędzia Sądu Okręgowego w Krakowie, członek Krajowej Rady Sądownictwa / DGP / Górski
Czesław Jaworski, adwokat, były prezes Naczelnej Rady Adwokackiej, redaktor naczelny „Palestry” / DGP / wojtek gorski
Iwona Kujawa, dyrektor departamentu zawodów prawniczych i dostępu do pomocy prawnej Ministerstwa Sprawiedliwości / DGP / Marek Matusiak
Dariusz Sałajewski, radca prawny, wiceprezes Krajowej Rady Radców Prawnych / Media
To był szczególny egzamin, bo w całej Polsce przystąpiła do niego rekordowa grupa chętnych – blisko 7,5 tysiąca. Opublikowane w zeszłym tygodniu przez resort sprawiedliwości oficjalne zbiorcze wyniki ze wszystkich komisji (sam egzamin miał miejsce w drugiej połowie marca) pokazały, że najmniejsze trudności sprawił zdającym test. Rozwiązało go 99 proc. kandydatów na radców prawnych i 96,5 proc. kandydatów na adwokatów. Wedle powszechnej opinii o łatwości tej części egzaminu przesądziło to, że w świetle przyjętych już regulacji od przyszłego roku testu – jako formy sprawdzania wiedzy, od której się na świecie odchodzi – nie będzie.
Część pisemna, weryfikująca umiejętności praktyczne w czterech podstawowych dziedzinach prawa dowiodła, że przyszli adwokaci byli najlepiej przygotowani z zagadnień dotyczących prawa karnego, a najsłabiej – z prawa cywilnego. Z kolei kandydaci do zawodu radcy prawnego najgorzej (statystycznie) poradzili sobie z zadaniami z zakresu prawa administracyjnego. Prawo karne okazało się dla nich równie łatwe jak dla przyszłych adwokatów, co z satysfakcją podkreślają przedstawiciele samorządu radców, zabiegającego o przyznanie tej grupie zawodowej kompetencji występowania w charakterze obrońcy w sprawach karnych.
W zestawieniu wyników w skali kraju na uwagę zasługują ogromne rozbieżności w poziomie zdawalności między komisjami, nawet działającymi w obrębie jednego miasta. Przykładowo egzamin radcowski w jednej z komisji w Kielcach zdało zaledwie 32 proc. chętnych, a w jednej z komisji toruńskich – wszyscy (przy średniej dla kraju na poziomie 72,4 proc.). Rozbieżności w przypadku egzaminu adwokackiego wahały się od 38 proc. (Szczecin) do 92 proc. (Białystok), przy średniej zdawalności na poziomie 74,4 proc.
Zdolną i mądrą młodzież mamy, tyle osób zdało tak ciężki egzamin – to moja pierwsza refleksja. Oczywiście mówię to półżartem, bo tak wysoka zdawalność każe się zastanowić nad poziomem trudności zadań. Ale tak już całkiem poważnie – nie mogę się oprzeć wrażeniu, że ci wszyscy młodzi ludzie, którzy tak tłumnie weszli właśnie do zawodu, ulegli idyllicznej wizji roztaczanej przez polityków. Jakiej? Że oto będą mogli otwierać własne kancelarie, należeć do elity i żyć na wysokim poziomie.
Prawda jest jednak taka, że uczelnie, także prywatne (w końcu prowadzenie kierunku humanistycznego jest najtańsze!), wypuszczają niczym fabryki coraz więcej prawników, których dość szybko spotyka rozczarowanie w wyniku bolesnego zderzenia z rzeczywistością, czyli kłopotami ze znalezieniem pracy. Administracja rządowa czy samorządowa nie kwapi się jakoś do zatrudniania tych dobrze wykształconych ludzi, a prowadzenie własnej działalności wcale nie jest łatwe. Rynek jest nasycony, bo działa już na nim cała masa wszelkiej maści doradców prawnych i podatkowych (prócz normalnych kancelarii adwokackich czy radcowskich), a każdy rok to kolejne kilka tysięcy nowych, głodnych sukcesu, graczy.
