W poniedziałek rynki spłynęły krwią. W żargonie ludzi zajmujących się inwestowaniem oznacza to, że doszło do wyprzedaży akcji, w wyniku której ich ceny znacząco spadły. Wraz z wartością papierów w dół poszły indeksy giełd. W takim przypadku zmiany procentowe oznacza się kolorem czerwonym (gdy rosną – zielonym), stąd powiedzonko.

Przecenę wywołały niedzielna wygrana socjalisty Francois Hollande’a w I turze wyborów prezydenckich we Francji oraz pogorszenie europejskich wskaźników koniunktury gospodarczej, które zostały opublikowane właśnie w poniedziałek. W rezultacie niemiecki indeks DAX zanurkował o 3,36 proc., francuski CAC40 o 2,83 proc., a hiszpański IBEX35 o 2,76 proc. Nic dziwnego, że polski WIG20, grupujący największe firmy notowane w Warszawie, spadł o 2,47 proc. i był tym samym jednym z najsłabszych wskaźników na Starym Kontynencie. Bo w piątek, kiedy inwestorzy jeszcze nie byli w złych nastrojach i większość giełd rosła, WIG20 osunął się o 0,46 proc. i był jednym z najsłabszych indeksów w Europie.

Słabość warszawskiej giełdy to nie kwestia ostatnich kilku sesji. Ona trwa już od kilku miesięcy. W I kwartale, gdy indeksy z krajów zaliczanych do rynków wschodzących rosły po kilkanaście procent, a indeks giełdy amerykańskiej zbliżył się do szczytów z 2007 r. (sprzed kryzysu finansowego), WIG20 nawet nie przebił się przez najwyższy punkt osiągnięty na jesieni 2011 r. – Inwestorzy, widząc stabilizację na rynkach krajów Europy Południowej i lepsze dane z USA oraz poprawiające się wyniki największych spółek, zaczęli zwiększać inwestycje w akcje. Niestety polską giełdę omijają szerokim łukiem – potwierdza Michał Kopiczyński, zarządzający w ING TFI.

Gdzie należy szukać przyczyn tego zjawiska? Czy to możliwe, że polskie spółki są nieatrakcyjne w warunkach rekordowo niskich wycen (wskaźnik cena do zysku w przypadku WIG20 na poziomie 7,84), wysokich oszczędności firmowych (ponad 200 mld zł) i tempa wzrostu PKB wynoszącego 4,3 proc.?

Eksperci tłumaczą zjawisko kilkoma czynnikami. I trudno powiedzieć, który ma decydujący wpływ na zachowanie warszawskiego parkietu.

Skarb Państwa odstrasza

– Na indeks WIG20 dominujący wpływ wywierają spółki kontrolowane przez Skarb Państwa, który prawdopodobnie zdecyduje o emisji nowych bądź pozbyciu się starych akcji. Kiedy podaż rośnie, cena idzie w dół. I tego właśnie obawiają się inwestorzy, wstrzymując się z zakupami dużych polskich spółek – tłumaczy Jerzy Kasprzak z Ipopema TFI.

Podobne zdanie ma Bartosz Dębowski, zarządzający funduszami Arka BZ WBK TFI. – Mieliśmy już sprzedaż z dyskontem akcji PGE. W najbliższym czasie istnieje ryzyko sprzedaży po cenach niższych od obecnych pakietów udziałów w PZU oraz PKO BP, tymczasem obie spółki są w pierwszej trójce, jeżeli chodzi o udział w WIG, i odpowiadają za blisko 18 proc. indeksu – podkreśla Dębowski.

Państwo polskie odstrasza inwestorów od giełdowych spółek także w inny sposób. – Wprowadzenie podatku od miedzi i srebra, zmniejszającego w znaczący sposób wartość KGHM dla inwestorów, podwyżki kosztów działalności w formie podatków i różnych składek czy powracający temat likwidacji OFE to czynniki ryzyka, na które inwestorzy zagraniczni patrzą z dużym niepokojem – wymienia Michał Kopiczyński z ING TFI.

