Opinia

Wprowadzenie bezpłatnych podręczników oszczędzi rodzicom wielkich wydatków związanych z wyprawieniem dzieci do szkoły. To dobrze. Ale uważam, że projekt można jeszcze udoskonalić. Jestem wielką zwolenniczką możliwości wyboru. Modelem powinno być to, że nauczyciel wybiera książki po konsultacji z rodzicami. Tak, by dopasować je do poziomu i zainteresowań dzieci. Teraz takich rozmów z reguły nie ma. Nauczyciele twierdzą, że rodzice się nie znają. A rodzice przecież mają prawo wiedzieć, czego, do nauki będzie używać ich dziecko. Jeśli nauczyciel wybiera podręcznik, powinien przedstawić go rodzicom, wyjaśnić dlaczego jest to ta, a nie inna książka.

Rodzice chcą wiedzieć, co ich dzieci robią w szkole. Niestety nauczyciele często tego nie dostrzegają, a później narzekają, że rodzice nie są zaangażowani.

Gdybyśmy dawali sobie możliwość dyskusji, to relacje między nauczycielami i rodzicami byłyby lepsze. Szkoła niestety zatrzymała się w modelu z poprzedniej epoki. Nadal jest zarządzana centralnie, a nauczyciele są przygotowani do przekazywania wiedzy, a nie współpracy ze środowiskiem.

Myślę, że powinniśmy wrócić do solidarnościowego pomysłu na szkołę. W latach 90. do prawa oświatowego wpisano przepisy dotyczące rad szkół. Choć nadal tam są, takich ciał się nie tworzy.

Kolejną słabością szkoły jest to, że funkcjonuje w izolacji od środowiska lokalnego. Staramy się o wprowadzenie w szkołach zupełnie innego stylu uczenia. Badania mówią, że młodzi ludzie potrzebują przede wszystkim umiejętności komunikacyjnych, współpracy w zespole. I w tym kierunku powinniśmy iść.

Mam nadzieję, że jest szansa na zmiany. Przynajmniej na poziomie ministerstwa rodzice zostali zaproszeni do dialogu. Na koniec sierpnia zaplanowano organizowany przez MEN kongres edukacji. Przedstawicielom rodziców oddano trzy panele. Będziemy rozmawiać między innymi o roli rodzica w szkole: co rodzice mogą wnieść do niej i jak rozwijać samorządność.  not. wit