Jestem zwolennikiem wolnej konkurencji, ale są takie dziedziny, w których szerokie otwarcie rynku powoduje to, co znamy z teorii Kopernika-Greshama: zły pieniądz wypiera dobry. Innymi słowy spada jakość. Ten proces obserwuję także w sądzie, gdzie w ramach szkolenia przychodzi jednocześnie np. 12 aplikantów radcowskich i adwokackich. Jest ich tak dużo i mają tak ograniczony czas, że coraz trudniej jest nawiązać z nimi indywidualny kontakt, pokazać coś więcej. W efekcie ci ludzi mają głowy napakowane wiedzą, której nie potrafią wykorzystać w praktyce. Bo brak im doświadczenia, obycia na sali sądowej. Wykonywanie zawodu radcy prawnego czy adwokata to przecież nie tylko znajomość przepisów, taki człowiek musi potrafić w zwięzły sposób przedstawić w sądzie swoje racje (kłania się retoryka, której podczas studiów jest zdecydowanie za mało).
Rozprawa jest pewnym sporem ustnym, w innym przypadku wystarczyłoby napisać pisma, przesłać wszystkie dokumenty sędziemu i już. Swoją drogą z tym przygotowywaniem pism przez najmłodszych prawników też bywa różnie, czasem można wręcz odnieść wrażenie, że wysokość ich wynagrodzenia zależy od liczby wyprodukowanych stronic, bo produkują ich dziesiątki, metodą kopiuj-wklej (każdy ma dostęp do jakiejś elektronicznej bazy aktów prawnych), umieszczając orzecznictwo, poglądy doktryny, zamiast skupić się na najistotniejszych zagadnieniach.
A może tego też nie potrafią, bo nikt ich tego nie nauczył? Generalny wniosek jest więc taki, że prawo mamy coraz bardziej rozbudowane, a proces szkolenia kandydatów na adwokatów i radców, biorąc pod uwagę ciągle wzrastającą liczbę zdających egzaminy, siłą rzeczy jest bardziej rozmyty. A jeszcze, o zgrozo, zapędy deregulacyjne chcą go ciągle skracać. To pójście na masowość z pewnością nie służy jakości usług prawnych w Polsce.
Parafrazując słynną maksymę kanclerza Jana Zamojskiego, zawartą w akcie fundacyjnym Akademii Zamojskiej, można powiedzieć, że taka będzie współczesna adwokatura polska, jakie młodzieży prawniczej przygotowanie ujawnione w toku końcowego egzaminu zawodowego. Z informacji dostępnych na stronach internetowych Ministerstwa Sprawiedliwości i Naczelnej Rady Adwokackiej wynika, że do egzaminu adwokackiego, który odbył się w marcu br., przystąpiło 2586 osób, z czego zdało 1937 (74,4 proc.) kandydatów.
Egzamin miał miejsce przed trzydziestoma siedmioma komisjami w trzynastu miastach. W poszczególnych komisjach, nawet na terenie tego samego miasta, liczba osób, które otrzymały wynik pozytywny, wahała się od 61 proc. do 92 proc. Z danych nadesłanych przez komisje egzaminacyjne wynika, że w grupie osób, które odbyły aplikację adwokacką, zdawalność wyniosła ok. 76 proc., a w grupie osób uprawnionych do składania egzaminu z innych tytułów – ok. 43 proc. Odnotować wypada jeszcze trzy istotne okoliczności: pierwszą, że do tegorocznego egzaminu przystąpiła rekordowa liczba osób, drugą, że poziom zdawalności zbliżony jest do wyników z roku 2012 r. (76 proc.), i trzecią, że ogólna liczba czynnych zawodowo adwokatów przekroczyła 12,5 tysiąca, czyli wzrosła o ok. jedną piątą dotychczasowego stanu.