Wciąż słabszy koszyk

Polska ma także innego rodzaju problem. Wciąż – mimo w miarę zdrowych finansów publicznych i przyzwoitego tempa wzrostu PKB – tkwi w jednym koszyku z innymi krajami regionu mającymi poważne problemy, np. z Węgrami. – Inwestorzy z perspektywy Londynu czy Nowego Jorku postrzegają Europę Środkową jako region podwyższonego ryzyka w świetle kryzysu peryferyjnych krajów strefy euro. Ignorują przy tym fakt, że polska gospodarka prezentuje się zdecydowanie najlepiej spośród krajów regionu – mówi Kazimierz Szpak, dyrektor departamentu inwestycji Amplico TFI.

– Utrzymujące się obawy o kryzys zadłużenia w Europie i kondycję światowej gospodarki nie zachęcają globalnych graczy do agresywnych inwestycji na rynkach wschodzących, do których zaliczana jest Polska – potwierdza Kamil Gaworecki, zarządzający PZU TFI.

Na domiar złego rynki wschodzące, jak zwraca uwagę wiceprezes Opoka TFI Maciej Żukowski, po bardzo dobrej dekadzie lat 2000 – 2010 już od blisko dwóch lat osłabiają się w relacji do rynków rozwiniętych. – Obecna dekada zapewne upłynie właśnie po dyktando tego trendu – uważa Żukowski.

Być może Polskę uratuje przeniesienie jej z koszyka krajów rozwijających się do rozwiniętych przez FTSE. Firma zapowiadała, że może to nastąpić już we wrześniu tego roku.

Defensywny skład indeksu

Sporo specjalistów zwraca też uwagę na to, że WIG20 ma charakter defensywny. Chodzi o duży udział w indeksie spółek z sektora energetycznego i użyteczności publicznej, które nie są zwykle beneficjentami ewentualnego przyspieszenia wzrostu gospodarczego. Stanowią one ok. 18 proc. portfela WIG i WIG20. – Waga tych dwóch sektorów, które z reguły zachowują się słabiej na rosnącym rynku, jest znacznie niższa w przypadku pozostałych rynków. Na przykład dla niemieckiego wynosi ok. 12 proc., a dla japońskiego i amerykańskiego ok. 6 proc. – wskazuje Bartosz Dębowski.

Według Jarosława Lisa, zastępcy dyrektora departamentu zarządzania aktywami w BPH TFI, defensywny charakter WIG20 może być nawet główną przyczyną słabości warszawskiej giełdy. I niestety w ostatnim czasie nie robiono nic, by jej przeciwdziałać, a wręcz przeciwnie. – W ostatnich latach indeks był uzupełniany głównie o spółki z sektora energetycznego – podkreśla Lis.

W dodatku sektor bankowy, który również stanowi znaczną część portfela WIG20, nie spisywał się w ostatnich miesiącach tak dobrze jak w przeszłości. Piotr Lubczyński, zarządzający w KBC TFI, mówi wręcz o odwróceniu korzystnego dla polskich banków trendu. – Banki ze strefy euro borykały się z wieloma problemami. Pożyczki, których udzielił im Europejski Bank Centralny w grudniu i lutym, rozwiały obawy o płynność sektora. Przełożyło się to na wzrosty cen akcji banków niemieckich, brytyjskich czy francuskich. Polskie banki, choć pozbawione wspomnianych problemów, mniej zyskały na poprawie nastrojów inwestorów – zwraca uwagę Lubczyński.

Dlaczego? – W okresie gwałtownego odbicia, po zmniejszeniu napięć związanych z sytuacją Grecji, polskie banki nie zostały uznane za ciekawą okazję inwestycyjną, w odróżnieniu od mocno przecenionych banków zagranicznych – wyjaśnia Michał Milewski, analityk rynku akcji BPS TFI.