Jak te dane należy skomentować, jak ocenić wynikające z nich fakty, jakie wyprowadzić wnioski ważne na dziś i na jutro? Na pierwszy rzut oka powinny zaniepokoić występujące różnice w zdawalności przed poszczególnymi komisjami (ok. 30 proc.), tym bardziej że tematy egzaminacyjne były wszędzie identyczne. Mogą one świadczyć nie tyle o poprawności lub niepoprawności udzielanych odpowiedzi, ile o dosyć odmiennych ocenach stosowanych przez różne komisje. W tych warunkach uzyskany wynik zdawalności w granicach 74 proc. jest bardzo korzystny dla zdających, ale niekoniecznie dla jakości pomocy prawnej, którą mają świadczyć te osoby różnym podmiotom.
Każdy egzamin otwierający drogę do zawodu adwokata (także na aplikację adwokacką) powinien preferować jakość, a nie ilość osób, które uzyskają prawo wykonywania zawodu. Przygotowane tematy egzaminacyjne winny stwarzać szansę zdania egzaminu dla najlepszych, co nie powinno przekraczać 50 – 60 proc. ubiegających się kandydatów konkretnej populacji.
Dane pochodzące z egzaminu potwierdzają słuszność stanowiska samorządu adwokackiego, wyrażanego od zawsze, że najbardziej pożądaną drogą dojścia do zawodu jest droga aplikacji adwokackiej.
Mimo jej aktualnych ułomności wynikających z nadmiernej liczby aplikantów w stosunku do możliwości kształcenia przede wszystkim przez patronów reprezentujących najwyższy poziom zawodowy i etyczny. Różnica przekraczająca 30 punktów procentowych na korzyść zdających po aplikacji adwokackiej świadczy niemal o przepaści w przygotowaniu tych grup do wykonywania zawodu i powinna stanowić sygnał do zmiany obecnie obowiązujących przepisów w tym zakresie. Przeprowadzona tytułem eksperymentu deregulacja zawodu jeszcze na podstawie tzw. lex Gosiewski nie przyniosła oczekiwanych rezultatów i racjonalny ustawodawca powinien się z niej jak najszybciej wycofać. Taką szansę stwarza przygotowywana zmiana ustawy – Prawo o adwokaturze.
Ciągle wzrastający nabór na aplikację adwokacką i radcowską, powodujący w konsekwencji olbrzymi przyrost adwokatów i radców prawnych, wywołany został nie zapotrzebowaniem społecznym na profesjonalną pomoc prawną naszego społeczeństwa, ale wyrachowanym populizmem politycznym. Swoją cząstkę, tym razem wyłącznie z powodów ekonomicznych, dokładają też wyższe uczelnie różnej maści, produkujące rzesze niedostatecznie wyedukowanych prawników.
Młodzi ludzie niemal natychmiast po dostaniu się na aplikację lub po zdaniu egzaminu zawodowego przekonują się, że byli karmieni mitami, które w konfrontacji z realnym życiem padają jeden po drugim. Wierutnym kłamstwem okazuje się absurdalne założenie, wielokrotnie powtarzane w formie kategorycznego twierdzenia, że w wyniku otwarcia zawodów prawniczych przybędzie w Polsce 100 tys. nowych miejsc pracy. Stworzenie każdego takiego miejsca wymaga odpowiedniego kapitału, zapotrzebowania na świadczoną usługę, a także wiedzy i doświadczenia, odwagi i cierpliwości. Tego wszystkiego brakuje w szczególności rozpoczynającym praktykę zawodową. Ale nie tylko im. Co raz częściej adwokat lub radca prawny myśli nie o jakości świadczonej pomocy prawnej, lecz o tym, w jaki sposób zapewnić utrzymanie miejsca pracy oraz chociażby minimalną egzystencję materialną swoim najbliższym.
Nie znajdują potwierdzenia inne popularne powiedzenia, którym przypisuje się wprost magiczną siłę, że ciągle wzrastająca liczba wykonujących zawód musi przerodzić się w pozytywną jakość, że niewidzialna ręka wolnego rynku przywróci tak potrzebną równowagę. Jak na razie takich skutków pozytywnych nie widać. Wręcz przeciwnie. Daje się zauważyć wykorzystywanie tej sytuacji w sposób sprzeczny zarówno z racjami ekonomicznymi, jak i zasadami etycznymi. Podobne zdarzenia miały już miejsce w naszej historii, też w warunkach ustroju kapitalistycznego. Wówczas mądry ustawodawca znalazł pewne środki zaradcze. W okresie międzywojnia minister sprawiedliwości został wyposażony w prawo zawieszania, na jakiś czas, wpisów na listy aplikantów adwokackich i listy adwokackie. Jakość świadczonej pomocy prawnej przez adwokatów na rzecz społeczeństwa i wymiaru sprawiedliwości uznano za wartość nadrzędną, wymagającą szczególnej ochrony.
W komentarzach poegzaminacyjnych można wyczytać nuty zaniepokojenia omawianym zjawiskiem. Słusznie zwraca się uwagę, że w odczuciu społecznym zużywa się mit prawnika jako osoby zamożnej o nieograniczonych możliwościach zarobkowania, że kryzys ekonomiczny oraz brak zwyczaju korzystania z usług profesjonalisty powodują, że rynek prawniczy (bardzo nie lubię tego określenia) jest mocno nasycony, że młodzi prawnicy po latach wyczerpującej nauki stają się bezrobotnymi i szukają pracy poza wyuczonym zawodem.
Te realnie istniejące warunki powinni uwzględniać młodzi przy wyborze zawodu, wyższe uczelnie w procesie kształcenia i ustalania liczby uczących się, samorząd adwokacki w obronie zawodu, który pełni ważne funkcje publiczne przede wszystkim w ochronie praw i wolności obywateli, politycy którzy odpowiadają za stan bezpieczeństwa prawnego w naszym kraju i którzy w większym stopniu powinni uwzględniać społeczne potrzeby, a nie doraźny interes polityczny.
Takie refleksje wywołały u mnie wyniki ostatniego egzaminu adwokackiego, które łączę z najlepszymi życzeniami wszelkiej pomyślności dla naszych nowych koleżanek i kolegów zawodowych.
W mojej ocenie zdawalność prawniczych egzaminów zawodowych na poziomie ponad 70 proc. jest zadowalająca, co nie oznacza, że nie mogłaby być wyższa. Analizując to zagadnienie, trzeba pamiętać, że przystępują do nich przede wszystkim osoby, które przez trzy lata skupiały się na nabywaniu umiejętności praktycznego stosowania prawa, uczestnicząc w zajęciach organizowanych przez rady adwokackie i radcowskie oraz szkoląc się praktycznie pod okiem doświadczonych adwokatów i radców prawnych – patronów. Aplikacja jest płatna, można więc oczekiwać, że szkolenie prowadzone jest na wysokim poziomie przez wyróżniających się prawników. Warto też podkreślić, że aplikacja jest kolejnym etapem przygotowania zawodowego prawnika, które poprzedza ukończenie pięcioletnich studiów prawniczych. Dlatego nawet zdawalność na poziomie wyższym aniżeli w tym roku nie byłaby niczym zaskakującym. Pamiętajmy, że egzamin zawodowy ma inny charakter i cel aniżeli egzamin wstępny na aplikację – nie chodzi tu o selekcję, ale sprawdzenie umiejętności.