– Nieciekawa jest też sytuacja spółek budowlanych i deweloperskich. Zaczynają tracić płynność lub szukają droższego finansowania, a to odbija się na ich wynikach. Szczególnie spektakularne problemy mają spółki ABM Solid o DSS. To powoduje wzmocnienie negatywnego nastroju na rynku – dodaje Jarosław Król, zarządzający Provide TFI.

Drobni inwestorzy wciąż zniechęceni

Należy też pamiętać, że polscy inwestorzy otrzymali w ostatnich latach od giełdy trzy poważne ciosy. Pierwszy w 2007 r. (wzrost WIG20 tylko o 3,3 proc.), drugi w 2008 r. (spadek o 47,7 proc.), trzeci w III kwartale 2011 r. (osunięcie w całym roku o 22,9 proc.). Ktoś, kto pięć lat temu na fali masowego zainteresowania funduszami inwestycyjnymi (rekordowy był sierpień: 15,3 mld zł wpłat) włożył swoje pieniądze w fundusz akcji dużych polskich spółek, jest dziś mniej więcej 30 proc. pod kreską (WIG20 poszedł w tym okresie w dół o 39 proc.). Ktoś, kto wierzył w siłę małych i średnich polskich spółek, stracił ok. 40 proc. oszczędności (mWIG40 zanurkował o 52 proc.).

Nawet ci, którzy weszli na giełdę lub w fundusze akcji trzy lata temu, na początku hossy, nie mogą być do końca zadowoleni. W tym okresie średni zysk funduszy akcji dużych spółek sięgnął 56 proc. (przy wzroście WIG20 o 22,6 proc.), ale 2011 r. poważnie ich skaleczył. Przed krachem z III kwartału ich zyski były znacznie bardziej pokaźne (a WIG20 był nawet 65 proc. powyżej poziomu z kwietnia 2009 r.). Rezultat? Analitycy przyznają, że Polacy są zniechęceni do giełdy. – Pokazuje to skromny poziom wpłat do funduszy inwestycyjnych nie tylko w ostatnich miesiącach, lecz także latach – mówi Jarosław Król, zarządzający Provide TFI. W I kwartale 2007 r. do funduszy napłynęło 30,9 mld zł, w I kwartale 2008 r. 26,8 mld zł, a w I kwartale tego roku ledwie 18,9 mld zł.

W walucie jest lepiej

Niektórzy analitycy nie zgadzają się jednak z twierdzeniem, że warszawski parkiet jest wyraźnie słabszy od innych giełd. Według Kasprzaka z Ipopema TFI zupełnie inny obraz polskiego rynku akcji uzyskamy, jeżeli spojrzymy na indeksy mWIG40 i sWIG80. – Ten drugi, ze stopą zwrotu od początku roku na poziomie prawie 20 proc., znajduje się blisko światowej czołówki – wskazuje Kasprzak.

Z kolei Leszek Auda z Axa TFI i Piotr Rzeźniczak z Legg Mason TFI zwracają uwagę, że od początku roku warszawskie indeksy wyrażone w euro albo w dolarze zachowują się podobnie jak inne wskaźniki. – Umocnienie złotego powoduje, że WIG w złotych jest słabszy niż w euro lub dolarze. Dla inwestora zagranicznego oznacza to, że inwestycja w polskie akcje daje porównywalną stopę zwrotu w walucie obcej jak inwestycja na zagranicznych rynkach akcji – mówią eksperci. Problem w tym, że nie ma to znaczenia dla polskich inwestorów.

Analitycy pocieszają, że obecna słabość warszawskiej giełdy nie będzie trwać wiecznie. – Niewygórowane wyceny spółek i zdrowa gospodarka powinny stanowić solidne fundamenty dla wysokich stóp zwrotu w najbliższych latach osiąganych na polskim rynku akcyjnym – uważa Adam Zaremba, analityk Idea TFI.