Trzeba też zwrócić uwagę, że egzaminy adwokackie i radcowskie zostały – co do zasady – skonstruowane przez ustawodawcę jako trudne do zdania, bo równolegle sprawdzające umiejętność stosowania prawa w kilku różnych obszarach prawa. Aby zdać ten egzamin, trzeba w ciągu czterech dni zdać pięć cząstkowych egzaminów (test z różnych dziedzin prawa oraz opisowe zadania z prawa karnego, cywilnego, gospodarczego i administracyjnego). Warunkiem zdania jest uzyskanie pięciu pozytywnych ocen ze wszystkich pięciu części. Dlatego egzamin ten okazuje się trudny do zdania, także w aspekcie odporności na stres. Wielopłaszczyznowość egzaminu stanowi gwarancję, że osoby wchodzące do zawodu dysponują odpowiednią wiedzą w zasadniczych dla prawnika obszarach działania (prawo karne, cywilne, gospodarcze i administracyjne). Z tej przyczyny egzaminu nie zda osoba, która świetnie się orientuje wyłącznie w prawie cywilnym i gospodarczym, a nie zna prawa karnego i administracyjnego.
Wyniki ostatnich egzaminów – w skali kraju – nie odbiegają od tych z poprzednich lat. Zdawalność ustabilizowała się na poziomie ok. 70–80 proc., aplikanci przyzwyczaili się już do tej formuły egzaminów i nauczyli się je zdawać. Wielkim ułatwieniem jest możliwość pisania zadań na komputerach. Zdarzają się – w pojedynczych radach – wyniki mocno odbiegające od średnich krajowych. Takie przypadki powinny być m.in. przedmiotem dyskusji o jakości szkolenia na aplikacji.
Zupełnie nie dziwi mnie, że osoby po aplikacji lepiej wypadają na egzaminie niż te, które jej nie ukończyły. Aplikacja, mimo wprowadzania przez ustawodawcę kolejnych pobocznych ścieżek dostępu do egzaminu, nadal stanowi podstawową drogę do zawodu adwokata czy radcy prawnego, a egzamin jest jej zwieńczeniem. Tak też zapewne uważają absolwenci studiów prawniczych, których corocznie kilkunastotysięczna rzesza przystępuje do egzaminów wstępnych na aplikacje. Osobie, która aplikacji nie odbyła, trudniej jest egzamin zawodowy zdać – z reguły bowiem zawodowo zajmuje się pewnym wąskim wycinkiem stosowania prawa, podczas gdy aplikacja daje szerokie, uniwersalne przygotowanie.
Jednak warto zauważyć, że zdawalność osób spoza aplikacji z roku na rok rośnie: o ile w 2010 r. egzamin adwokacki zdało – w tej grupie osób – zaledwie 26 proc., o tyle w bieżącym roku już 41 proc. Podobna, choć nie tak wyrazista, jest tendencja na egzaminie radcowskim.
Wyniki tegorocznych egzaminów radcowskich i adwokackich potwierdzają obserwowane wcześniej tendencje i płynące z nich wnioski, ale też dają podstawę do bardziej aktualnych konstatacji. Poziom zdawalności wśród kandydatów na radców prawnych w skali ogólnej (72,4 proc.) jest niemal identyczny jak w roku ubiegłym (73 proc.), co w sytuacji gdy mieliśmy do czynienia z rocznikiem znacznie liczniejszym, zaprzeczyło obawom o jego słabym poziomie spowodowanym – jak twierdzili niektórzy –nisko ustawioną poprzeczką na egzaminie wstępnym w 2009 r. Jeśliby bowiem przyjąć nawet poprawność takich twierdzeń, można by w takim przypadku przyjmować, że to wyłącznie aplikacja przyzwoicie wyszlifowała wiedzę i, przede wszystkim, umiejętności adeptów do zawodu, co dawałoby podstawę do odtrąbienia sukcesu tejże. Ten ostatni wniosek byłby jednak pochopny, jeśli nie hurra, optymistyczny. Aplikacja wymaga i będzie wymagała stałego doskonalenia już nie tyle w sferze zmian założeń i metod programowych (co już od bieżącego roku uczyniono), w dobrze odpowiednio przygotowanych i predysponowanych osób prowadzących zajęcia szkoleniowe i sprawujących patronaty.
Nie znaczy to, że wyniki egzaminu nie są jednak pozytywnym sygnałem dla samorządów prawniczych jako organizatorów aplikacji. Zdawalność egzaminu wśród absolwentów aplikacji radcowskiej jest wyższa od średniej, nie mówiąc już o tym, że jest przeszło półtorakrotnie wyższa niż wśród adeptów do zawodu ze ścieżek pozaaplikacyjnych (45 proc.). Wskazuje to dodatkowo na słuszność argumentów podnoszonych przez samorząd radcowski (i adwokacki) w parlamentarnej debacie nad ustawą deregulacyjną, wskazujących na niecelowość skrócenia i doprowadzenia do zrównania czasowego okresów staży pozaaplikacyjnych z okresem aplikacji. Senat ostatecznie przyjął poprawkę do sejmowej wersji ustawy i zróżnicował te okresy.
W sprawach, które w ostatnich tygodniach przykuwają uwagę przynajmniej części opinii publicznej, wyniki tegorocznego egzaminu radcowskiego mogą być wykorzystane jako jeszcze jeden z oręży. Chodzi konkretnie o rezultat egzaminu w części dotyczącej prawa karnego. Zdawalność egzaminu z tego przedmiotu wśród kandydatów do zawodu radcy prawnego wyniosła 97 proc. (odpowiednio na egzaminie adwokackim – 96 proc.) i była najwyższa spośród wszystkich przedmiotów egzaminacyjnych, nie licząc części testowej.
Dane te polecam tym, którzy twierdzą, że aplikacja radcowska nie przygotowuje dobrze do pełnienia roli obrońcy w sprawach karnych. Zwracam nadto uwagę, że w obowiązującym od bieżącego roku modelu aplikacji radcowskiej przedmioty karnistyczne zyskały jeszcze większe wymiar czasowy i metodyczne oprzyrządowanie, a prowadzenie zajęć izby coraz częściej powierzają, obok sędziów, również doświadczonym adwokatom. Mam nadzieję, że ci ostatni nie zostaną za to napiętnowani przez władze samorządu adwokackiego jako kolaboranci w procesie osiągania przez (ponoć kuchennymi drzwiami) przez radców dostępu do obron w sprawach karnych i karnoskarbowych.
Swoją drogą zapewne znaczącej części z tej ogromnej rzeszy ponad 3,5 tys. nowych i gotowych do zawodu radcy prawnego młodych ludzi, którzy zdali tegoroczny egzamin, niełatwo będzie znaleźć pracodawców.
Wykonując więc wolną działalność zawodową, z pewnością oglądać będą się na nowe obszary zarobkowej aktywności. Takim obszarem stać się może zastępstwo procesowe w sprawach karnych we wszystkich rolach przewidzianych już obowiązującym i obecnie nowelizowanym kodeksem postępowania karnego, a więc także w roli obrońcy.
Rozpatrywanie obszernego rządowego projektu zmian k.p.k. kończy właśnie sejmowa podkomisja nadzwyczajna, a nowy minister sprawiedliwości potwierdził, że uchwalenie tej nowelizacji przez Sejm to jeden z priorytetowych celów resortu. Będziemy więc mieli do czynienia z kontradyktoryjnym procesem, w którym obrońcami (z wyboru, z urzędu i na zadanie) będą mogli być również radcowie prawni.
Komentarz dotyczący wyników tegorocznych egzaminów radcowskich kończę więc trochę obok tematu, ale nie obok sprawy aktualnej.
Parafrazując słynną maksymę kanclerza Jana Zamojskiego zawartą w akcie fundacyjnym Akademii Zamojskiej, można powiedzieć, że taka będzie współczesna adwokatura, jakie młodzieży prawniczej przygotowanie ujawnione na egzaminie końcowym
Prawo mamy coraz bardziej rozbudowane, a proces szkolenia kandydatów na adwokatów i radców coraz bardziej rozmyty. Ta masowość nie służy jakości usług prawnych